Wakacyjna festiwalowa gonitwa trwa, a mój grafik pęka w szwach od koncertów, przejazdów i lotów. Tegoroczne osiem tygodni wolnych od szkoły od początku roku planowałam z uwzględnieniem letnich koncertów Helloween na trwającej od 2017 roku trasie Pumpkins United. Niespełna dwa tygodnie po czeskim Masters of Rock, byłam już w drodze na kolejny przystanek dyń – Fezen Festival. Impreza mieściła się w Székesfehérvár, gdzie łatwo i szybko można dostać się pociągiem z Budapesztu.

Zobaczywszy skład festiwalu, miałam wrażenie, że został ułożony z jednej strony dla wszystkich, a z drugiej całkiem dla nikogo. Obok Helloween, na głównej scenie miały zagrać zespoły takie jak Enter Shikari, Epica, DJ Bobo, Dragonforce, Prodigy, czy też Pitbull, którego koncert w ostatniej chwili został jednak odwołany (jaka szkoda…) Całość była tak nijaka, że spokojnie mogłaby robić za miniaturowy Woodstock, gdyby tylko impreza nie była biletowana. Jako, że moje zainteresowanie większością zespołów zaplanowanych na trzy ostatnie dni festiwalu było niemalże zerowe, zdecydowałam się zainwestować jedynie w bilet na pierwszy dzień. Wybaczcie zatem, jeśli będzie to relacja raczej z koncertu Helloween, niż z Fezen Festival.

Na wejście na festiwal czekaliśmy zdecydowanie za długo. Duży minus należy się organizacji za zmuszenie kilometrowej kolejki ludzi do stania przed bramkami godzinę po zaplanowanych czasie otwarcia terenu, w ponad trzydziestostopniowym upale. Co więcej, wymienianie opasek na bilety nie szło wcale tak sprawnie, jak by sobie tego festiwalowicze życzyli. W końcu jednak udało nam się dotrzeć pod scenę. Około jedenastej przed południem, gdy przy scenie kręcili się jedynie techniczni i ochrona… i na co mi było to wczesne wstawanie?

Całkowicie przegrzani stanęliśmy w końcu w pierwszym rzędzie, a za nami zaczął się zbierać tłum fanów czekających na pierwszą gwiazdę głównej sceny. Symfoniczny metal należy do tych gatunków, których słuchania unikam jak ognia, a każda konfrontacja na żywo z zespołami reprezentującymi go kończy się w moim przypadku ziewaniem. Delain zagrał znośnie, a niektóre numery miały momenty godne uwagi, całość jednak była monotonna i po godzinie zaczęłam już odliczać czas do końca.

Pożałowałam tego później, bo gdy na scenę weszła Epica, modliłam się o to, by wrócili. Naprawdę nie jestem w stanie doszukać się w tym zespole żadnych pozytywów. Największą wadę stanowi chaotyczna i nachalna perkusja, zagłuszająca inne instrumenty, brzmieniem przypominająca nawalanie młotkiem w kartonowe pudło. Większość ich riffów jest tak skomplikowana, że można by było z łatwością zagrać je na przesterowanym sznurku na pranie. Jako optymistka zawsze staram się znajdować plusy,i na upartego… w tym przypadku największym i prawdopodobnie jedynym był obrotowy keyboard. Poza tym bardzo cieszę się, że mogłam się przespać na ich koncercie i zregenerować siły w oczekiwaniu na Dynie.

Mój pierwszy koncert Helloween na Masters of Rock pozostawił niedosyt tak duży, że przez dwa tygodnie biegałam zakochana i stęskniona. Zapału nie straciłam nawet po prawie czterech godzinach symfonicznej udręki, poprzedzonej ośmiogodzinnym staniem w słońcu. Już niedługo siódemka najbardziej pozytywnych muzyków na świecie wbiegnie na scenę z otwierającym koncert Halloween. Pumpkins United to trasa wybitna pod wieloma względami. Przede wszystkim setlista, uzupełniona śliczną scenografią i zabawnymi animacjami wyświetlanymi na ekranie. Nie sądziłam, że możliwe jest stworzenie takiej, która porwałaby dziesiątki tysięcy fanów na całym świecie, zadowolonych z ponownego uwzględnienia w niej starych utworów z albumów takich jak Walls of Jericho czy obydwu części Keeper of the Seven Keys, jednocześnie nie faworyzującej żadnego z członków (siedmioosobowego obecnie) zespołu, bo Pumpkins United to swoisty przekrój całej ich twórczości. Reprezentacja wyżej wspomnianych albumów była najliczniejsza, jednak duża część śpiewana była przez obydwu wokalistów. Usłyszeliśmy Perfect Gentleman oraz Sole Survivor z Master of The Rings, dotychczasową wizytówkę nowszych albumów napisanych po 2005 roku, czyli Are you Metal?, a poza tym między innymi If I could fly z The Dark Ride. Mam nadzieję jednak , że w przyszłości poważniej wrócą do tego albumu.

W 2018 możemy cieszyć się też jedynym nowym utworem – Pumpkins United, granym na żywo. Co prawda nie udało mi się jeszcze usłyszeć go wykonanego bezbłędnie. W Czechach Andi wszedł za późno w refren i kompletnie rozjechał się z Kiske, po czym oboje wybuchnęli śmiechem, z kolei na Fezen w pewnym momencie poszło coś nie tak w sekcji rytmicznej. To zaskakujące jak Andi i Michael dogadują się na scenie, żaden nie zabiera drugiemu przestrzeni, a kawałki ułożone są w takiej kolejności, by każdy artysta (lub prawie artysta, if you know what I mean ☺), miał swoje przysłowiowe pięć minut. Może to właśnie dlatego, ku uciesze fanów, klubowe koncerty trwają około trzech godzin, a festiwalowe ponad dwie.

Gdybym chciała opisać, co czuję za każdym razem, gdy myślę o Helloween, zabrakłoby mi odpowiednich przymiotników. Jeszcze nie widziałam zespołu, który samą swoją naturalnością przekazuje publice tyle energii. Uwielbiam patrzeć na Kiske wygłupiającego się z Andim, Kaia śmiejącego się całym sobą. Zabawny jest fakt, jak spontaniczni potrafią być, mimo ustalonej i dopiętej na ostatni guzik choreografii wykluczającej kolizje muzyków. Tym razem udało mi się złapać kontakt wzrokowy nawet z Weikathem, chociaż najwyraźniej dla niego uśmiechnięcie się stanowi zbyt duże wyzwanie. Swoją drogą ciekawe, czy ktoś liczy papierosy dumnie wypalone przez niego na scenie…

Czas leci zdecydowanie za szybko na koncercie Helloween i tylko na koncercie Helloween jeszcze nie zdarzyło mi się odjechać myślami w stronę inną niż grana na żywo muzyka. Dlatego właśnie finałowe Future World i I Want Out przeżywałam najbardziej. Naładowana opuściłam Fezen, zostawiając innym uczestnikom imprezy miejsce na barierce podczas kolejnych trzech dni festiwalu. Tym oto sposobem dobrnęliśmy do końca tej krótkiej relacji, tymczasem lecę pakować się na Wacken, gdzie już niebawem ze sceny ponownie polecą pomarańczowe balony!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *