Aktualizacja: sprawa została rozstrzygnięta, Iron Maiden „niechętnie” poszli na ugodę, by uniknąć znacznie bardziej kosztownej sprawy sądowej.


Iron Maiden muszą pozbyć się ze swojej koncertowej setlisty utworu „Hollowed Be Thy Name” – przynajmniej na jakiś czas. Powód?

Steve Harris i Dave Murray, autorzy hitu zamykającego album The Number of The Beast z 1982 r., zostali pozwani za „wyrządzenie niesprecyzowanych szkód na ponad £200 000”. Łącznie może chodzić nawet o £3 000 000 w tantiemach za naruszenie praw autorskich z tytułu korzyści ze sprzedaży i wykonywania tego utworu. Otóż prawdą jest, że  „pożyczają” oni w nim 6 linijek tekstu z utworu „Life’s Shadow” zespołu Beckett z 1970 r., którego Steve Harris był fanem. Chodzi o fragment:

Mark my words believe my soul lives on. Don’t worry now that I have gone. I’ve gone beyond to see the truth. When you know that your time is close at hand, Maybe then you’ll begin to understand Life down here is just a strange illusion.

W oryginale brzmiał on niemal identycznie:

Mark my words my soul lives on Please don’t worry cause I’ve gone I’ve gone beyond to see the truth When your time is close at hand Maybe then you’ll understand Life down there is just a strange illusion.

Sęk w tym, że Iron Maiden byli dotąd od lat w tej sprawie dogadani z dawnym członkiem zespołu Beckett, Robertem Bartonem, zarazem autorem tego tekstu, który nie widzi w tym wszystkim żadnego problemu i jest zadowolony z zaproponowanego przez Iron Maiden układu.

Problem natomiast widzi teraz 66-letni Brian Quinn, który jest drugim prawowitym współautorem utworu „Life’s Shadow” (a który obecnie mieszka w przyczepie).

Panowie Barton i Quinn prawnie rzecz ujmując współdzielą prawa do rzeczonego utworu po równo, jednak ten drugi zamierza teraz to zmienić na swoją korzyść i na tej podstawie rościć sobie od Iron Maiden wspomniane kwoty. Ttwierdzi on, że to on napisał cały utwór „Life’s Shadow” – z tekstem włącznie – zaś Robert Barton miał w nim tylko dokonać niewielkich poprawek. Póki co „poszkodowany” nie przedstawił na to jeszcze żadnych dowodów – sprawa rozstrzygnie się w osobnym postępowaniu.

Prym w całym tym zamęcie wiedzie jednak jeszcze ktoś inny – niejaki Barry McKay, emerytowany manager rockowy (m.in. grupy Lindisfarne, którymi Iron Maiden także się inspirowali), prywatnie przyjaciel Briana Quinna, który wszedł w nim w porozumienie wydawnicze i samodzielnie reprezentuje ich wspólne już interesy w całej sprawie.

Wygląda to trochę tak, jakby to właśnie on przyszedł do Quinna z propozycją takiego działania i w zamian za udział w ewentualnych korzyściach zaoferował, że się wszystkim zajmie. Ot, taki pomysł na łatwe wzbogacenie się w miejsce kiepskiej emerytury obu panów.

Iron Maiden, nie mogąc być pewnymi finalnego rozstrzygnięcia, nie chcą ryzykować powiększenia już i tak niemałych roszczeń i postanowili zaprzestać grania go na żywo do czasu wyjaśnienia się całej sytuacji.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *