XXI wiek to czas, w którym w Polsce dochodzi do wyrastania zespołów grających gatunki dotąd nad Wisłą niezbyt dobrze znane. Nasz kraj (mniej czy bardziej słusznie) kojarzył się z death oraz black metalem, czasem tylko dopisując do tej listy thrash metal. I jak najbardziej jest prawdą, że na tej płaszczyźnie Polacy nigdy nie mieli się czego wstydzić. Jednak te trzy gatunki to nie wszystko. I trzeba powiedzieć głośno, że nasi rodacy zdali sobie z tego sprawę. Prężnie zaczęła rozwijać się scena metalcore’owa, hardcore’owa czy nawet grindcore’owa. Zaczął się także rozwijać groove metal. Niektórzy nadal pamiętają takie zespoły jak Bottom, Pra-furia czy Killing Ground. Ostatnimi czasy niesamowitą popularność zdobył także zespół The Sixpounder, łączący wiele nowoczesnych styli metalu, w tym groove. Z Bydgoszczy – największego miasta województwa kujawsko-pomorskiego – wyrasta jeszcze jeden zespół, przed którym wrota muzyki stoją otworem – Infliction.

Historia zespołu zaczęła się w 2011 roku w Bydgoszczy. Panowie mieli jak dotąd na koncie demówkę „Low Distance Boom” oraz cieszącą się sporym uznaniem w metalowym podziemiu epkę „Blame the Sun”. Określając swoją muzykę jak Groove Metal, zdecydowali nie spocząć na laurach. 11 sierpnia 2018 roku światło dzienne ujrzała pierwsza płyta long-play zespołu, nosząca tytuł „Revolution Machine”. I trzeba powiedzieć jasno, że jest ona dla zespołu faktycznie rewolucją. Jednak jak każda rewolucja, ma parę błędów. O tym jednak za chwilę.

Na płytę składa się 12 utworów. W każdym z nich słychać wyraźne wpływy Pantery, Soulfly, późniejszej Sepultury, sporo Machine Head, Five Finger Death Punch, a do tego odrobinę melodyki właściwej dla Guns & Roses. Osobiście również dostrzegam sporo inspiracji Sylosis (szczególnie w warstwie wokalnej), Gojira, Trivium oraz Lamb of God. Utwory są dynamiczne, brutalne, momentami pełne melodii, czasem zaś zwalniają na rzecz agresji i właściwego dla groove metalu ciężaru.

Kawałki są bardzo koncertowe. Każdy z nich buja, budzi tę pierwotną agresję oraz chęć wyładowania się. Nie będzie przesadą powiedzenie, że muzyka zawarta na „Revolution Machine” jest bardzo estradowa, stworzona do grania na żywo. Jednak tu jest problem! Płyta nie broni się jako całość. A w zasadzie należy powiedzieć inaczej – każdy utwór broni się samodzielnie. Pamiętacie jeszcze Exodus – „Exhibit B: The Human Condition”? Podstawowym zarzutem, jaki recenzenci stawiali tej płycie, był brak zróżnicowania między utworami, sprowadzający się do tego, że każdy utwór słuchany oddzielnie, brzmi świetnie, słuchane zaś wszystkie razem pod rząd – nudzą. Ten sam problem jest z Infliction. „Revolution Machine” słuchane w ratach sprawdza się świetnie, tym bardziej, że utworów na niej jest aż 12. Słuchana zaś ciurkiem może zmęczyć. Czepialscy powiedzą, że to jednak nie problem Infliction, a całego groove metalu.

Mimo wszystko jednak płyta nie jest pozbawiona smaczków, takich jak solo na basie w „Bombs Away!”, hardcorowo-crossoverowe „Raising the Terror”, czy pełne melodii i przestrzeni „Dawn of the New World” (moim zdaniem najlepszy utwór na płycie). Te smaczki są także świadectwem dojrzałości zespołu, oraz chęci urozmaicenia swojej muzyki. Osoby, które słuchały wcześniejszych płyt doskonale wiedzą, o co chodzi. Natomiast rzecz, która szczególnie rzuca się w oczy (uszy?) to niesamowita poprawa wokalu Kosiarza. Z dziecinnego, wulgarnego krzyku, w pełen eksperymentów wokal, bogaty zarówno w scream, growl jak i guttural. Zespół się rozwija, a wraz z nim ich muzyka. Jednak jeszcze daleka droga przed nimi.

Reasumując. Płyta jest wynikiem 7 lat pracy zespołu nad własnym stylem, chęcią dorównania swoim wzorcom oraz stworzenia czegoś, co nad Wisłą dopiero staje się popularne. Fakt, że w czasie słuchania płyty może złapać monotonia faktycznie przeszkadza. Jednak panowie nie boją się jej łamać urozmaiceniami oraz eksperymentami, w tym przypadku szczególnie wokalnymi, których na ich wcześniejszych płytach raczej nie było. Pamiętajmy jednak, że to ich pierwszy long-play. Złośliwi powiedzą, że przecież mieli 7 lat od chwili powstania na wydanie płyty życia. A ja powiem, że kultowe dziś Death płytę okrzykniętą przez wielu za najlepszą – „Symbolic”, wydało dopiero w 1995 roku (powstali w 1983 roku). Nie pozostaje więc nic innego jak bacznie śledzić ich karierę i trzymać za nich kciuki.

Ocena: 6.5/10

Skład:

  • Grzegorz „Kosiarz” Kosowski – Gitara/Wokal
  • Adrian „Adys” Lachowicz – Gitara prowadząca
  • Oskar Grdeń – Gitara Basowa
  • Wojtek „Łyskey” Stróżyński – Perkusja

Utwory:

  1. The New Beginning
  2. Avanger Savagement
  3. Bombs Away!
  4. OD
  5. Raising The Terror
  6. Fuck Tha Police
  7. No Respect
  8. Inflict The Masses
  9. Hate Into Hate
  10. Candyman
  11. Kingslayer
  12. Dawn Of The New World

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *