Przyznam się bez bicia, nie do końca po drodze mi było z poprzednią, powszechnie wychwalaną płytą In Twilight’s Embrace, z niepokojem sięgnęłam więc po „Vanitas”, najnowsze wydawnictwo zespołu. Z ulgą więc donoszę, że nowy pełniak dotarł do mnie dużo bardziej niż „The Grim Muse”. Obecnie w muzyce zespołu spotkamy więcej elementów blackmetalowych – wiele osób wspominało tu o wpływach wiodącej polskiej załogi jaką jest Mgła, od siebie dorzucę jeszcze Furię („Fan the Flame”). Największą wartością tej płyty jest jednak co innego, a mianowicie wyraźnie wyczuwalne w tej muzyce dusza, co prawda dusza udręczona, poszukująca ukojenia, ale przede wszystkim w tym poszukiwaniu szczerze poruszająca dusze słuchaczy. Mamy tu do czynienia z melodyjnym, miejscami wręcz przebojowym i zapadającym w uszy albumem; gdzie w tekstach przewodzą – dosyć powszechne na scenie metalowej – tematy śmierci i przemijania, ale ujęte pod nieco innym niż standardowy kątem.

Wokalista zespołu, Cyprian Łakomy, mówił w wywiadach, iż śmierć kilku osób bliskich – ale nie tylko bo również postaci znaczących z punktu widzenia popkultury, takich jak David Bowie – zainspirowała go do przemyśleń na temat tego, co sam pozostawi potomnym i to na tej płycie słychać, również całkiem dosłownie („Flesh Falls, No Ghosts Lifts”). No cóż, ta płyta, dość powszechnie uznana za kolejny krok do przodu w dyskografii zespołu, to niewątpliwie ruch w dobrym kierunku. Również nie sposób nie wspomnieć o wyraźnie słyszalnym rozwoju gardłowego – mamy tu do czynienia ze zdecydowanie większą różnorodnością i głębią wokali, regularnie odstępującego od sztandarowego na poprzednim albumie krzyku – wystarczy posłuchać powolnego, może nawet lekko walcowatego „Trembling”.

Ten album ma również zaletę, którą trudno przecenić – jest kompletny. Ten zestaw piosenek o śmierci można opisać jednym zdaniem – nic dodać, nic ująć. Rzadko trafia się album, na którym spójności i zróżnicowaniu muzyki udaje się osiągnąć taką równowagę.

In Twilight’s Embrace po raz kolejny nieco zmieniło rejony swoich muzycznych poszukiwań i po raz kolejny ze zmagań ze świeżą materią wyszło obronną ręką, choć należy zaznaczyć, iż nie jest to zmiana u podstaw i bez problemu można zidentyfikować w tym materiale twórców „The Grim Muse”; częściowo jest to kwestia podejścia do charakterystycznej, szwedzkiej melodyki, częściowo niewątpliwie owej mniej uchwytnej duszy zespołu, która jak sądzę przyciąga do kapeli wciąż nowych słuchaczy. Nic, tylko wypada pogratulować i życzyć szczęścia na dalszej drodze.

Vanitas cover

Ocena: 8/10

Wydawca: Arachnophobia Records

1. The Hell of Mediocrity
2. Fan the Flame
3. As Future Evaporates
4. Trembling
5. Flesh Falls, No Ghost Lifts
6. Futility
7. The Rift
8. The Great Leveller

X.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *