Był 4 października roku 1930. Załoga sterowca R101 przygotowywała się w pośpiechu do lotu, który miał przejść do historii. Największa wtedy maszyna latająca miała pokonać ponad 6 tysięcy kilometrów na trasie Londyn – Karachi (Indie) z brytyjskimi oficjelami, w tym Lordem Thompsonem, ministrem lotnictwa, na pokładzie.

Czy sterowiec był przygotowany do lotu? Nie. Może na całej trasie niebo było bezchmurne i w pełni bezpieczne, a prognozy pogody nie przewidywały żadnych zmian? Odpowiedź również brzmi: Nie. Dlaczego więc ta potężna maszyna ruszyła w tak długi i niebezpieczny rejs? Teoretycznie Lord Thompson nie wywierał na załogę żadnej presji:

Nie możecie dopuścić, abym powodowany wrodzoną niecierpliwością i niepokojem, zaczął na was w jakikolwiek sposób wpływać. Musicie zdać się na własny przemyślany osąd.

Dodał też, że musi polecieć do Indii w takim terminie, aby 20 października być z powrotem w Anglii i wziąć udział w Konferencji Królewskiej. Cóż…

r101-airship-its-first-test-flight-westminster-west-1929
Sterowiec odbył lot testowy, jednak przebiegał on w doskonałych warunkach pogodowych. Nikt nie wiedział, jak ta potężna, ponad dwustu metrowa maszyna zachowa się w przypadku deszczu, silniejszego wiatru czy burzy. To trochę tak, jakbyście udali się na Biegun Północny ubrani w krótkie spodenki, sandały i t-shirt licząc na to, że może akurat będzie ciepło.

Nie będzie.

Rankiem 4 października główny meteorolog brytyjskiej armii, oficer Giblett, poinformował załogę, że nad północną Francją robi się pochmurnie i wieją umiarkowane wiatry. Zgodzono się, że statek powinien wylecieć pomiędzy godziną 16 a 20. W ciągu dnia Giblett dostarczył kolejne prognozy, które przewidywały pogorszenie się pogody w północnej Francji – uznano jednak, że warunki nie są na tyle złe, aby odwołać lot. W końcu sterowiec przetransportować ma tak ważne osobistości…

19155ii5u8actjpg                                                                          Wnętrze statku
O godzinie 18:24 w Cardington było ciemno i padał drobny deszcz. R101, z 54 osobami na pokładzie, opuścił maszt i wyruszył w swoją ostatnią podróż.

Sterowiec przelatywał nad Bedford, pozdrawiając swoje rodzinne miasteczko, a następnie nad Londynem, gdzie tłum gapiów podziwiał monstrualną maszynę, dowód na potęgę brytyjskiego imperium. Wtedy wszystko szło po myśli załogi statku. O godzinie 20:21 wysłali oni taki oto komunikat:

Nad Londynem. Wszystko w porządku. Umiarkowany deszcz. Podstawa niskich chmur na poziomie 1,500 ft. Wiatr zachodni 25 mph. Kurs ustawiony na Paryż. Zamierzamy lecieć przez Paryż, Tours, Tuluzę oraz Nabonnę.

Kolejna depesza została wysłana o 21:47.

O 21:35 przekraczamy wybrzeża w pobliżu Hastings. Pada deszcz i wieje silny południowo – zachodni wiatr. Podstawa chmur na poziomie 1,500 ft. Silniki działają prawidłowo. Statek zachowuje się zwyczajnie, a my już rozpoczęliśmy procedurę odzyskiwania balastu wodnego.

O godzinie 23:36 sterowiec wleciał do Francji. Wiatr cały czas przybierał na sile, a 16 minut po północy załoga wysłała ostatni komunikat, w którym zapewniała, że wszystko idzie zgodnie z planem oraz informowała, że pasażerowie po zjedzeniu wykwintnej kolacji oraz wypaleniu ostatniego cygara położyli się do łóżek, aby zregenerować siły przed czekającymi ich obowiązkami.

O 2:00 statek dotarł do Beauvais i skierował się na wschód od miasta. Świadkowie twierdzili, że już wtedy R101 zaczynał mieć problemy z silniejszymi podmuchami wiatru. Po chwili maszyna wykonała długie nurkowanie, które było na tyle strome, że część załogi statku straciła równowagę, a meble w pokojach przesunęły się. Sterowiec zaczął też tracić gaz, co w połączeniu z nagłymi podmuchami wiatru spowodowało obniżenie dziobu statku.
Załoga starała się naprawić ten problem. Udało im się – statek podciągnął się nieco w górę i zyskał stabilność, dobrze jednak wiedzieli, że nie potrwa to długo. Zdawali sobie także sprawę z faktu, że sterowiec utracił wiele gazu z worków przednich. Bez niego maszyna runie w dół.

Kapitan zmniejszył nieco prędkość statku. Stało się jasne, że R101 nie doleci do Karachi i niezbędne będzie awaryjne lądowanie. Sterowiec znajdował się na wysokości 160m, która dla prawie 240-metrowej maszyny była bardzo niebezpieczna. Kapitan nakazał zdjąć balast alarmowy i był już w drodze na platformę cumowania, kiedy poczuł, że statek po raz kolejny traci równowagę.

Po chwili R101 runął na ziemię.

Wybuchł pożar. Najbardziej prawdopodobną jego przyczyną był kontakt rozgrzanego silnika z ulatniającym się z przednich worków gazem. Eksplozja zabiła 46 spośród 54 osób na pokładzie. Jedynie 8 osób opuściło wrak statku, część z nich umarła jednak później, w wyniku poparzeń i związanych z nimi komplikacji.

R101-8
Brytyjska armia miała w planach produkcję jeszcze większych maszyn, jednak po katastrofie R101 zaprzestali prób tworzenia sterowców, które jeszcze tylko przez kilka lat pozostawały w użyciu. Ostateczny kres wykorzystywaniu tego typu statków do transportu ludzi, położyła słynna katastrofa Hindenburga w roku 1937.

‚Empire Of The Coulds’ to najdłuższy utwór Iron Maiden w historii. Za tego 18- minutowego kolosa odpowiedzialny jest Bruce Dickinson, którego zamiłowanie do lotnictwa znane jest od dawna.
Poniżej tekst utworu, spisany ze słuchu przez jednego z użytkowników forum MaidenFans.

To ride the storm, to an empire of the clouds
To ride the storm, they climbed aboard their silver ghost
To ride the storm, to a kingdom that will come
To ride the storm, and damn the rest, oblivion
Royalty and dignitaries, brandy and cigars
Related giant of the skies, you hold them in your arms
The millionth chance they laughed, to take down His Majesty’s craft
“To India” they say, “magic carpet float away”, an October fateful day

Mist is in the trees, stone sweats with the dew
The morning sunrise, red before the blue
Hanging at the mast, waiting for command
His Majesty’s airship, the R101
She’s the biggest vessel built by man, a giant of the skies
For all you unbelievers, the Titanic fits inside
Drum rolled tight, a canvas skin, silvered in the sun
Never tested with the fury, with a beating yet to come
The fury yet to come….

In the gathering gloom, a storm rising in the West
The Coxswain stared into the —–
We must go now, we must take our chance with fate
We must go now, for politicians we can’t be late
The airship crew awake for thirty hours at full stretch,
But the ship is in their backbone, every sinew, every inch
She never flew at full speed, a trial never done
A fragile outer cover, her Achilles would become
An Achilles yet to come…

Sailors of the sky, a hardened breed
Loyal to the King, and an airship creed
The engines drum, the telegraph sounds
Release the cords that bind us to the ground
Said the Coxswain ,“Sir, she’s heavy, she’ll never make the flight.”
Said the Captain, “Damn the cargo! We’ll be on our way tonight.”
Groundsmen cheered in wonder, as she backed up from the mast
Baptising with her water, from the ballast fore and aft
Now she slips into our past…

Feeling the wind as it blows you,
Feeling the – as you’re passing along
Watching the channel below you,
Lower and lower, into the night

Lights are passing below you
Northern France, asleep in their beds
Storm is raging around you,
A million to one, that’s what they say

Reaper standing beside you
Wind inside cuts to the bone
Having to make a decision
Experienced men, asleep in their graves
The cover is ripped and she’s drowning
Rain is flooding into the hold
Bleeding to death and she’s falling
Parachute(?) gas is draining away

“We’re down lads!” came the cry, bow plunging from the sky
Three thousand horses silent as the ship began to die
The flares to guide her path ignited at the last
The empire of the clouds, just ashes in our past
Just ashes at the last…

Here lie the dreams of —–
On the ground where they built, and the engines they run
To the moon and the stars, now what have we done?
Oh the dreamers may die, but the dreams live on
Dreams live on
Dreams live on

Now a shadow on a hill, the angel of the East
The empire of the clouds may rest in peace
And in a country churchyard, laid head to the mast
Eight and fourty souls, who came to die in France…

Paweł Drabarek

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *