Do naszych uszu ostatnimi czasy dotarły ponure, blackowo-sludge’owe (choć przekonacie się niebawem, że zespół ten nie cierpi szufladek) dźwięki spod szyldu poznańskiego Hegemone. Zamieszczone na debiutanckim albumie grupy kompozycje przypadły nam do gustu, czego upust daliśmy w naszej recenzji. Przyszedł też w końcu czas na wywiad i to nie byle jaki – na nasze pytania odpowiedzieli: Marcin Szpot, Tomasz Towpik oraz Kacper Jachimowicz, czyli kolejno basista/wokalista, perkusista oraz gitarzysta. Nie przedłużając zapraszamy do lektury!

Hegemone1

HeavyRock: Witajcie! Wydaliście właśnie swój debiutancki album zatytułowany „Luminosity”. Pierwsze, na co zwróciłem uwagę w czasie odsłuchu krążka to bardzo dobra, plastyczna jakość samego nagrania. Czemu zawdzięczacie ten rezultat? Przypłaciliście świetne brzmienie, tak jak wiele młodych zespołów, krwią, potem i łzami?

Tomasz Towpik:

Na brzmienie tego krążka mieliśmy pomysł od samego początku. Oczywiście, część z naszych pomysłów zweryfikowały już same nagrywki – których dokonywał zresztą Marcin Rybicki, z Left Hand Sound. Polecamy gościa, bo praca z nim to czysta przyjemność. Oczywiście, sesja nagraniowa to zawsze spore wyzwanie – w moim wypadku bębny były nagrane w jeden dzień, w ciągu prawie 13 godzinnej sesji. Na koniec byłem trupem.

Marcin Szpot:

Dzień zły! Zapłaciliśmy zalęgłym w nas brudem, mchem i pleśnią. Bycie osłuchanym w różnych gatunkach muzyki też pomogło nam szerzej spojrzeć na ten proces dzięki temu mogliśmy wciągnąć różne inspiracje.

Bliżej Wam do blacku czy sludge’u? Czy w Waszym składzie znajdują się pasjonaci zarówno jednego, jak i drugiego gatunku?

Tomasz Towpik:

To czego zawsze chcieliśmy uniknąć, to zamykanie się w jednym gatunku. Hegemone zawsze było projektem otwartym na wszelkie inspiracje. Blacku słuchamy w zasadzie wszyscy, sludge zagości w naszych odtwarzaczach też raz na jakiś czas. Jeśli gniecie.

Marcin Szpot:

Ja głównie błądzę w ślamazarnym graniu. Mimo tego z chęcią słucham nieco bardziej żywych progresywnych dźwięków.

Kacper Jachimowicz:

Chyba można śmiało powiedzieć że każdy z nas słucha po prostu wszystkiego.

Każdy zespół na początku swojego istnienia marzy o wielkiej karierze – czasem te pragnienia zostają zweryfikowane przez coraz większą dojrzałość muzyków, a czasem nie. Jak zapatrujecie się na słowo „popularność” z punktu widzenia ludzi grających taką a nie inną, niszową muzykę?

Tomasz Towpik:

My przede wszystkim chcemy grać. To nasz motor napędowy, cel. Nie postrzegamy popularności jako sławy czy rozpoznawalności – staramy się raczej wyrobić zespołowi markę, która pozwoli nam grać więcej koncertów. Przede wszystkim chcemy grać dla ludzi. Siać zniszczenie.

Marcin Szpot:

I pogardę…

Czy „Luminosity” to spełnienie Waszych oczekiwań, które stawialiście wobec siebie?

Tomasz Towpik:

Luminosity to w pełni świadome dzieło. Po raz pierwszy każdy z nas czuł, co chcemy zrobić, co chcemy osiągnąć, i ta jedność w zespole to naprawdę zajebista sprawa. Mimo wszelkich różnic między nami i czasem skrajnie innych wizji tego, co chcemy robić, przy Luminosity osiągnęliśmy jedność. Wszystko na tym krążku, od kompozycji, poprzez ich kolejność, grafiki czy brzmienie to nasza wspólna droga.

Marcin Szpot:

Ta płyta to wypadkowa naszych „za” i „przeciw”. Odzwierciedla również nas, nasze myśli, które były z nami w tamtym okresie co sprawia, że jest szczera. Stąd czuję, że spełniła nasze oczekiwania.

Kacper Jachimowicz:

Od początku jakoś tak było, że nie chcieliśmy się bawić w demówki, tylko nagrać album. No i się udało.

W ostatnim utworze na krążku postanowiliście, jak między innymi swojego czasu Behemoth na „Evangelion”, puścić oko do polskich odbiorców. Jakie jest więc Wasze zdanie na temat śpiewania po polsku? Ciężko ocenić, czy moda na polskie teksty wraca, czy nie, jednak z pewnością w rocku i metalu wciąż dominuje angielski.

Tomasz Towpik:

Nasze teksty są mocno związane z muzyką. Nie są wypadkowymi, pseudo-poetyckimi zlepkami liryk, żeby pasowało. Tekst po polsku w XXXIX autorstwa Marcina jest nieodłączną, nierozerwalną częścią tego utworu. Obecnie jesteśmy w trakcie pracy nad nowym materiałem, i tam również pojawią się liryki po polsku. Nie ze względu na to, że to obecnie popularne czy że „tak trzeba” tylko dlatego, że tak czujemy. Że tak musi być.

Marcin Szpot:

Polskie teksty są naprawdę fajne i piękne. Jedyne wyzwanie jakie rzuca pisanie po polsku – dla mnie – to dobór słów tak by układały się do melodii. Angielski łatwiej idzie wpleść. Nasz język jest bardziej rozbudowany przez co trzeba być czujnym na rozkład i pozycję głosek, sylab. Nie ma tu czegoś jak moda, robi się po prostu jak się czuje. Bardzo fajne teksty ma kapela Wędrujący Wiatr. Szczerze polecam ich płytę „Tam Gdzie Miesiąc Opłakuje Świt.”

Kacper Jachimowicz:

Faktycznie, jest ostatnio jakaś moda na tak zwany „lingwistyczny Black metal”. Strasznie nie lubię tego stwierdzenia. Nie lubię też grafomaństwa w polskich tekstach. Kłuje mnie to zazwyczaj w uszy, dlatego sądzę że przy polskich tekstach trzeba uważać, żeby nie pisać głupot po prostu.

Ciężko się w dzisiejszych czasach utrzymać z grania i koncertowania, wraz z każdą rozmową z dowolnym, nie pławiącym się w luksusach muzykiem utwierdzam się w tym przekonaniu. Na ile praca „przeszkadza” Wam w całkowitym skupieniu się na swojej pasji?

Tomasz Towpik:

Nie jest nowością, że każda kapela czy muzyk chcieliby żyć z grania. Realia są jednak trochę inne. Ja uważam, że najważniejszy jest balans, by pogodzić jedno z drugim. Czasem nie można wziąć urlopu, czasem nie można po prostu wsiąść w busa i pojechać na tydzień w kraj. Niemniej wcześniejsze przygotowania czy plany pozwalają zrobić prawie wszystko. Chcieć to móc. Poza tym, po całym tygodniu roboty, każdy z nas wylewa wkurwienie na próbach, co może mieć koniec końców zajebiste efekty.

Kacper Jachimowicz:

Mi praca przeszkadza i to nawet bardzo. Z racji zawodu najwięcej roboty mam na wakacje, i najczęściej są to wyjazdy. Ciężko potem powrócić do formy.

Wasz debiutancki krążek spotyka się z bardzo przychylnymi recenzjami zarówno krytyków, jak i zwyczajnych, domowych odbiorców, a na Waszym Facebooku wylądowało już sporo pozytywnych opinii różnych portali na temat „Luminosity”. Zakładam, że w związku z tym planujecie kolejny krążek…?

Tomasz Towpik:

Mówiąc szczerze, jesteśmy zaskoczeni tak pozytywnym przyjęciem tego krążka. Nie jest to prosta muza, wymaga od słuchacza uwagi, przyjęcia pewnej koncepcji, którą i my przyjęliśmy. I to, że tak wiele osób odbiera tą muzę w ten sposób, naprawdę daje nam kopa. Oczywiście, że myślimy nad nowym materiałem. Co do nowego materiału, cały czas pracujemy nad nowymi kompozycjami, niektóre z nich już są praktycznie gotowe. Dostajemy propozycje splitu z kilkoma ciekawymi projektami, więc na razie nie wiemy czy nowy materiał ukaże się jako pełny krążek, czy też EP lub Split. Czas pokaże.

Marcin Szpot:

Tak, nowe dźwięki docierają już do nas. Rodzą się też pierwsze koncepcje na kolejny krążek.

Jesteście kapelą wyjątkowo świeżą, nie spędziliście połowy życia w trasie i nie jesteście doświadczeni przez trudy wielomiesięcznego koncertowania. W związku z tym zapytam – nie wydaje się Wam, że naprawdę kultowe zespoły takie jak Judas Priest, AC/DC czy Slayer powinny w pewnym momencie postawić granicę i stwierdzić: „To koniec, jesteśmy za starzy, najlepsze mamy za sobą”? Wydaje mi się, że to właśnie często przywiązanie do takiego stylu życia popycha ich do kolejnej pracy twórczej, a nie właśnie kreatywność.

Tomasz Towpik:

Zespoły takiego kalibru to często już przedsiębiorstwa, w których bardziej się pracuje niż gra. Oczywiście, wiele z tych ekip, po wielu latach wciąż wypuszcza dobre krążki. Ja uważam, że dopóty w ludziach jest siła by grać i tworzyć – czemu tego nie kontynuować? Oczywiście na pewnym poziomie… Taka Metallica powinna sobie podarować już dawno, mało prawdopodobne, że wysmarują jeszcze kiedykolwiek coś konkretnego. Dla Slayera przyjdzie czas sądu przy premierze nowego krążka – zespół już dawno zmienił się w korporację, więc mam poważne obawy co do ich nowego materiału. Byłem też na ich koncercie na BA, i niestety czuć, że Slayer powoli staje się zlepkiem przypadkowych ludzi, a nie monolitem, jak kiedyś.

Marcin Szpot:

To smutna prawda. Wielkie kapele stały się firmami, które obudowane są ścianą managerów i innych zjebanych doradców. Przez takie coś muzyka schodzi na dalszy plan bo ważny staje się „biznes”. Nienawidzę takiej kutasówy. Są na szczęście kapele wielkiego formatu, które jednak grają i nagrywają zajebiste płyty (Rush – Clockwork Angels).

Kacper Jachimowicz:

Brutal Truth są starzy i dalej rozpierdalają.

hegemone

Wiele zespołów musi tłumaczyć się ze swojej działalności. Przytoczę tu chociażby Mastodona i jego ostatni klip do utworu ‚The Motherload’ wyśmiewający de facto trendy w muzyce popularnej. Niektórzy jednak nie załapali ironii. Wolicie robić swoje i się tym nie przejmować, czy dość mocno Was uderza dość spore spłycenie rynku muzycznego i wielu jego odbiorców?

Tomasz Towpik:

Jestem przeciwny tłumaczeniu się kapel przed odbiorcami. Ten przypadek Mastodona jest szczególnie zabawny. Ktoś nie załapał koncepcji tego wideoklipu? Jebać go. Niech idzie słuchać Luxtorpedy czy innego chrześcijańskiego mambo-jambo. My nie będziemy się tłumaczyć z tego, co robimy. Będziemy robić to, co czujemy. Zawsze.

Marcin Szpot:

Od zawsze, na zawsze.

Zagralibyście z Acid Drinkers gdybyście dostali taką propozycję?

Tomasz Towpik:

Myślę, że taka propozycja mieć miejsca nigdy nie będzie, ze względu na sporą rozbieżność klimatów. Nie jestem pewien też, czy Kwasożłopowe audytorium, załapałoby nasze granie. Niemniej, z chęcią wychyliłbym korbola za sceną z Tytusem.

Najlepszy album Metalliki to…?

Tomasz Towpik:

Nie słucham już mety od dawna, niemniej mam dobre wspomnienia z „.a..And Justice For All”.

Marcin Szpot:

Ride the Lightning

Kacper Jachimowicz:

Metallica ssa pauke. Jest to jeden (obok Michaela Buble) z projektów który wyzwala we mnie agresje – tą negatywną. Pałam do nich niechęcią jak amerykanie do ruskich. Wielu ludzi się na mnie obrażało z tego powodu, że „przecież to prekursorzy metalu itd.”. Ale ja po prostu jak słyszę Hetfielda to mnie chuj strzela. Lepiej posłuchać sobie Ulcerate.

Planujecie nagranie klipu, szerszą promocję, współpracę z innymi zespołami? Takie rozwarstwienie gatunkowe stwarza więcej możliwości.

Tomasz Towpik:

Mamy plan na wideoklip, niedługo przystępujemy do jego realizacji. Współpraca z innymi zespołami ma miejsce cały czas, nie tylko z tymi z klimatu. Ostatnio graliśmy w Jarocinie z kapelami death/grindowymi. Była petarda.

Co gracie „po godzinach”? Przecież nie można bez przerwy przeżywać depresji, smutku, czasem trzeba odreagować!

Tomasz Towpik:

Hegemone to dla nas wszystkich zespół numer jeden. Niemniej każdy z nas tworzy po godzinach, często zgoła inne klimaty. Kacper frontuje grindcore’owej kapeli Final Six, czasem też tworzę razem z nim muzę w podobnym klimacie. Poza tym, to właśnie Hegemone to nasz wentyl bezpieczeństwa. Pozwala dać upust emocjom.

Marcin Szpot:

Może nie gram osobiście w tym, ale odtwarzam sobie czasami Anatheme, Sólstafir czy takiego Briana Eno.

Tym optymistycznym akcentem zakończmy – chcecie coś przekazać naszym czytelnikom?

Tomasz Towpik:

Zachęcamy do zapoznania się z Luminosity każdego z was. Płytka jest do pobrania z BandCampa za darmo. Ma swoje również fizyczne wydanie, dla tych którzy zwykli płyty zbierać, nie pobierać. Zapraszamy na koncerty. Na chwile rozkwitu dewastacji…

Marcin Szpot:

Życzę smacznego.

Rozmawiał: Bartosz Pietrzak

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *