Gus skorzystał z okazji reunionu Black Sabbath z Ozzy Osbourne’m i rozpoczął swoją solową karierę, wypuszczając płytę “I Am The Fire”. Na płycie doczekaliśmy się technicznych umiejętności, dobrych pomysłów kompozytorskich i licznych gości [z gitarzystą nagrywali m. in. Mats Leven (Candlemass), Jeff Scott Soto (ex–Yngwie Malmsteen, Trans-Siberian Orchestra), Michael Starr (Steel Panther), Mr. Big’s Billy Sheehan i David Ellefson (Megadeth)]. Dobre przyjęcie zaowocowało kontynuacją pracy i powstaniem drugiego solowego albumu, “Brand New Revolution”, który ujrzał światło dzienne 2 tygodnie temu. Koncerty i działania promocyjne idą pełną parą, a wywiady spływają obficie. Oto najciekawsze wypowiedzi Gusa z ostatniego czasu. Zachęcamy do lektury.


Jak prawdziwe nazwisko,
Kostas Karamitroudis, zostało zastapione scenicznym imieniem – Gusem G.:

To zabawna historia, trzeba się cofnąć daleko wstecz. Ponieważ miałem rodzinę w Ameryce – mój wuj mieszkał w Miami i kiedy wybrałem się odwiedzić go, miałem 10 -11 lat, zapytałem go „Hey, wujku, moje greckie imię, jak je powiesz po angielsku?”. Odpowiedział „Oh, twoje imię to Gus”. W rzeczywistości to nieprawda, ale w jakiś sposób wszyscy greccy kolesie, którzy emigrowali do Stanów w latach 60. i 70. i mieli na imię Kostas, stali się Gusami. Więc, nie wiem dlaczego – nie pytajcie mnie – ale to imię jest ze mną od czasu kiedy byłem dzieciakiem.

O powodach szybkiego nagrywania drugiego krążka:

Miałem już utwory. Na nowym albumie dużo napisałem z Jacobem Buntonem (wokalista Lynam, Steven Adler band). Z Jacobem jest taka sprawa, że zrobiliśmy kawałek który kończył pierwszą płytę. Po mixach zaczęliśmy pisać razem dalej. Kolejny numer, który się pojawił to ‘Brand New Revolution’. Nawet chciałem go załączyć do pierwszego krążka, ale wytwórnia stwierdziła, że mamy wystarczająco materiału. Pomyślałem, że to zabójczy kawałek i będzie utworem tytułowym mojego następnego albumu. Byliśmy na fali i pisaliśmy dalej. Zanim sobie to uświadomiłem, miałem płytę.

Na „Brand New Revolution” do Gusa po raz kolejni dołączyli gościnnie wokaliści – Bunton, Levin and Soto. Gitarzysta, tak jak poprzednio, postarał się przydzielić im w miarę równą ilość utworów i niezłych riffów. Jednak najpierw i przede wszystkim nowa płyta Gusa to zbiór utworów. O otwierającym, i jedynym instrumentalnym utworze ‘The Quest’:

To jest to o co naprawdę chodziło. Obecnie wywiera się na mnie duży nacisk bym zrobił instrumentalny album, ale nie jestem tym typem kolesia, który jest w stanie nagrać 10 czy 12 tego typu kawałków. Wolę pisać utwory – jestem muzykiem zespołowym, lubię pracować z wokalistami. Jestem old schoolowy. Wolę 3-minutowe, chwytliwe kawałki. Muszą mieć świetne partie gitarowe – to jest różnica. Jeśli wiesz jak napisać świetny numer i dołożyć do niego zabójcze solo, dla mnie to jest to.

‘The Quest’ to bardzo mocny utwór, który wywiera wpływ na słuchacza. Można na nim usłyszeć różne strony mojego stylu grania, nie tylko techniczne zagrywki i ciężkie riffy, ale też melodię, a nawet akustyczne granie. Wiele rzeczy z jam-session zmieściło się w tym utworze, ale w jakiś sposób razem tworzy spójną całość.

Jak “Brand New Revolution” przyjął ostateczny kształt:

Nowa płyta to prawie jak dwie EP-ki w jednym, ponieważ została nagrana w czasie dwóch sesji. Pierwsza odbyła się w Los Angeles z zespołem. Nagrywaliśmy na żywo. Był z nami Jay Ruston (Anthrax, Steel Panther), który pomógł uchwycić energię, atmosferę i klimat grania na żywo. Druga sesja odbyła się w Grecji i miała bardziej tradycyjną jak dla mnie formę. Najpierw ścieżki położył perkusista, później zrobiłem bas i gitary.

Czy obie połowy odróżniają się od siebie:

Tak. Nie wiem czy inni są w stanie to wychwycić, ale ja to słyszę. Ale w efekcie końcowym, ta płyta brzmi bardziej spoiście od poprzedniej. Ponieważ nagrywajac w L.A. wiedziałem w jakim kierunku chciałbym pójść nagrywając album. Nawet nie nagrywając drugiej części razem z zespołem w jednym pomieszczeniu, staraliśmy się uchwycić ten sam klimat.

O tym czy pisanie instrumentali jest dla niego trudniejsze:

Tak, jest. ‘The Quest’ doprowadzał mnie do szaleństwa na gitarze. Trzeba było pokazać jaja w każdym aspekcie gry. Temat pojawił się znikąd, naprawdę. Za każdym razem kiedy piszę instrumental, nie mam pojęcia skąd pochodzi. Ponieważ tak naprawdę nie wiem jak rozwinąć pomysł na instrumental. Zawsze w głowie mam, że gram riff i słyszę melodię wokalu ponad nim. Zawsze myślę „gdzie są wokale/chórki? Jedynym gościem, którego znam i który potrafi napisać instrumental na właściwym poziomie to Joe Satriani. Jest w tym naprawdę świetny. Potrafi zachować melodię i chwytliwość nawet kiedy shredduje. Używa gitary jak wokalu. I robi to w normalny sposób, jak przy pisaniu standardowych utworów. O ‘The Quest’ pomyślałem, że to dobry numer otwierający. Ale potrzebowałem czegoś szybszego. Jednak kawałek ma wpływ na cały krążek. Ponieważ jest instrumentalny i zaczyna album. Jest w tym pewien trik. Jestem w stanie zrozumieć jeśli fani pomyślą „What the fuck” kiedy usłyszą resztę płyty. Mogą oczekiwać 10 numerów takich jak ten, ale ich nie dostaną. Jednak otrzymają sporo gitarowej pracy i zagrywek. Jest sporo wstawek solowych, sporo fajnego materiału.

O tym czy partie solowe są przygotowane czy improwizowane w studio:

Tak i tak. To zależy od utworu. Na przykład outro w ‘Behind Those Eyes’, które jest formą ballady, typ lat 80., improwizuję kilka różnych pomysłów i wybieram najlepsze partie. Ale dużo innych rzeczy przygotowuję wcześniej. Robię kilka podejść, sprawdzam które pomysły lubię i zaczynam budować od tego momentu.

O sprzęcie, który wykorzystał od nagrywania:

Grałem na mojej sygnowanej gitarze ESP—the Random Star i the Eclipse models, z dodanym pickupem Seymoura Duncana – FIRE Blackouts. Pomysł był taki by wziąć pasywny pickup i zrobić go aktywnym. Dźwięk jest ciepły i brzmi niewiarygodnie. Korzystam też z akustyka Washburn. Użyłem wzmacniaczy Blackstar Blackfire 200 signature head i Blackstar HT Stage 100.

O wykorzystaniu efektów:

Nigdy nie nagrywam z efektami. Gram normalnie, a efekty dodajemy później. Są tam akordy, falngery, opóźnienia i tego typu rzeczy, które Mike Frazer dodał kiedy mixował album. Nigdy nie używam tych rzeczy kiedy nagrywam swoje partie.

O współpracy z wieloma wokalistami:

Po prostu tak wyszło. Zawsze gdy nagrywałem z Firewind mieliśmy jednego wokalistę. Nagrywanie solowej płyty jest jak otworzenie się na pojawiające się okazje. To coś nowego i ekscytującego ponownie. Na poprzednim krążku było wielu gości i chyba 7-8 wokalistów. Nowa płyta jest stworzona w bardziej zwartej grupie muzyków, przyjaciół i współautorów. Gra z nimi sprawia mi wiele przyjemności. To podejście różni się od tego co robi wiele osób, ale bycie innym jest dobre [śmiech].

Dlaczego nagrywa solowe płyty, gdy Firewind jest traktowane jako jego projekt:

Ponieważ z Firewind zrobiliśmy 7 albumów studyjnych w 10 lat. Przeszliśmy przez kila zmian lineupu, głównie wokalistów. Stało się to dla mnie trochę frustrujące. Cały zespół stał się zmęczony ta sytuacją i cyklem album-trasa. W tym samym czasie miałem te wszystkie pomysły, bardziej hard rockowe niż Speer czy Power metalowe. Więc napisałem kilka utworów z Matem, napisałem numer z Jeffem i pomyślałem, ze to dobry czas do zrobienia solowego albumu.

O obecnym statusie Firewind:

Obecnie jesteśmy w uśpieniu. Mam kilka nowych demówek, które brzmią naprawdę nieźle, ale będąc szczerym, nie miałem czasu żeby się na nich skupić. Przez ostatnie 1,5 roku byłem zajęty swoim solowym projektem. Ale nie zamknąłem Firewind. Wrócimy i nagramy kolejny album pod koniec przyszłego roku, może następnego. Kto wie.

O współpracy i planach z Ozzym:

Wydaje się, że będzie robił kolejną Sabbathową rzecz w tym roku. Choć dla mnie wygląda to bardziej na 2016 rok. Myślę, że Ozzy będzie wypełniał luki w terminarzu solowymi gigami. Zrobiliśmy mini trasę po Ameryce Południowej z Judas Priest i Motörhead. Przed nami dwa występy w Meksyku i listopadowy Ozzyfest w Japonii. Ponad to musimy poczekać i zobaczyć co będzie dalej.

O zaproszeniu na przesłuchanie do Osbourna przez e-mail:

To była jedna z tych szalonych rzeczy, które się nie zdarzają. Ale stało się. Osoba, która do mnie napisała, wiedziałem że pracuje dla Sharon, ponieważ byłą na Ozzyfeście. Zorientowałem się, że prawdopodobnie sprawdzali mnie w 2005 roku kiedy grałem tam z Arch Enemy. No i oczywiście sporo działałem z Firewind w tamtym czasie. Zgaduję, ze byłem jednym z kolesi młodszego pokolenia, który działał na scenie. Nie miałem pojęcia, że Ozzy mnie obserwuje. Początkowo myślałem, ze kontaktuje się ze mną, ponieważ chce Firewind na Ozzyfest (śmiech). W rzeczywistości usłyszałem „Nie, myślimy o tobie jako osobie na pozycję gitarzysty. Czy chciałbyś przyjść na przesłuchanie”?

gus 1sta

O utworach zagranych na przesłuchaniu:

Grałem ‘Bark at the Moon’,’I Don’t Know’, ‘Suicide Solution’, ‘Crazy Train’, ‘Paranoid’… I jeszcze jeden kawałek, który zapomniałem (chodzi o ‘I Don’t Want to Change the World’). Zrobiliśmy 6 numerów – 6 obowiązkowych w setliście. Ozzy wszedł do pokoju i zagraliśmy je wszystkie kawałek po kawałku bez przerwy. W sekundzie kiedy kończył się jeden numer, Ozzy rzucał nazwę kolejnego. „Oh, Shit!” Ale to było spoko – po wszystkim odwrócił się I powiedział “Jesteś, ku*wa świetny!”. Wszyscy wyszli do pokoju obok na kilka minut, siedziałem zupełnie sam nie wiedząc co się dzieje. W końcu wszyscy wrócili i się uśmiechali. Zapytali czy chciałbym zagrać z nimi gig.

O pierwszym występie w 2009 na BlizzCon video game convention w Anaheim:

To było cholernie stresujące. Patrząc wstecz mogłem zagrać dużo lepiej. Wiedziałem jak grać ze swoim zespołem. Zagrałem z Arch Enemy, ale nie wiedziałem dokładnie jak podejść do kolejnych występów. A tu w końcu jest w Hollywood. Dla zespołu to też była spora zmiana. Jestem z Grecji i pojawiłem się z moimi szpiczastymi gitarami. Ozzy popatrzył na mnie i zapytał czy mam jakiegoś Les Paula (śmiech). Pierwszy koncert zagrałem na gitarze z kształtem Les Palua. Pomyślałem, że być może dzięki temu będzie się czuł lepiej ze względu na Zakka i Randi’ego. Moją rolą jest sprawić by Ozzy lśnił na scenie. Tam po to jestem. I jeśli ten koleś jest zadowolony, ja jestem zadowolony. O to w tym chodzi.

O tym, którego z poprzednich gitarzystów Osbourn’a najtrudniej zastąpić:

Każdy z nich napisał wymagające kawałki. Nie byłoby fair powiedzieć, ze któryś z nich miał bardziej wymagający materiał. Randy miał wspaniały sposób grania i miał wymagające detale. Jake miał swoje sztuczki, uderzenia. No i Zakk, bestia gitary wiodącej. Jestem innym typem shredder niż oni, jestem bardziej ze szkoły Yngwiego niż szkoły Zakka. Myślę, ze mam bardziej europejskie brzmienie. W setliście są też rzeczy Ton’ego Iommi, mistrza riffów. Nie ma cięższych niż jego. Więc bierzesz coś od każdego z nich i mieszasz razem. Zawsze tak na to patrzyłem – masz ten wielki wór i kiedy masz 10 lat, zaczynasz składać to wszystko. Zbierasz to wszystko i pewnego dania otwierasz tę torbę i znajdujesz – swój styl.

O albumie Scream z 2010 roku i zmienionym solo z singla ‘Let Me Hear You Scream’:

Nagrałem cały album i wróciłem do Grecji. Ale potem dostałem telefon od Sharon, która kazała mi wrócić do L.A. i nagrać raz jeszcze jedno solo. (śmiech) To miał być pierwszy singiel i chciała żeby miał tam mocne wejście. Byłem bardzo zestresowany. Ćwiczyłem nowe solo, nawet w czasie lotu do L.A. Ale całkowicie było warto.

www.youtube.com/watch?v=Rsa4HktvsU4

O muzyce Petera Framptona i wpływach muzycznych:

Nigdy nie słyszałem żeby metalowy gitarzysta mówił o nim. Ale dla mnie, jego koncertówka “Frampton Comes Alive!” była jedną z Tych płyt. Mój ojciec nie słuchał w zasadzie rocka, ale miał pełno płyt, które puszczał od czasu do czasu. Jedna z nich to „Hotel California” The Eagles. Inna, to właśnie koncertówka Framptona. Kiedy usłyszałem efekt talk-box, rozwaliło to mój sposób myślenia. Miałem 9 lat. No i wiesz, grał niewiarygodne partie solowe. To świetny muzyk. To nie jeden z tych kolesi grających standard bluesowe. Był ponad to, grał partie modalne, skale doryckie i miksolidyjskie. Grał jazz, umiał zagrać szybko. I uwielbiałem jego ton. Wyróżniał się z tłumu. Oprócz tego podziwiam grę Richi’ego Faulknera z Judas Priest, Michaela Schenkera. W pewnym sensie lubię grę łączącą nowoczesność z tradycyjnym graniem. Dorastałem słuchając The Beatles i The Doors. Później podłapałem cięższe rzeczy jak Metallika i Guns N’ Roses. W pewnym momencie kumpel podrzucił mi „Master of Reality” Black Sabbath i to był moment, który zmienił moje życie. Kilka miesięcy później inny kolega podrzucił mi „Trilogy” Yngwie Malmsteena. To było wow! W zasadzie w dzieciństwie chciałem być Iommim i Malmsteenem (śmiech).

O najbliższych swoich planach:

Spędzę większość jesieni w trasie po Europie z moim solowym projektem. Potem planuję obszerną trasę z kliniką gitarową. Znajdą się występy u Ozzi’ego. Mam nadzieję na kilka koncertów w Stanach jeszcze w tym roku. Mam nadzieję, zobaczymy się niedługo.

 

Gus G. i Chris Broderick (ex-Megadeth, Act Of Defiance) znaleźli się na okładce wrześniowego Guitar World, gdzie dzielą się swoimi tipsami i spostrzeżeniami z gry na gitarze. Poniżej filmik z ich spotkania.

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *