Cover art: Piotr Arnold Peterius

Cover art: Piotr Arnold Peterius

 

Jak feniks z popiołu, tak FIASKO powstaje ze zgliszczy pozostałych po warszawskim, rock metalowym So I Scream. Wokalista i dwóch gitarzystów dobierają sobie sekcję rytmiczną, pakują nie byle jaki arsenał, zabierają ze sobą kilka tłustych riffów, ciężką linię basową, rozgramiającą perkusję, mocny wokal i idą na podbój. Bez jeńców. To co chcieli zrobić – robią. A jak im to wyszło? Można to łatwo sprawdzić. Wystarczy przesłuchać płytę(jest dostępna w całości na bancamp zespołu).

Pod koniec października A.D. 2017 wypuszczają swój debiutancki album o jakże subtelnym tytule “Głupcy umierają”.
Materiał został nagrany w NadStudio – przy pomocy Bartosza Kuszewskiego i w Studio OKO z udziałem Pawła Pękalskiego. Mixem zajął się Grzesiek Mukanowski a całość zmasterował Jacek Miłaszewski.

Już nie pamiętam kiedy i gdzie, ale przeczytałam na temat tego zespołu, że grają depresyjny metal. W zasadzie nie musiałam tego czytać, bo słyszałam na koncercie, ale cóż, przecież depresja i dekadencja też są potrzebne w muzyce. Chociażby po to, żeby przypomnieć reszcie o swoim istnieniu.

Nie ukrywam, że ucieszyłam się z powrotu do gry, większej części So I Scream. Pewnie część z Was nawet nie wie, że taki zespół istniał. A no istniał. Dawno, bo dawno, krótko, bo krótko, ale rzeczy robili dobre. FIASKO siłą rzeczy, muzycznie kojarzy się z So I Scream, ale to jest jakaś część tylko. Wokale w tym przypadku są w całości po polsku, są mocniejsze. Muzycznie, z kolei kolokwialnie mówiąc, FIASKO ma mocniejsze pierdolnięcie.
Jedziemy z tematem i sprawdzamy jak to wszystko siedzi.

Zabawę zaczynamy od utworu „DEPRESJADA”.
Numer zaczyna się łagodnym riffem, który ciągnie się już przez całość. W pierwszych kilkudziesięciu sekundach wkracza głębia perkusji, która dodaje temu ciężkości i depresyjności. Tekst, jak się można spodziewać bynajmniej nie należy do pozytywnych ani motywujących. Kawałek dość mroczny, traktujący też o mroku codzienności. W połowie wjeżdżają gitary podkręcające klimat. Wszystko ładnie siedzi. Wpada w ucho. Swojego czasu utwór ten puścili jako singlowy i myślę, że to nie był najgorszy wybór. 

Dalej jest „LĘK I ODRAZA W WARSZAWIE”, czyli bezkompromisowe gitary, mocne, ciężkie brzmienie. Refreny delikatnie ubarwione flażoletami, ale nie gryzie się to z niczym. Jeden z mocniejszych i cięższych utworów na płycie. Pomimo swojej ciężkości wpada w ucho. Bardzo ciekawa końcówka, perkusja buduje fajne napięcie. Jest enigma, jest psychodela, jest zejście z tonu. Ja osobiście odbieram go jako manifestację o uzależnieniu od obrzydliwości tego miasta. Lęk i odraza.

„EMOCJONALNIE CHROMI” czyli zdecydowanie mój ulubiony fragment płyty. Wstęp wprowadza w swoisty, klimatyczny trans. Nie brakuje hard rockowej swobody.
Ciekawe połączenie muzycznej przebojowości z dość gorzkim i trochę ciężkim tekstem: “a co nas nie zabije to zostawi bliznę […] Zawieramy powierzchowne, nic nie warte znajomości”.
Kawałek prosperuje klasyfikacji w grupie tych tanecznych. Na pewno młodzież świetnie by się przy nim bawiła w pogo. Fajnie balansująca perkusja. Nie da się tego słuchać i tak po prostu siedzieć. Ciało samo chodzi. Taki przebój dla egotyków, dla emocjonalnie chromych. Już na starcie płyty mamy gościa. Wokali tutaj gościnnie użyczyła Maria(Modernmoon) i wyszło to im wszystkim na dobre.

Utwór „CZARNA OWCA/BIAŁY KRUK” we wstępie ma takie dziwne, elektroniczne napięcie. Jest ono budowane chyba tylko po to, by je za chwilę rozgromić ostrymi, gitarowymi riffami. Są one przełamane później, jest stworzony taki balans: elektroniczne dźwięki, dudniąca perkusja, miazga gitarami. Znalazło się również miejsce dla gitary akustycznej. Ciekawie to wyszło. Rock’n’metal’roll! Wszystkiego dopełnia mocny wokal.

Dalej, chciałam zwrócić uwagę na „TRZECI KRĄG”. Tu też mamy mieszankę dziwnego, gitarowego świdrowania, zbliżonego do elektroniki z mocnymi ciężkimi riffami i to wszystko jest dobite perkusją. Dobrze to smakuje i na szczęście nie brzmi jak jakiś przypadkowy zbiór pomysłów na dźwięki. Utwór ma w sobie tę przebojowość pozwalającą utkwić całości w głowie na dłużej. Panowie mają pomysł, trzymają się tego i mogę powiedzieć, że wyrabiają sobie tym taką swoistość tymi połączeniami i kombinacjami. Ciekawe.

Najcięższy i najwolniejszy, jednocześnie jeden z lepszych na płycie: „NOCNE CZUWANIE”. Leniwa, ospała stopa zmienia klimat. Dzięki niej jest to mroczny i psychodeliczny kawałek. Gitary robią fajny aranż, takie mgliste dźwięki. Najbardziej mięsisty utwór na płycie. 

„MYŚL NOWOCZESNEGO ROBAKA”, czyli mój kolejny faworyt. Jest również ciężki, ale już w innym kierunku idzie ten ciężar. Jest szybciej. Perkusista szaleje. Bardzo porywający refren. Kawałek jest dla mnie takim godnym naśladowania przykładem rytmiki, która cieszy bardzo. Tu jest wszystko w punkt. Brawa! Pod koniec jest delikatny zjazd z intensywności, po to by znów za chwilę dołożyć do pieca.

We „WSZYSTKO ŹLE” ponownie gości MariaUtwór zaczynamy fragmentem fenomenalnego filmu “ŻÓŁTY SZALIK” (jeśli nie znacie – wstydźcie się!). Ten fragment to: “kobiety mnie ratowały, takie dobre narzeczone. To się skończyło. Jeszcze płynę, ale kra nade mną…zamarza”.
Tak pomyślałam, że są mianowniki, które łączą ten album i film. Są nimi: gorycz i dramat życia. Tyle. Gorycz tekstów oprawiona hard rockowym graniem wyśpiewane idealnie pasującymi do całości wokalami. Oczywiście z gościnnym pięknym kobiecym udziałem w dwóch utworach.

„PARADOKSALNIE”, to zakończenie płyty. Wszystko jest zaaranżowane i zagrane tak, jakbyśmy mieli sobie wyobrazić najmroczniejszego kota, skradającego się, kroczącego dookoła ofiary i opowiadającego swoją bajkę… Bardzo ciekawie zbudowany klimat. Kot w pewnym momencie przystępuje do ataku i znów ustępuje. Balans gitar buduje niesamowity klimat. Dobry finał albumu.

GŁUPCY UMIERAJĄ, to – poza bardzo dobrą robotą muzyków, poza bardzo dobrze wysyczanymi, wyśpiewanymi, wykrzyczanymi tekstami – bardzo ważny przekaz. Te rzeczy, o których śpiewa Pan Milenik(wokal) nie są łatwe. Ba, są bardzo trudne i wymagające. Żeby o tym zaśpiewać i to zagrać w ten sposób, trzeba być najpierw przeciągniętym przez życie za mordę po kostce brukowej.

Album ten jest wypełniony emocjami wszelakimi. To bardzo dobrze skomponowany materiał. To wszystko jest z sensem, dobrze przemyślane i dobrze odegrane. Mam wrażenie, że powstał długo. Z licznymi poprawkami. Ale… nie mi się nad tym zastanawiać. Chwała im, że w końcu to z siebie wypluli.
Ja liczę, że nie będzie to ich FIASKO. Liczę, że głupcy nie umrą.

 

członkowie zespołu:

Pan Kuszewski – Gitara,
Pan Kozina – Gitara,
Pan Cheda – Bas,
Pan Kalbarczyk – Perkusja,
Pan Mielnik – Wokal

 

utwory na płycie:

  1. Depresjada (Preludium)
  2. Lęk i odraza w Warszawie
  3. Emocjonalnie chromi
  4. Czarna owca/biały kruk
  5. Polej, posyp, nabij
  6. Trzeci krąg
  7. Nocne czuwanie (lamento)
  8. Myśl nowoczesnego robaka
  9. Bóg jest mi ością
  10. Dreszcze
  11. Wszystko źle
  12. Paradoksalnie… (postludium)

 

8,5/10

Mikaka

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *