Koń, jaki jest, każdy widzi. Roman Kostrzewski zaś? Niekoniecznie. Fanom znany jako showman, wokalista Kata odkrył przed czytelnikami swoje drugie oblicze. Ani trochę mniej interesujące.

glos-z-ciemnosci-1500px-calosc

Zważywszy młody wiek autora wywiadu, nie spodziewałem się zbyt wielu szczegółowych pytań o historię zespołu i legendarne koncerty. Autor zaskoczył na plus, za to indagowany zasłonił się niepamięcią. Zrozumiałą. Skoro anegdotek znalazło się w książce stosunkowo mało, pozwolę sobie zaspokoić ów niedosyt:  umieścić tu jedną, która z pewnością na to zasługuje.

Podczas solowej trasy Roman, jak zaznaczył w wywiadzie, pozwalał sobie na sroższe biby niż zazwyczaj. Potwierdzam. Pokłosie koncertu w bydgoskim Wiatraczku (RIP) było następujące: ekipa pojechała do hotelu, zostawiając graty na scenie. Rano przybyli w komplecie, znosząc sprzęt do busa. Co w tym czasie porabiał nasz bohater? Oparł się o miotłę i usnął na stojąco, jak koń. Takich historii znalazłoby się znacznie więcej…

Największym atutem jest nie tyle odbrązowienie, wszak Roman nie ze spiżu, co uczłowieczenie muzyka. Wszyscy, którzy sądzili, iż Kostrzewski codziennie, na śniadanie je browca, a zjarany jest dokumentnie 24/7, bardzo się zdziwią. Zdziwią się, jak ciepłym i „zwyczajnym” człowiekiem jest przy całej swej niezwykłości. Czytelników czasopism plotkarskich zaskoczą rodzinne koneksje z celebrytami.

romannn

Co jeszcze zaskakuje, oprócz świadectwa szkolnego? Nie będę zdradzać szczegółów, ale chodzi o klasę Romana jako człowieka. Wystarczy porównać wypowiedzi jego i byłego kolegi z Kata. Wiadomo, którego. Inny rozmiar kapelusza po prostu.

Połknąłem tę „rzekę” od jednego przyłożenia, bowiem tak zwykłem traktować książki wciągające. Polecam.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *