Ginger Baker – jeden z najlepszych perkusistów rockowych, człowiek, który do gry na perkusji wniósł show i zrównał status tego instrumentu z gitarą elektryczną, oraz wprowadził do gry rockowej elementy takie jak drugi bęben basowy, udzielił wywiadu Forbesowi. Odpowiedział w nim na pytanie o swój stosunek do heavy-metalu. Cóż, nie jest on najlepszy, choć facet wydaje się mieć zawężone pojęcie o gatunku.

ginger baker

Ludzie ubierający się w spandexowe spodnie i cały ten przerysowany makijaż – zawsze mnie oni niesamowicie odrzucali.

Rozumiem, dlaczego Cream [zespół, w którym zasłynął – przyp. red.] jest niejako postrzegany jako odpowiedzialny za narodziny heavy-metalu.

Wielu z tych gości podchodzi do mnie i mówi: „Człowieku, byłeś dla mnie wzorem, to, w jaki sposób uderzałeś w bębny.” Nie wydają się rozumieć, że waliłem w nie tak, żeby słyszeć, co grałem. To była złość, nie zabawa – i to było bolesne. Cierpiałem na scenie przez ten cholerny hałaś [ze wzmacniaczy]. Nie podobało mi się to wtedy, a teraz podoba mi się to jeszcze mniej.

Do tego całe to Rock And Roll Hall of Fame – przynajmniej połowa ludzi tam nie powinna mieć miejsca w jakiejkolwiek hali sław, w mojej opini.

W innym akapicie Peter (to jego prawdziwe imię) wraca pamięcią do Johna Bonhama z Led Zeppelin:

Lata temu John mawiał: „W rock and rollu jest dwóch perkusistów: Ginger Baker i ja.” Nie ma mowy, żeby John był gdziekolwiek blisko mnie. On nie był muzykiem.

Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że studiowałem. Potrafię pisać muzykę. Pisywałem partie dla big bandów w latach ’60-61. Miałem poczucie, że jako perkusista powinienem potrafić czytać muzykę perkusyjną. Byłem tak dobry w graniu z nut, że jeden z gości z tych big bandów poradził mi przeczytać dwie książki. Studiowałem je jednocześnie. Jedna dotyczyła podstawowych zasad harmonii, a druga tego, jak te wszystkie zasady łamać [śmiech].

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *