James Brown może i był najciężej pracującym człowiekiem w show-biznesie, ale założyciel Exodusa, Gary Holt, jest zdecydowanie najciężej pracującym gitarzystą. Oprócz zespołu, z którym gra od 1981 roku, dołączył także do Slayera, w którym to niestety został na stałe po śmierci Jeffa Hannemana w 2013 roku. Podczas trasy ‘Dark Roots of Thrash 2’ z Exodusem i Testamentem, promującej ‘Blood In, Blood Out’, Holt ukończył także prace nad nadchodzącym albumem Slayera. Porozmawiał z nami o tym, czy jesteśmy obecnie świadkami thrashowego renesansu, o przebiegu trasy i o nadwerężeniu nadgarstka podczas solowania na albumie Slayera.


gary_679x473

 

Jak przebiega jak dotąd trasa?

Jest zajebiście. Tłumy były niesamowite, ludzie zdecydowanie nie czuli się zawiedzeni. Przez większość czasu pogoda była naprawdę ładna, co dla grupki chłopców z Kalifornii jest zawsze na plus, i naprawdę jest bardzo fajnie!

Świetnie. Nigdy wcześniej nie byłeś w trasie z Testamentem?

Nie i teraz zaplanowaliśmy wspólnie trochę dat – nie, właściwie nie. Raz graliśmy razem, właściwie to było razem z Megadeth i Testamentem, i było to kilka lat temu. To jest drugi raz.

Kiedy ogłoszono lineup, pomyśleliśmy “Wow, to śmietanka amerykańskich kapel thrashowych”.

Tak, zgodzę się z tobą. Widownia jest naprawdę ogromnie podekscytowana, a my wszyscy jesteśmy podekscytowani, że gramy te koncerty. Idziemy tam i gramy godzinny set, i właściwie napierdalamy od początku do końca.

Jakich ludzi widzicie na koncertach? Z pewnością jest wielu oldschoolowych fanów thrashu, ale czy widzicie też młodsze dzieciaki?

O tak, mnóstwo dzieciaków, to szaleństwo. Już od dłuższego czasu tak było. Widzisz wielu oldschoolowych ludzi, rozpoznajesz twarze z koncertów w 1985 roku, ale jest też całkowicie nowe pokolenie dzieciaków, takich siedemnastoletnich, które idą tłumnie zobaczyć coś takiego. To niesamowite, i uczy pokory.

Wiesz, właściwie mam wrażenie, że w chwili obecnej obserwujemy coś w rodzaju odrodzenia thrashu dzięki ‘Blood In, Blood Out’ i albumom Testamentu, oraz ponownemu zainteresowaniu Anthraxem. Czy ty też to dostrzegasz?

Cóż, dostrzegłem to długi czas temu. To znaczy, pamiętam, że kiedy robiliśmy ‘Tempo of the Damned’ ludzie mówili już o tym thrash-metalowym renesansie, a ja zawsze im powtarzałem: „Uwierzę w to, jak to zobaczę, właśnie zagrałem w Colorado Springs dla 18 ludzi” (śmiech). Ale wiesz, przy kolejnych albumach to po prostu stawało się coraz bardziej widoczne, wiesz, te wszystkie dzieciaki. To po prostu nabiera prędkości. To znaczy, thrash metal wciąż tętni życiem, a ludzie zawsze go chętnie przyjmują.

youtu.be/K0TcW0ceEJw

Wrócił Zetro, co jest naprawdę spoko. Biorąc pod uwagę waszą kłótnię, kiedy odszedł po raz drugi z zespołu, mieliście jakiekolwiek wątpliwości, czy sprowadzać go z powrotem?

Tak, musiało zostać odbytych naprawdę wiele rozmów. Nie było nic pewnego i właściwie był przesłuchiwany. Daliśmy mu jeden z nowych kawałków – coś, czego wcześniej nie słyszał – bo wiedzieliśmy, że wszystko ze swojego repertuaru zaśpiewa świetnie, a wiedzieliśmy też, że miał naprawdę dobrą pamięć i zaśpiewałby cokolwiek z repertuaru Roba również bez zarzutu, ponieważ przyszedłby przygotowany, zawsze tak jest. Więc daliśmy mu coś nowego i miał kilka godzin na nauczenie się tego i po prostu rozwalił system. To było po prostu zajebiste, a widownia także chętnie widzi go z powrotem w zespole, więc super, że mamy go w naszym składzie.

Tydzień czy dwa tygodnie temu wypłynął jeden z kawałków z nowego albumu, na którym śpiewa Rob. Jak dużo zaśpiewał na nim, zanim został zastąpiony?

Och, prawie wszystko. Wiesz, ludzie oczywiście mówią: “Wow, wyciekł nowy kawałek!” i posłuchałem go, właściwie założyłem słuchawki i bez wątpienia ten ktoś, kimkolwiek jest, wziął wstępne nagranie Roba bez basu i brzmi to jak dwie surowe ścieżki perkusji wyciszone na potrzeby podkładu i zmiksowane z wersją albumową, więc to jest całkiem widoczne. Ale wiesz, jest jak jest. Spojrzałem na to w ten sposób: „Hej, jak już poszło na zewnątrz, to na zdrowie!”.

Tak, to znaczy, chyba jeśli jesteś fanem, masz po prostu dwie wersje do słuchania.

Tak, dokładnie.

exodus-650x360

Jasne. A więc teraz zespołem zarządza Breaking Bands, zgadza się?

Tak.

Jesteście więc w trasie z Testamentem. Jak dużo Chuck Billy rozmawia z wami o sprawach managerskich? Jak to wszystko działa?

Kiedy jesteśmy gdzieś tam akurat w trasie, to wiesz, nie rozmawiamy za dużo o takich rzeczach – po prostu spędzamy ze sobą czas. Jeśli coś musi być zrobione, Maria [Ferrero] wysyła mi maila, a ja na ogół się ociągam, kopiąc i krzycząc, by tylko tego nie robić (śmiech). Nie chcę tego robić, jestem zmęczony. Ale wiesz, to dobrze działająca relacja.

Chyba zadam ci pytanie lub dwa na temat Slayera – mały zespół, ma także album w drodze.

Tak! (śmiech)

Jak ty to robisz? Jesteś w swoim zespole, w Exodusie, który nadal wydaje dobre albumy i jeździ w trasy. Nagle jesteś też w Slayerze. Jak odróżniasz te dwie kapele i dzielisz czas?

To nie zawsze jest proste. Czasem ze względu na moje zobowiązania wobec Slayera, w Exodusie musi zastępować mnie Kragen Lum, nazywam go swoim dublerem. Mądre organizowanie czasu – to w ogóle nie jest proste. Zdecydowanie może cię wykończyć. Zwłaszcza jak ostatnia trasa, na której robiłem podwójną zmianę przez cztery tygodnie. Wiesz, mam 50 lat i gram dwa thrashowe sety na wieczór. Wiesz, dla ciała to może być naprawdę ciężkie, ale faceci mogą mieć gorsze problemy, więc nie mogę narzekać, bo są tacy, co kładą dachy w środku lata, rozumiesz? Więc po prostu zamknę się i przestanę gderać (śmiech).

Tak, jesteś w dwu największych bandach metalowych na świecie.

Tak, to nie jest wielki problem, po prostu trzeba sobie wszystko rozplanować, rozumiesz?

Czy był taki moment, kiedy miałeś wątpliwości co do nagrywania i jeżdżenia w trasy ze Slayerem po śmierci Jeffa i odejściu Dave’a Lombardo?

Nie, no cóż, na etapie tragicznego odejścia Jeffa już robiłem to od pewnego czasu. Wszyscy mieliśmy nadzieję, a nikt nie miał większej niż ja, że Jeff będzie zdrowiał i powróci na tron. Zaczęło się to od zwykłej przyjacielskiej przysługi, nie miałem pojęcia, że prawie pięć lat później czy coś – cztery lata z kawałkiem, że wciąż tam będę, a Jeff nie. Wiesz, że zespół chce iść dalej, a ja po prostu próbuję sprawić, by Jeff był dumny.

Jeff-Hanneman-Gary-Holt

Oczywiście. Naprawdę uszkodziłeś sobie nadgarstek przy tym ciężkim shreddowaniu?

Cóż, nie chodziło o ciężkie shreddowanie, po prostu zrobiłem coś. To jest coś, co możesz zrobić siedząc i grając w domu. Naciągnąłem ścięgno lub naruszyłem nerw, czy coś takiego. Po prostu leciałem dalej z tematem, bo poczułem groove i następnego dnia, gdy się obudziłem, nie mogłem nawet poruszyć ręką. Cieszę się, że ukończyłem te kawałki, kiedy ukończyłem, bo inaczej byłaby obsuwa.

Zajebiście. Zapewne nie możesz jeszcze za dużo powiedzieć o albumie, bo niekoniecznie…

Nie, ani słowa więcej. To killer. I tyle.

Źródło: www.metalinsider.net/interviews/interview-gary-holt-talks-exodus-slayer-being-managed-by-chuck-billy

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *