Jak świat długi i szeroki, jak długo rzeki płyną i natura ożywa, tak intensywnie na świecie rozwijał się hard rock. Jedni twierdzą, że jego epoka już minęła, zawdzięczając swoje zaszczytne miejsce na muzycznym podium takim tuzom jak Led Zeppelin, Whitesnake czy Deep Purple. To teoria. Praktyka pokazuje coś zupełnie innego. To gatunek nadal żywy, nadal się rozwijający, nadal mający wiele do zaoferowania. Wchodzący w liczne koneksje – szczególnie z bluesem i heavy metalem. A jego godnym reprezentantem jest zespół z samego Serca Świata – Rzymu. Mowa tu o bandzie Game Zero oraz ich płycie „Rise”.

Przymierzając się do recenzji „Rise”, nie miałem bladego pojęcia od czego zacząć. Nie potrafiłem stworzyć zarysu recenzji, wyznaczyć sobie punktu, na którym się skupię. Płyta budziła we mnie mieszane uczucia. A musimy zdać sobie sprawę, że obiektywne zrecenzowanie płyty stworzonej w tak dostojnym gatunku jak hard rock, jest w zasadzie niemożliwe. Jednak w końcu się udało. „Rise” nie jest przesadnie długa, ma raptem 40 min. Obraca się wokół tego, co tworzyli Whitesnake, Motley Crue, Motorhead, Deep Purple, Iron Maiden, Scorpions, Dio czy miejscami AC/DC. Dużo bardziej podkreślony jest aspekt hard rocka, słychać jednak przebijający się heavy metal, szczególnie w partiach solowych. Same utworzy są dość, krótkie (około 4 minut), ale bardzo melodyjne, skomponowane z pazurem, gęste, wpadające w ucho.

Kawałki na płycie wpasowują się w klasyczną koncepcję hard rocka. Znajdujemy tu agresywne, szybkie wałki, takie jak „Don’t Follow me” czy „Unbreakable”, wolniejsze, ale cięższe utwory jak „Now” albo „Lions and Lambs” oraz pełny melancholii „Fallen”, który to kawałek uważam za bezsprzecznie najlepszy na płycie. Ogromnym plusem albumu są solówki, komponowane trochę w stylu Randiego Rhoadsa, Jimmiego Page’a czy Phila Campbella. Nie ma tu jednak kopiowania. Zwrócono uwagę na techniki, którymi posługiwali się idole muzyków Game Zero i starano przekuć je na coś swojego. Zabieg z wszech miar słuszny, bo z jednej strony dostajemy to, co już znamy, a z drugiej możemy wysłuchać tego w nowym wydaniu. I przy okazji jest co nucić, bo solówki są komponowane pod melodię, a nie bezsensowne wymiatanie po gryfie. No, może poza „Ubreakable”….ale każdy się musi wyżyć!

Reasumując, płyta jest sumą wszystkiego co w hard rocku najlepsze, przy jednoczesnym zwróceniu uwagi na elementy heavy metalu i klasyków tego gatunku. Kawałki są spójnie skomponowane, nie są męczące, kapela nie jest w swoim dziele nachalna. Jednak z całą pewnością nie można odmówić im ambicji. Panowie stworzyli album, będący świadectwem potęgi gatunku jakim jest hard rock, będąc pomnikiem jego dobrych czasów. Pozostaje mieć nadzieję, że w ich ślady pójdzie jak najwięcej kapel, a oni sami zaskoczą nas jeszcze niejednym, godnym dziełem.

Heavyrock

8/10 

Data premiery: listopad 2015

Wydawca: Agoge Records

Twórcy:

Mark Wright: Vocals, Rhythm Guitars  

AlexIncubus: Lead Guitars 

Domino: Bass Guitars

Dave J: Drums

 

Lista utworów:

  1. The City With No Ends
  2. 2. It’s Over
  3. Now
  4. Fallen
  5. Don’t Follow Me 
  6. Time Is Broken – Rise
  7. Lions and Lambs
  8. Purple
  9. In Your Shoes
  10. Unbreakable
  11. Look At You
  12. Escape

 

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *