Polska scena metalowa od kilku już lat zaskakuje nas co raz to nowszymi odkryciami muzycznymi. Zaczął się u nas rozwijać Djent, w łaski wrócił folk metal, wzrosło też zainteresowanie metalcorem czy groove metalem. Niewielu pewnie byłoby sobie w stanie wyobrazić hybrydę, jaka powstałaby z połączenia wszystkich tych gatunków. Odezwałyby się też pewnie głosy, że jest to zwykł muzyczny snobizm, całkowicie zbędny na polskiej scenie, a jednak. W myśl starego powiedzenia „Polak potrafi”, w 2008 roku powstała kapela, która idąc pod prąd stwierdziła, że nie ma rzeczy niewykonalnych, a wszelkie głosy nienawiści odbijają się od nich jak od muru. Kapela ta nosi nazwę Netherfell i to na jej koncercie miałem okazję być 10 września 2015 roku w bydgoskim klubie Estrada. To co zobaczyłem mnie zaskoczyło.

Heavyrock

Koncert odbył się w ramach trasy „Folk Metal Crusade 2015”, na którą Netherfell wybrał się razem z rosyjskim gigantem folk metalu, kapelą Grai. Ludzi w klubie było sporo. A jakakolwiek cezura wieku nie miała miejsca. Starzy, młodzi, siwi, rudzi, niscy, wysocy, licealiści i dawno już pracujący. Netherfell zgarnął pod scenę ich wszystkich. W powietrzu unosiła się aura lasu i jeziora, słowiańskiego słońca i młodzieńczego zapału. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć ich na żywo, pierwszy też raz skłoniłem się by zostać do końca występu zespołu, który gra muzykę, z którą na co dzień nie obcuję. Niczego nie żałuję! Gdy ekipa weszła na scenę, z głośników dało słyszeć się intro „Rozdroża”. Rósł zapał. Kapela się szykowała. Fani czekali. Wśród dźwięków skrzypiec, bębnów i gitary. W spokoju, opanowaniu. Nie trwało to jednak długo bo zaraz weszło uderzenie, które niósł za sobą „Upiór Kurhanu”. Wokalista, Tomasz Indyka, zagrzewał publikę, gitarzysta Piotr Martuś grał jakby sam Weles miał go pochłonąć do swego królestwa. Wojenny rytm wybijał im perkusista Jakub Kondzielnik , któremu wtórował basista Łukasz Ścieranka. A nad nimi wszystkimi, niczym rusałka nad wodą, czuwała z skrzypcami w rękach Adrianna Zborowska. Ludzie zaczynali się coraz gęściej zbierać pod sceną, jednak dało się wyczuć konsternację. Tę nutkę zastanowienia. Co to za kapela? Jak oni grają? Czemu tak grają? Widać odpowiedź na wszystkie te pytania dał kawałek „Ku płodnym ziemiom”. Od teraz miała zacząć się prawdziwa zabawa. Energia, jaka biła od zespołu była ogromna. Jednak w czasie gdy jedni biegli już pod scenę, by zacząć bitwę, inni jeszcze skrępowani patrzyli po sobie. Czy kapela pozwoliła im zostać w miejscu? Oczywiście, że nie.

Netherfell

Razem z nadejściem „Światło i Cień” poszły w górę pięści, poszedł headbang, a ze sceny uderzyła ciężka gitara i skrzypce. Nad nimi głębokim rykiem przodował Indyka. Zabawa się rozkręcała, lało się piwo i pot. Atmosfera była co raz gęstsza, a całość została jeszcze podgrzana przez wykonanie utworu „Konik Zmok i Jo Zmok”, do którego zespół zrealizował z resztą teledysk. Co bardziej zagorzali fani folk metalu, zaczęli śpiewać pierwsze słowa razem z Adrianną Zborowską, jeszcze inni zagrzewali się nawzajem do zabawy. Razem z szybkim wejściem gitar Piotra zabawa zaczęła się na dobre i ani przez chwilę nie miała zwolnić, bo i zachwyt publiki rósł i kapela dawała z siebie co raz więcej. Ostatnie bariery zostały przełamane przez dynamiczny kawałek „Las Umarłych”. Energia kapeli i publiki, szczególnie tej bezpośrednio pod sceną, stały się odtąd jednością.

www.youtube.com/watch?v=PjJ65r7NXwY

Następny utwór wykonany przez kapelę chyba najbardziej przykuł moją uwagę. Mowa tu o „Mice Tower”. Dało się odczuć połączenie w jedno dzieło wszystkiego, co kapela dotąd z siebie dawała. Eskalacja energii była niesamowita. Co mnie również zastanowiło, że osoby które były nastawione bardzo niechętnie do ich koncertu właśnie w tym momencie, zaczęły chętniej wyglądać zza baru. Czy był to przypadek? Czy może siła muzyki? To już każdy musi ocenić sam. Ale tutaj tak zespół, jak kapela dawali z siebie grubo ponad 100%. A to przecież jeszcze nie koniec.

Jeśli ktoś liczył na to, że na tym koncercie oczami wyobraźni ujrzy dawne bory i lasy spowite w świetle wiecznego słońca, smagane deszczem, oczekujące burzy to teraz miał okazję, bowiem kapela nadeszła z utworem „Mokosz”. Zaobserwować się dało z jednej strony lekkie uspokojenie, a z drugiej jakąś magiczną aurę, którą odczuwali fani takiej muzyki. Konsternacja zamieniała się w podziw. Jakby coś poetyckiego przeszło między niektórymi. Kapela to dobrze wykorzystała, wprowadzając własną muzyką pewną podniosłość. Nawet jeden podchmielony Pan pod sceną zaczął tańczyć. Przysięgam, kto widział, ten wie, że dla samego tańca tego jegomościa warto było wyjść z domu. Z „Dreamcatcher” sprawa była jasna i oczywista. Jedna, wielka walka pod sceną, fanom puściły hamulce, kapela też nie miała chwili by złapać oddech. Podobnie było na przedostatnim utworze „Fire of Demise”. Zastanawiałem się kto jest bardziej zmęczony – ci którzy poszli szaleć pod sceną, czy kapela na niej. No ale właśnie. Przedostatnim.

Netherfell

Na sam koniec kapela uderzyła coverem szwajcarskich tytanów folk metalowego grania – Eluveitie, utworem „Luxtos”. Fani nie chcieli dać im zejść ze sceny, a samo Netherfell też się szczególnie nie śpieszyło. I na dobre to wszystkim wyszło bo utwór wykonali przednio, nim też zakończyli swoją sztukę.

Prawdę mówiąc byłem zdziwiony. Nie spodziewałem się, że Bydgoszcz tak ciepło przyjmie Netherfell i jeszcze przytrzyma ich na scenie. Widać było sympatię bijącą ze sceny i ciepło bijące na scenę. Nagłośnienie było dobre, energia kapeli na scenie bez zarzutu, kontakt z fanami świetny. Jasnym było, że nie jest to kapela, która przypadnie do gustu każdemu, bo i kilka osób marudziło. Ale pamiętacie utwór niemieckich gigantów z Kreatora pod tytułem „Love us, or Hate us”? Tytuł można odnieść do Netherfell. Albo ich pokochasz i dasz się ponieść energii, którą w Ciebie walą, albo będziesz unikał ich jak diabeł Boruta wody święconej. Od Siebie mogę tylko powiedzieć, że mimo sceptycyzmu z jakim przyszedłem na koncert miło było ich zobaczyć, a Ci, którzy zostali wtedy w domach i smęcili w samotności, niech żałują. SŁAWA!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *