Wszystko zależy od perspektywy. Jeff Hanneman, jak każda osoba publiczna, był takim, jakim opisywały go media. Jeśli uwierzyło się amerykańskim tabloidom, zwłaszcza w latach 80., był kolekcjonerem nazistowskich pamiątek i niebezpieczeństwem dla dzisiejszej młodzieży, obsesyjnym pasjonatem makabry i Szatana. Jeśli czytaliście Metal Hammer, to wiecie, że był jednym z najwspanialszych kreatywnych umysłów, blond tornadem grającym jak demon, który skomponował ponadczasowe klasyki.

Jednak jeśli mieliście na tyle szczęścia, by z nim obcować, wiedzielibyście, że żaden z tych opisów nie oddawał dokładnie osoby Jeffa Hannemana.

Prawda jest taka, że był relatywnie spokojnym, introwertycznym kolesiem, z sarkastycznym poczuciem humoru, który nigdy nie szukał poklasku, ponieważ go zwyczajnie nie interesował. To dość rzadkie w heavy metalu, podobnie jak gdziekolwiek indziej. Byłem rozbity, gdy Hanneman zmarł na niewydolność wątroby 2 maja 2013 roku. Nie byłem jego bliskim przyjacielem, tak naprawdę tylko raz miałem okazję przeprowadzić z nim wywiad, gdzie z innymi członkami Slayera przeprowadziłem ich 30 przez te kilka lat. Lecz podczas tej trwającej około godzinę rozmowy w 2004 roku stwierdziłem, że naprawdę go lubię.

Spodziewałem się, że będzie raczej przypominał swojego współwioślarza, Kerry’ego Kinga, który jest pewny siebie i bezpośredni, lub Toma Arayę, nadwornego filozofa Slayera. W rzeczywistości Hanneman był zabawny na swój ujmująco cichy sposób, szczery do bólu jeśli chodzi o swoją karierę i niedoświadczony w kwestii cynicznych dziennikarzy. Jeśli nie znał odpowiedzi na pytanie, przyznawał się do tego, ale nie w krnąbrny czy pewny siebie sposób. Jeśli już, brzmiał na nieco zbitego z tropu.

Przede wszystkim Hanneman był typem człowieka, który nie bał się przyznać do swoich lęków, a to jest zawsze godne podziwu. Raz opowiadał, jak wypadało jego granie na gitarze w porównaniu z graniem Kinga i wspomniał o pierwszym przesłuchaniu do Slayera w 1981 roku: „Pamiętam tylko, że srałem po gaciach. Grałem najkrócej, więc ssałem. Zanim poznałem Kerry’ego grałem tylko miesiąc, a kiedy zobaczyłem, jak on gra, stwierdziłem tylko «Cholera, muszę przyspieszyć swoją naukę»”.

Nawet kiedy umiejętności Hannemana ewoluowały, był w pełni świadom, że to King był gitarzystą bardziej technicznym. Kiedy spytałem go, czy wie, że miał dość dziwną technikę trzymania kostki, zaśmiał się: „Tak, Kerry zawsze na to zwraca uwagę. Mówi: «Robisz to naprawdę dziwnie!». Ale kiedy stworzyliśmy zespół, ja dopiero zaczynałem grać na gitarze, a on miał już do tej pory setki lekcji. Doganiałem go”.

Żadną z tych rzeczy jednak się nie przejmował. Ledwo po ukończeniu 20 lat napisał już dwa najbardziej znane utwory Slayera – ‘Angel of Death’ i ‘Raining Blood’ i wiedział, w czym tkwiły jego najmocniejsze punkty. „Próbowałem naśladować to, co robili Steve Vai i Joe Satriani i naprawdę dojrzeć jako gitarzysta”, rozmyślał raz Jeff, zanim dodał: „Wtedy zrozumiałem, że nie jestem tak utalentowany, ale co najważniejsze, nie obchodzi mnie to”.

Kluczowe jest to, że Hanneman dbał bardziej o Slayera jako o całość niż o swoją własną popularność. Chciał, by zespół odniósł sukces tak bardzo, że opuścił swój krótki poboczny projekt z lat 80. o nazwie Pap Smear, po prostu dlatego, że producent Slayera, Rick Rubin, powiedział mu, że mogłoby to zagrozić losom jego głównej kapeli. Co więcej, mimo iż wydaje się to teraz niedorzeczne, Hanneman bał się, że inne zespoły z Los Angeles mogłyby prześcignąć Slayera we wczesnych latach thrash metalu.

Kiedy perkusista Strapping Young Lad i Testamentu, Gene Hoglan, namówił mnie na książkę o tytule „The Bloody Reign Of Slayer”, którą napisałem w 2007 roku, przyszedł do mnie Jeff i powiedział: „Człowieku, Dark Angel, widziałem ich w Los Angeles – są szybsi od nas, są lepsi od nas, są ciężsi od nas!”. A ja na to: „Człowieku, grasz w Slayerze! Po co w ogóle przejmujesz się Dark Angel?”.

Kiedy już pozycja Slayera jako najcięższego i najszybszego zespołu Wielkiej Czwórki thrash metalu zdawała się być pewna, Hanneman uspokoił się i wczuł się w rolę autora najmroczniejszych kawałków kapeli. Podczas gdy King był bardziej płodnym, bardziej ‘thrashowym’ autorem, Hanneman eksplorował wolniejsze, bardziej ponure terytorium w swoich kompozycjach. „Jest po prostu we mnie coś takiego – taki zły stan ducha”, powiedział. „Każda rzecz, którą napiszę, w jakiś sposób to odzwierciedla. Lubię ciemną stronę muzyki, która wprawia cię w określony nastrój – swego rodzaju chorobę, która sprawia, że chcesz komuś wyrządzić krzywdę lub zrobić coś złego”.

Biorąc pod uwagę, że ten tekst ma zbadać osobowość Hannemana, a nie suche fakty dotyczące jego kariery, najważniejsze jest to, że wiedział (i przyznawał się), kiedy jego gust odnośnie pisania prowadził Slayera w ślepą uliczkę. Myślę oczywiście tu o ich albumie z 1998 roku „Diabolus In Musica”, w którym prawie wszystkie utwory zostały napisane przez Hannemana, kiedy King przechodził swój jałowy okres w pisaniu. Jednak ten był mocno zainspirowany przez niskie, muliste brzmienie nu metalu i zwłaszcza jeden utwór, ‘Stain Of Mind’, to kawał groove metalu w stylu Korna.

youtu.be/XJSKZwBD3mU

Wielu z nas wzdrygnęło się po raz pierwszy po przesłuchaniu albumu, mimo że sam Hanneman był optymistycznie nastawiony do nowego kierunku muzycznego, w jakim zmierzał Slayer. „Największą różnicą pomiędzy tą płytą a „Divine Intervention” [jej poprzedniczką z 1994 roku] jest to, że na tej napisałem naprawdę dużo”, wyjaśniał. „Przy „Divine Intervention” wpadłem w rutynę i nie mogłem wymyślić riffów, jakie lubię. Zanim się zorientowałem, Kerry już większość napisał. A więc przy tym albumie naprawdę zacząłem ciężko pracować od początku. Zadałem sobie pytanie «Co chciałbym usłyszeć na tym krążku?». Jeśli brzmi współcześnie, to dlatego, że interesujemy się współczesną muzyką, a to stanowi odzwierciedlenie tegoż. To, co lubię w tym albumie, to to, że jest nastrojowy, kiedy dotrzesz już do końca, czyta się go jak książkę”.

Nie jak książkę, w którą wielu fanów Slayera chciałoby się zagłębiać, niestety, lecz fakt, że Hanneman to rozumiał, wiele mówi o jego charakterze. Kilka lat później zapytany o to, dlaczego „Diabolus…” odrzuciła duża część fanów Slayera, wzruszył ramionami i odparł przygnębiony: „Cóż, robimy co robimy w danym momencie. Czasem nasze albumy okazują się boskie, a czasami okazują się być lamerskie. Czasem ludziom po prostu nie podoba się to, co robimy”.

Zwróćcie uwagę, że mógł być dużo bardziej agresywny przy tej odpowiedzi – mógł mi po prostu powiedzieć, żebym się odpierdolił, tak jak zrobiłaby to większość muzyków. Ale to po prostu nie był Hanneman. To samo tyczy się najgorszej decyzji Slayera w historii, ich coveru ‘Born To Be Wild’ Steppenwolfa z 2006 roku. Hanneman wyśmiał to ciągłe robienie sobie jaj przez swoich kolegów, tłumacząc: „Zostaliśmy poproszeni o udział w pewnej kompilacji i nie mogliśmy wymyślić utworu. Czas uciekał, więc po prostu zrobiliśmy ten. Kiedy został wyemitowany w telewizji, dzwonili do mnie przyjaciele ze słowami: «O co, kurwa, chodzi z tym gównem?», a ja na to: «Zamknij się. To była decyzja last-minute. Nie miałem czasu, by to przemyśleć, ok?»”.

Członkowie Slayera nigdy nie byli bliskimi przyjaciółmi. Bardziej towarzyszami broni. A Hanneman nigdy się z tym nie krył. Kiedy nastolatkowe patrzyli na zdjęcia Metalliki z lat 80., wymiatającej w San Fransisco i siejącej metalowe spustoszenie, dla Slayera nie istniał taki wygodny, fantastyczny świat.

“Normalnie widzimy Dave’a [Lombardo] tylko na próbach”, powiedział Hanneman. „Woli spędzać czas ze swoją żoną, co jest zrozumiałe. Nie widzimy też za często Kerry’ego. Jedynie Tom i ja spotykamy się czasem towarzysko – i to dość rzadko.

Tak naprawdę podobnie jest w większości zespołów, ale niewiele z nich ma jaja, by to przyznać. Żadnych kłamstw, żadnego pierdolenia, tylko metal – tak właśnie żył Hanneman, koncentrujący się na swojej kreatywności w Slayerze. Pozostał pomysłowym autorem i innowatorem średniowiecza, śniącym o krwawej łaźni, którą Slayer zabrał ze sobą w trasę w 2004 roku i sfilmował na DVD „Still Reigning” [wiele mówi o luzackim charakterze Hannemana to, że stanął w złym miejscu i sztuczna krew zupełnie go ominęła].

youtu.be/RE5FgxSWQOM

Jeden z najbardziej brutalnych kawałków w jego karierze, totalnie rozwalający ‘Psychopathy Red’ z 2006 roku, napisany został, kiedy miał 44 lata. Ilu muzyków może powiedzieć coś takiego? Oczywiście Hanneman stał się dość zblazowany po prawie trzech dekadach spędzonych w trasie. Wy też byście byli. Brak snu, dolegliwości związane z trasą, rozentuzjazmowani fani – wszystko to razem wzięte wkurzało Jeffa.

Wspominał: „Są wieczory, gdy jesteś chory i ostatnie o czym myślisz, to wejście na scenę, ale kiedy wstajesz, czujesz energię dzięki dzieciakom i to się buja. Czujesz się świetnie. Później koncert się kończy, a ty umierasz i znów czujesz się chory. Raz jakiś koleś złapał za moją gitarę i zaczął mi śpiewać słowa prosto w twarz… więc go uderzyłem”.

youtu.be/cnzQQ53rQGI

Przede wszystkim Hanneman nienawidził podróżowania. Oddzielało go to od domu i jego małżeństwa z dziewczną ze szkoły średniej, Kathryn, które ostatecznie trwało o wiele dłużej niż te większości muzyków jeżdżących w trasy.

“To, czego osobiście w tym wszystkim nienawidzę, to podróżowanie”, powiedział. „Nienawidzę lotnisk, nienawidzę wchodzenia do vana i jechania gdzieś tam… Nienawidzę tego całego podróżowania. Kiedy już dotrę do punktu B – jest spoko. Ale nie znoszę samego dojazdu!”.

Jednak dla Hannemana muzyka Slayera była większa niż te wszystkie drobne skargi. Kiedy EMI India wycofało „World Painted Blood”, ponieważ grafika na okładce albumu była zbyt obrazoburcza, autentycznie miał to gdzieś.

„Biorę to za dobrą monetę, naprawdę”, zarechotał. „Kiedy to usłyszałem, pomyślałem tylko «Wygrałem!»”.

To człowiek śmiejący się w twarz trudnościom. Wielki szacunek. W wieku 49 lat Hanneman zmarł o trzydzieści lat za wcześnie i możemy go jedynie opłakiwać za to, jakim był – jednym z największych w metalu. Dobrzy tak szybko odchodzą, jak to mówią, ale w jego przypadku musimy w miejsce słowa „dobrzy” wstawić „najlepsi”. Spoczywaj w pokoju, Jeffie Hannemanie.

Źródło: metalhammer.teamrock.com/features/2015-05-02/jeff-hanneman-slayer-s-quiet-man

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *