Muszę wam przyznać już teraz, na początku, ze jestem wielkim fanem Dave’a Mustaine’a. Kiedyś, kiedy jeszcze na chleb mówiłem „bep”, a na muchy „tapty” (wiem, że brzmi głupio, ale to cytat z książki Sapkowskiego, niegłupiego człowieka wcale) był nawet moim idolem. Grać na gitarze zacząłem po to, aby nauczyć się solówki do ‚Holy Wars’. Nie to, żeby mi się udało, ale byłem nawet całkiem blisko. Mustaine wydawał mi się wtedy najlepszym gitarzystą świata, a Megadeth, naturalnie, najlepszym na globie zespołem. No, zakochany byłem po uszy, bo nie rozumiałem na przykład, dlaczego ludzie wylewają wiadra pomyj na „Risk”, a „Endgame”, najświeższe wtedy dzieło zespołu, przesłuchałem pewnie z tysiąc razy.

mustaine

Mustaine’a traktuję więc nieco jak taką ‚ex-girlfriend’. Kiedyś zachwycałbym się nawet krążkiem typu „The Best Of” wyśpiewanym przez Rudego acapella, a teraz? Tej nowej płyty z Adlerem na perkusji to nawet kijem nie tknę. Lamb Of God oczywiście nie lubię, ale sama osoba nowego perkusisty nie ma tu nic do rzeczy – miejsce Drovera mógłby zająć równie dobrze Artur Rojek. To jedynie, najzwyczajniej w świecie, muzyk sesyjny i nie ma tam nic do gadania. A jako, że Rudy należy do ludzi, którzy i z automatem perkusyjnym potrafią się pokłócić, to pewnie bytnością w Megadeth, Adler zbyt długo pochwalić się mógł nie będzie.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Mustaine to wypalony artysta. Że uciekł z niego ten gniew, ta zazdrość, która powodowała, że chciał być szybszy, lepszy, że chciał sprzedać więcej płyt od Metalliki. Rudowłosy gitarzysta chyba pogodził się wreszcie z tym, że to Kirk Hammett, a nie on, staje u boku Hetfielda i Ulricha na scenie. Ale chłopaki z Metalliki powinni swojemu druhowi pomóc. Jak? Otóż powinni go wkurwić. W jakikolwiek sposób to zrobią, będzie dobrze. Wystarczyłoby nagranie nowej płyty. Chodzi o to, aby Mustaine znów znalazł się na wojennej ścieżce – tylko wtedy ma siłę i motywację do pisania dobrych krążków.

Z najnowszej historii – Metallica w 2008r. wydaje „Death Magnetic”. Rok później Mustaine przyzwoite „Endgame”. Przecież to człowiek inteligentny. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że te albumy będą ze sobą porównywane, dlatego spiął się i koniecznie chciał nagrać coś lepszego niż Urlich i spółka. Udało mu się – mimo że to przeciętna płyta, nie da się ukryć, że lepsza od „Death Magnetic”.

Cofnijmy się kilka lat wstecz. W roku 2004 Mustaine jest w konflikcie z Metalliką. W „Some Kind Of Monster” wyszedł na idiotę (przynajmniej według niego samego), co niewątpliwie bardzo go zdenerwowało i natrętne myśli, aby pokiereszować twarz temu małemu Duńczykowi znów powróciły. No i co dzieje się później? Mustaine wydaje „The System Has Failed” – najlepszą płytę od 1992r i premiery „Countdown To Extincition”. Oczywiście, złożyło się tam na to wtedy również kilka innych czynników – powrót po kontuzji, trzeźwość, wiara w Boga i tak dalej – ale trudno oprzeć się wrażeniu, że motorem napędowym podczas pracy nad tą płytą były raczej negatywne emocje. Złość, gniew, frustracja.

www.youtube.com/watch?v=9JfytBsBELY

Ja tego w dzisiejszym Mustaine nie widzę. Widać, że facet nabrał nieco dystansu – kilka, a na pewno kilkanaście lat temu, nie powiedziałby, że w wolnym czasie lubi grać kawałki Metalliki. Nie przeszłoby mu to przez gardło, nie byłby w stanie sobie z tego żartować. Teraz? Proszę bardzo.

Tak więc dopóki Mustaine nie pokłóci się znów z chłopakami z Metalliki, dopóki nie wkurwią go oni porządnie lub nie zmotywują w jakikolwiek sposób, nie ma co liczyć na dobry materiał od Megadeth. Dlatego tutaj, z tego miejsca, proszę: Panie Ulrich, jeśli Pan to czytasz, błagam, nazwij Mustaine’a idiotą. Publicznie. Dla jego dobra.

Paweł Drabarek

2 Komentarze Felieton: Dlaczego nie czekam na nową płytę Megadeth?

  1. Cort

    Sporo w tym racji, ale że „kijem nie tknę” to chyba przesada. Choćby Mustaine wydał najgorszy album w historii Megadeth, dla mnie on zasługuje na szacunek jak mało który muzyk. Wyleciał z obiecującego zespołu, w którym miał wkład niewielki. Po wyrzuceniu wydawałoby się, ze koniec z nim. Tymczasem stworzył legendę i zapisał się w krótkiej historii metalu jako jeden z filarów gatunku. Ponadto jego głos przy pierwszym kontakcie nie budzi szacunku, a dziś jednym z najbardziej znanych wokalistów w metalu. To on pokazuje, ze nie ma rzeczy niemożliwych. A co do spadku formy, każdy zespół miał swoje 5 minut. To samo jest z Metalliką, która jedzie na osiągnięciach do 1992r.
    Reasumując nie skreślajmy MegaDave’a

    Reply
  2. Cronos

    Tak się składa, że The System Has Failed nie był wpisany pod wpływem wkurzenia spowodowanego wywiadem Some Kind Of Monster, wywiad ten a zarazem chwilowe wkurzenie Mustaine’a pojawiły się troszkę później po wydaniu Systemu. Myślę, że ta dobra płyta, to głownie zasługa przerwy, zmiany składu, kłotnia z Ellefsonem itd. troszke tego było, ale daj spokój z tym wywiadem który pojawił się później.

    Reply

Odpowiedz na „CortAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *