Kiedy Depeche Mode zatytułowali swój album z 1990 roku “Violator”, miało to zostać odebrane ironicznie. Rok wcześniej słychać było o ugrzecznionych utapirowanych chłopcach jak Bon Jovi, Bad English i Poison zdobywających swoimi przesłodzonymi balladami jedynki na listach przebojów, a odziana w skórę synth-popowa grupa „miała już dość”, co było zrozumiałe. Dlatego postanowili zemścić się na okładce swojego albumu. „Chcieliśmy wymyślić jak najbardziej ekstremalny, niedorzeczny heavy-metalowy tytuł, jaki tylko się dało”, powiedział magazynowi NME naczelny tekściarz zespołu, Martin Gore. „Będę zaskoczony, jeśli ludzie zrozumieją ten żart”. Jego sceptycyzm był uzasadniony.

dm2

Po 25 latach od czasu, gdy Depeche Mode oficjalnie stali się zjawiskiem mającym na koncie serię singli z „Violatora” jak ‘Personal Jesus’, ‘Enjoy the Silence’ i ‘Policy of Truth’, kapela zainspirowała dziwny, zaskakujący kult wśród headbangerów i hard rockowców. Marilyn Manson, Rammstein, Converge, a nawet sam Pan Ballada, Sammy Hagar, zajęli się coverowaniem Depeche Mode – a większość utworów zaczerpnęli z „Violatora”. Ich miłość do zespołu jest nieudawana. Wokalista Chino Moreno, który w alternatywno-metalowym Deftones oscyluje między zdzierającymi gardło krzykami, a przyśpiewkami w stylu Dave’a Gahana, ma wytatuowany na bicepsie kwiat z okładki „Violatora”.

Jednak z perspektywy czasu wpływ Depeche Mode na najbardziej ekstremalne gatunki muzyki ma pewien sens. Kiedy w 1980 roku grupa powstała w Basildon, ok. 50 km na wschód od Londynu, grała lekkie nowofalowe popowe kawałki jak ‘Just Can’t Get Enough’ i ‘Dreaming of Me’ z partiami klawiszowymi, które Alan Wilder jednak później upodobnił do bluesowych i heavymetalowych riffów. Kiedy tamtego roku jeden z założycieli i pierwotnie naczelny tekściarz zespołu Vince Clarke odszedł, by stworzyć Yazoo, Gore przejął obowiązek pisania tekstów i wniósł do grupy mroczniejszy klimat. „Muzycy rockowi twierdzą, że nie da się wyrazić siebie przez syntezator”, powiedział magazynowi Sounds w 1981 roku. „«Bezduszny» to określenie, które mają na myśli. Ale o co chodzi w gitarowym łomocie? Zresztą i tak każdy riff heavymetalowy brzmi tak samo”. Udowodnił swoim krytykantom, że się mylili.

W ciągu kolejnych kilku lat Depeche Mode stał się na popowych listach przebojów siłą, z którą należało się liczyć, a w 1984 roku ostatecznie uderzyli w Stanach swoim ponaglającym apelem o pokój „People Are People”. Jednak w Wielkiej Brytanii wydawali jeden przebój za drugim, a wiele z nich poruszało kontrowersyjne tematy, włącznie z przetrwaniem najlepiej przystosowanych jednostek (‘Everything Counts’), BDSM (‘Master and Servant’) oraz wyłamywaniem się z myślenia stadnego (‘Stripped’). Mniej hitowe kawałki jak np. ‘Fly on the Windscreen – Final”, zaczynający się bardzo metalowym wersem „Death is everywheeerrre!”, czyli “Śmierć jest wszędzie”, poruszają kwestię nieuchronnej śmiertelności.

Jednak ich najbardziej mrocznym utworem jest singiel z 1984 roku ‘Blasphemous Rumours’, który w zwrotkach porusza kwestię samobójstw nastolatków i śmierci zaakcentowaną w refrenie „I don’t want to start any blasphemous rumours/But I think that God’s got a sick sense of humour/And when I die I expect to find Him laughing” (“Nie chcę rozsiewać żadnych bluźnierczych plotek/Ale myślę, że Bóg ma chore poczucie humoru/ I gdy umrę zapewne będzie się śmiał”). Podejście to wyprzedza „God Hates Us All” Slayera o prawie dwadzieścia lat, a utwór cechował się przenikliwością zarezerwowaną wówczas dla zespołów metalowych. BBC podobno zapowiedziało wytwórni zespołu, że ten nie może grać wszystkich singli (mimo że kawałek wspiął się na szesnaste miejsce na liście przebojów w Wielkiej Brytanii). Ponadto utwór wzbudził duże zażenowanie w rodzinnym mieście kapeli. „Skoro można powiedzieć, że Bóg tak umiłował świat, że zesłał na niego Swojego jedynego syna, jeśli to zrobił, to nie może mieć chorego poczucia humoru”, skonstatował swego czasu w prasie ksiądz z Basildon, według książki „Depeche Mode: Some Great Reward” z 1994 roku. Wyglądało na to, że rozpętujący burzę etos grupy zagrażał mainstreamowemu podejściu i za grosz się w świecie nie liczył.

youtu.be/AZRGPg5laDU

Niemniej, podczas gdy headbangerzy śpiewali w kółko o tym samym i wypełniali średniej wielkości kluby spoconymi wojownikami pogo, Depeche Mode upakowywali areny i stadiony wrzeszczącymi nastoletnimi dziewczynami śpiewającymi ich hity (nawet ‘Blasphemous Rumours’). Co więcej, według doniesień, po wydaniu przez Depeche Mode płyty „Violator”, na podpisywaniu albumów w Los Angeles pojawiło się 20 tysięcy miłośników zespołu, z czego wielu z nich czekało na to kilka dni, a ryk fanów uchwycony na albumie koncertowym i wideo „101” w 1989 wciąż odbija się echem w pobliżu Rose Bowl w Pasadenie.

Ich wpływ bardzo mocno się rozszerzał w okresie poprzedzającym wydanie “Violatora” i to mniej więcej w tym czasie zagościł on w psychice zespołów hard-rockowych i metalowych. Pierwszym godnym uwagi hard rockowcem śpiewającym peany na ich cześć był Axl Rose, który w 1989 roku podobno próbował wkupić się w łaski członków zespołu recytując przed nimi ich tekst do ich delikatnej, optymistycznej ballady o miłości „Somebody” na hollywoodzkiej premierze „101”. Później tego samego wieczoru przywiózł ich do klubu metalowego Cathouse w Los Angeles, ale wkrótce ich przyjaźń się skończyła. Po imprezie wokalista Guns N’ Roses ponoć pojawił się na grillu w Beverly Hills, na którym rzekomo zastrzelił świnię. Depeche Mode wydali później oświadczenie w brytyjskiej prasie, że jako wegetarianie byli „zbulwersowani” jego zachowaniem i nie chcieli mieć z nim nic wspólnego.

Mniej więcej też w tym czasie ludzie, którzy mieli zdefiniować metal na następne kilkadziesiąt lat, stali się fanami synth-popowej grupy. Marylin Manson z rozrzewnieniem wspomina spotkanie z Depeche Mode w Los Angeles na ich trasie World Violation Tour, a Moreno z Deftones mówi z dumą, że to był pierwszy koncert, na jakim kiedykolwiek był. „Przedzierałem się do przodu, żeby stać przy barierkach”, opowiada Rolling Stone. „Mam wrażenie, że to właśnie to obudziło we mnie chęć tworzenia muzyki, samo zobaczenie tej energii. To było po prostu coś zupełnie innego, jedno z moich najprzyjemniejszych i najwspanialszych wspomnień z okresu dojrzewania”.

“Wokal Dave’a Gahana zawsze mnie przyciągał”, mówi Burton Bell, który industrialno-metalowemu growlowi dodaje pikanterii gardłowym, Depeche’owym śpiewaniem jako frontman Fear Factory, a ponadto identyfikuje się jako fan zespołu jeszcze sprzed czasu „Violatora”. „Nie miał «płaczliwego» głosu, który był wówczas popularny w tym gatunku muzyki. Ma głos wybrzmiewający z głębokimi emocjami i zaangażowaniem. Nie chodzi tak naprawdę o to, co śpiewał, ale bardziej o to, jak to śpiewał, a to właśnie dzięki temu stałem się ich fanem”.

“Oni zdecydowanie wyróżniali się wśród wszystkich zespołów z tamtego czasu i to właśnie mnie do nich przyciągnęło”, oświadczył Ville Valo, frontman ponurej „love-metalowej” formacji HIM, który niegdyś nagrał cover „Enjoy the Silence”. „Unikalność Depeche Mode przypominała tę cechującą Black Sabbath. Dali nam nadzieję, że nie musisz robić dokładnie tego, co robią inni. Wynaleźli koło na nowo”.

youtu.be/uY3pgGaEeNU

Tak jak w przypadku zespołów o podobnym klimacie – the Cure i New Order, atrakcyjność Depeche Mode z połowy lat 80. dla przyszłych metalowych liderów tkwiła w niemalże chorobliwym, prozaicznym gotyckim obrazoburstwie. To, co ich jednak oddzielało od ich kolegów to – poza oszczędnym użyciem gitary – ozdobna sieć kontrapunktów syntezatora i dzwoniące rytmy, które zdefiniowały ich albumy począwszy od „Some Great Reward” z 1984 roku (i ich hit ‘People Are People’) w górę. To brzmienie, które wciąż inspiruje wiele kapel industrialnych, zwłaszcza Nine Inch Nails i Ministry (choć ci drudzy, choć rozpoczęli od brzmienia takiego jak Depeche Mode, później się ich wyrzekli). Na albumach takich jak „Black Celebration” z 1986 roku, „Music for the Masses” z kolejnego, oraz na ich arcydziele „Violator”, brzmienie to stawało się coraz bardziej naładowane seksualną energią i wprowadzało w trans.

“Nie wiem, co przyciąga inne zespoły, ale jak dla mnie chodzi tu o muzykę, której słuchasz ze względu na jej seksualny charakter”, twierdzi Marylin Manson, który nagrał cover ‘Personal Jesus’ w 2004 roku. „To jest właśnie to, co mnie zainspirowało. To i ten hipnozujący klimat”. Wokalista, który przywołuje wspomnienie, kiedy uprawiał “seks oralny z różańcem na kutasie”, jako inspirację dla okładki, wciąż gra ‘Personal Jesus’ z podejściem „baptystycznego kaznodziei” (Warto wspomnieć, że Gore zaczerpnął inspirację do tego kawałka nie od Jezusa Chrystusa, ale z niemalże religijnego uwielbienia Priscilli Presley dla swojego niegdysiejszego męża Elvisa widocznego w książce „Elvis & Me”).

youtu.be/Rl6fyhZ0G5E

Kolejnym artystą, który coverował ‘Personal Jesus’, choć z innego powodu, jest ex-krzykacz Van Halena, Sammy Hagar, który umieścił swoją bluesową, hard-rockową interpretację utworu na solowej kompilacji coverów z 2013 roku „Sammy Hagar & Friends”. „Wielu ludzi nie jest w stanie uwierzyć, że jestem ich fanem”, zwierza się. „Mój najstarszy syn, Aaron, właściwie naprowadził mnie na zespół, kiedy był jeszcze mały, ale dopiero gdy usłyszałem ‘Personal Jesus’, stałem się ich fanem. Uderzyło mnie, jak świetnie brzmiał tak ciężki bluesowy groove w elektronicznej kapeli. Ten riff zawsze robi na mnie wrażenie”.

youtu.be/p9XV9IGVgYU

Poza klimatem muzyki tworzonej przez Depeche Mode, ich urok według artystów grających nowoczesną ciężką muzykę ma również swoje źródło w ciętych, mrocznych, często osobistych tekstach Gore’a. W pierwszych dwóch dekadach metalu kapele odnoszące największe sukcesy w dużej mierze urzeczywistniały swoje fantazje w tekstach, ale na początku lat dziewięćdziesiątych – kiedy to zespoły grunge’owe inspirowane punkiem i hardcore’em zagroziły przyszłości nadętych pop-metalowych formacji utworami o (ech!) swoich emocjach – gros ostrzejszych zespołów również zaczęło śpiewać o prawdziwym życiu.

“Albumy Depeche Mode mają nieco osobisty wydźwięk i są niesamowicie mocne”, stwierdza frontman Converge, Jacob Bannon, którego teatralna hardcore-metalowa crossoverowa formacja niegdyś coverowała utwór nawiązujący do twórczości Pink Floyd, ‘Clean’ z płyty „Violator”. „Szczególnie na „Violatorze”, może to ta estetyka, charakter, ta obecna w nim walka między ludzkim mrokiem a pokusą, myślę, że te rzeczy po prostu dotyczą wielu artystów grających ciężką muzykę. Poruszane tematy właściwie niczym się nie różnią”.

youtu.be/tStq4CE_TXA

Oprócz tego według Bannona motywem dla utworu była chęć stworzenia “całkowicie ciężkiej” wersji ‘Clean’. „Opowiada on o kimś, kto próbuje stać się emocjonalnie, fizycznie i duchowo czysty”, mówi. „A przynajmniej taka jest interpretacja i opowieść, którą chciałem eksplorować w tym utworze”.

“Muzyka ich autorstwa, którą najbardziej lubię, jest nieco niepokojąca”, zwierza się Moreno. „Dotyka mroczniejszych tematów i porusza wiele rzeczy związanych z miłością i związkami, ale nie jest to muzyka wesoła”. Wraz z Deftones Moreno coverował ‘To Have and to Hold’ z „Music for the Masses” oraz ‘Sweetest Perfection’ z „Violatora”. W 2013 roku zaśpiewał też ‘Behind the Wheel’ z “Music for the Masses” z math-metalową formacją Dillinger Escape Plan. “Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, o czym śpiewają, nigdy nie są zbyt otwarci jeśli o to chodzi”, twierdzi wokalista Deftones. „Kiedy ich słuchasz, ogarnia cię nastrój muzyki i łączysz to z czymkolwiek, co aktualnie dzieje się w twoim życiu”.

youtu.be/51xD56KMzm4

Moreno wspomina próbę nagrania z Deftones swojej wersji “Fly on the Windscreen” z ‘Black Celebration” podczas tworzenia ich debiutanckiego albumu z 1995 roku, „Adrenaline”, jednak nigdy jej nie ukończyli ani nie opublikowali. „To było nasze pierwsze podejście, by zrobić coś nietypowego dla ciężko grającego zespołu”, opowiada. „Teraz jesteśmy znani z brania się za covery, które nie są zbyt charakterystyczne dla kapeli hard rockowej”.

Wokalista nadal wspomina swoje zdziwienie, kiedy jego koledzy z zespołu byli otwarci na zrobienie czegoś spoza ciężkiego repertuaru, mówiąc, że gitarzysta Deftones Stephen Carpenter nigdy nie słyszał o zespole, zanim poznał Moreno. To samo tyczy się wokalistki Cristiny Scabbii i jej kolegów z gotycko-metalowego projektu Lacuna Coil, który wylansował w U.K. swój cover ‘Enjoy the Silence’ – najbardziej przegadany utwór wysławiający walory ciszy od czasów ‘Sounds of Silence’ Simona i Garfunkela. „Marco [Biazzi], nasz basista, który zaaranżował muzykę do tego kawałka, nie był ich wielkim fanem. Szanuje ich, ale nie był ich fanem. Mimo to alchemia zadziałała idealnie”.

youtu.be/Lx58hXh4pVA

“Przy niektórych utworach odczuwasz coś wyjątkowego”, kontynuuje tłumacząc, dlaczego wybrała ‘Enjoy the Silence’. „Depeche Mode pisze utwory nutami, które trafiają cię prosto w serce. Czasami są melancholijni. Nie wiem, czy jest to część natury ludzkiej, by lubić trochę pocierpieć, ale ja to tak odczuwam, kiedy słucham tej muzyki, ponieważ uwielbiam słuchać każdego utworu bardzo dogłębnie”.

“’Enjoy the Silence’ jest jednym z numerów, które brzmią tak przytłaczająco, że twoje serce ma ochotę wybuchnąć, gdy go usłyszysz”, mówi Valo z HIM, który zrobił ten cover po części po to, „by zainteresować dziewczyny” swoją kapelą. „Ma bardzo proste melodie oraz tekst”.

Kolejnym artystą, który wspomina, jak początkowo napotkał opór przed coverowaniem Depeche Mode, jest gitarzysta Rammsteina, Richard Kruspe. Synth-popową grupę odkrył, gdy dorastał w byłym NRD, gdzie trudno było znaleźć płyty swoich ulubionych zespołów. Niemniej został ich fanem po obejrzeniu w telewizji „People Are People” i w 1998 roku przekonał swoją industrialowo metalową grupę, by wziąć na warsztat ‘Stripped’ z „Black Celebration”. „Nawet zapłaciłem im pieniądze, by to zrobili”, żartuje.

Ale nawet gdy przekonał resztę Rammsteina, musiał pójść na ustępstwa, jeśli chodzi o samo nagranie utworu. „Pamiętam, jak w studiu Till [Lindemann] próbował zaśpiewać «Stripped down to the bone» i przez wiele godzin nie mógł wyzbyć się tego ciężkiego niemieckiego akcentu”, wspomina Kruspe. „Więc zrezygnowaliśmy z partii «down to the bone»”.

youtu.be/M4SmZkmLRjQ

Ze swojej strony Lindemann twierdzi, że przynajmniej przekonał się do Depeche Mode. „Nie mają u siebie gitar i kiedy grasz metal, chcesz słyszeć gitarę, więc to wymagało coveru. Jednak Depeche Mode jest najlepszą kapelą bez gitar, w której to mimo wszystko działa”.

To, że brzmienie Depeche Mode jest tak delikatne i elastyczne sprawiło też, że teatralna kapela heavy metalowa Ghost zrobiła podejście do łagodnego ‘Waiting for the Night’ z „Violatora” na EPce z coverami z 2013 roku „If You Have Ghost” z gościnnym udziałem Dave’a Grohla na gitarze rytmicznej. „Ten utwór to duże pole do eksploracji, ponieważ jest bardzo ambientowy i zbudowany z niewielu dźwięków”, mówi tzw. Nameless Ghoul. „Kiedy weszliśmy do studia z Dave’em Grohlem, igraliśmy nieco z pomysłem, by zmulić ten utwór do naprawdę doom metalowego brzmienia, i wydaje mi się, że poszło nam całkiem nieźle. Oryginał ma jednak ten unikalny, nocny feeling pod tytułem «posłuchaj tego w łóżku po ciemku zanim pójdziesz spać», którego nie udało nam się osiągnąć. To bardzo piękny utwór”.

youtu.be/gzVZKhJoYa0

Muzyka Depeche Mode nie jest związana z żadnym konkretnym okresem czy trendem”, stwierdza Valo. „Na tym polega magia tego zespołu – są w stanie dotrzeć do wyjątkowego świata i egzystencji. Kiedykolwiek możesz otworzyć drzwi słuchając muzyki, ta wciąga cię i często odchodzisz od tej codziennej monotonnej, szarej egzystencji, i w tym właśnie tkwi piękno Depeche Mode”.

Mimo podziwu, jakim Depeche Mode darzą fani hard rocka i metalu, Martin Gore ma ambiwalentne odczucia w stosunku do atrakcyjności ich muzyki dla gatunku, który zdaje się tak diametralnie różnić od tego, który reprezentuje jego formacja. Wcześniej w tym roku wokalista powiedział Rolling Stone, że jest zadziwiony ogólną liczbą próśb, jaką otrzymuje od artystów, którzy chcą coverować ich utwory. „Większość z nich, muszę przyznać, nie za bardzo mi się podoba. Jednak zazwyczaj się na nie zgadzam, ponieważ to są moi fani. Nikt nie zechciałby coverować czegoś, jeśli tak naprawdę nie byłby fanem. Sądzę, że powiedzenie komuś «Nie, nie możesz tego opublikować, bo mi się to nie podoba», byłoby trochę nie fair, więc zawsze wyrażam zgodę”.

“Kapele metalowe i Susan Boyle”, zaśmiał się Gore. „Kiedy zadają nam pytanie, kogo zainspirowaliśmy, najbardziej dumny jestem z tego, że najwyraźniej mieliśmy ogólny wpływ na rzeszę ludzi reprezentujących różne gatunki muzyki”.

Źródło: Rolling Stone

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *