Podczas swoich pierwszych występów Zeal & Ardor (których nowy album Stranger Fruit ukaże się 8 czerwca) oferowali fanom możliwość „oznakowania się” poprzez wypalenie sobie na ciele logo zespołu przy pomocy żarzącej się stali, podobnie jak niegdyś czyniono z niewolnikami i bydłem.

Powyżej: ostatni z singli – po  „Waste” i „Gravedigger’s Chant” – udostępnionych przed nadchodzącą premierą 3. płyty

Jak przyznał mainman grupy, Manuel Gagneux, kluby nie były „zachwycone” tą praktyką. Samą procedurę opisał zaś tak:

To naprawdę gorące żelazo, więc jest dość sterylne. Ale dezynfekowaliśmy je zaraz po. To odbywało się raczej poza obiektami.

Wypalania dokonywał artysta [Luca Piazzalonga], który wykuł całą tę rzecz. Jest też naszym człowiekiem od merchu, tak więc mógł namawiać do tego ludzi. Boże, to aż się prosi o pozew.

Z możliwości tej skorzystało w sumie 8 osób. Zespół zrezygnował już jednak z tej praktyki:

Idea była taka, że nikt tego nigdy nie zrobi. Bo o to w tym chodziło: nie chcesz być oznakowany. Jeśli chcesz, to jesteś zwyczajnym idiotą, który podąża za innymi, nie myślisz za siebie. Jeśli oni chcieli podkreślić moje stwierdzenie, to w porządku. Ale 8 ludzi wystarczy. Jeśli ludzie nie rozumieją tej symboliki, lepiej ich nie zachęcać.

A jaka jest ta symbolika? Gagneux wyjaśnia:

[Nasz artysta] Dodał „z” i „a” do symbolu stworzonego we Włoszech w [magicznej księdze] Grimorium Verum kilka wieków temu. Żelazo do znakowania służy natomiast do znakowania ludzi. Również okładek albumów, jako że większość ludzi stroniła od bólu i pewnej trwałości bycia oznakowanym na koncercie.

zeal ardor hot iron brand logo

zeal ardor logo

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *