Extinkt to dość ciekawy twór, zważywszy na fakt, że każdy z członków grupy gra/grał w Terrordome. Mamy tutaj więc Uappę (który w TRDM łupie od początku aż po dzień dzisiejszy), Toma (ex-Terrordome, a oprócz tego cały czas w równie dobrym Fortress) i Dziada (który zagrał kilka koncertów z Terrorami na zastępstwo, a na stałe grzeje stołek w Psychopath). Jeszcze zabawniejszy jest tak, że side-project formacji będącej najsilniejszą kapelą crossoverową w tym kraju gra….crossover. Pierwsze pomysły założenia kapeli tego typu i pierwsze numery pojawiły się na długo przed „Machete Justice”. Jakieś cztery lata wstecz. Całe szczęście, że doszło to do skutku, bo naprawdę jest czego posłuchać.

Extinkt

I tutaj pojawia się pierwsze, potężne i pozytywne zaskoczenie. Extinkt w niczym nie przypomina Terrordome. Na pierwszy rzut ucha główną inspiracją tutaj jest Carnivore (którego zresztą cover się pojawia). Echa twórczości Petera Steela pojawiają się w każdym numerze, zresztą sam postnuklearny wizerunek zespołu również może przywodzić na myśl nowojorskiego mięsożercę. Tu i uwdzie przewinie się Wehrmacht, tam S.O.D. da coś od siebie. Wyraźne inspiracje sceną punkową- Doom, Discharge czy inne kapele z Wysp Brytyjskich, które nie bały się grać z pełną mocą. A w takim „Besetting Affliction’ można usłyszeć i stary hardcore. Ładnie? No pewnie, że ładnie.

Dużym plusem jest tutaj brzmienie, znacznie brudniejsze i bardziej chamskie niż na Machete Justice. Same kompozycje zresztą też są bardziej prymitywne- co jest tutaj ogromnym komplementem. Rozłożenie wokali wychodzi super. Całość nasiąknięta jest jakąś pierwotną agresją.   Pojawiające się tu i ówdzie sample jeszcze potęgują klimat świata zniszczonego wojną atomową.

Szczerze? Tak jak zawsze byłem wielkim fanem Terrordome i każde kolejne wydawnictwo szalonych krakusów wgniatało mnie w ziemię, tak tu nie wiem czy Extinkt nie podoba mi się bardziej. Nie jest tak szybkie i brutalne, jak macierzysta formacja Uappy, ale jest dużo bardziej prymitywne i świetnie, konsekwentnie jest realizowany tutaj koncept post-apo. Dla fanów Carnivore pozycja obowiązkowa. Peter Steele przewraca się teraz pewnie w grobie. Z dumy. Słuchać, bo naprawdę warto.

 

9/10

1 Comment Extinkt- „Postnuclear Trip To Nowhere”: Recenzja

  1. Janek

    Szanowny Recenzencie!

    Skuszony Twoją recenzją postanowiłem posłuchać wydawnictwa grupy Extinkt, bo uważam się za oddanego fana wszelkiej twórczości śp. Piotra R. Uznałem, że skoro ktoś w tak przekonujący sposób recenzuje płytę i do tego próbuje umiejscowić ją koło Carnivore – grzechem zaniedbania byłoby nie zmierzyć się z taką propozycją…

    Nie będę szczegółowo opisywał tego, co usłyszałem po kilkukrotnym przesłuchaniu „Postnuclear Trip To Nowhere”. Jestem pewien dwóch rzeczy:
    – to całkiem przyjemne granie, które koreluje z większością grup wymienionych przez Ciebie w recenzji,
    – „Postnuclear Trip To Nowhere” z Carnivore ma wspólną stylistykę okładki, wymowę tytułu i cover. I NIC WIĘCEJ. NIC!!!

    Nie żałuję czasu spędzonego na słuchaniu tej płyty, ale prawdę mówiąc: gdyby nie Twoja opinia o podobieństwie do Carnivore – nigdy nie bym się za to nie wziął.

    Extinkt nie jest zły. Extinkt jest całkiem do rzeczy – ale Extinkt jest daleko za Carnivore. Bardzo daleko…
    Na szczęście: „nie to jest ładne, co jest ładne – ale co się komu podoba”.

    Pozdrawiam i życzę ciekawych recenzji – Jahoo

    Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *