W środę 8 października w ramach swojej trasy po Rosji i krajach Europy Wschodniej zawitał do Warszawy zespół Enter Shikari. Przyznam, że widziałem ten zespół na żywo po raz pierwszy, a jego twórczość znam tylko z grubsza. Bardziej przemawiają do mnie starsze klimaty lat 80. i nie jestem zbytnim fanem elektorniki, jednak po zasięgnięciu opinii redakcyjnych kolegów postanowiłem zaryzykować i przejść się na koncert. Powiem tyle – byłem w lekkim szoku…

Enter Shikari: Relacja z koncertu w Progresji [08.10.2014]Koncert zaczął się z około pół godzinnym opóźnieniem, jednak tłum spokojnie czekał. Przyznam, że przekrój gości był dosyć ciekawy – od hipsterów, przez osoby wyglądające jak fani rapu, po fanów elektro, emo oraz metalu. Tak zróżnicowanej publiki nie widziałem na żadnym koncercie. Pokrywa się to jednak z muzyką zespołu, która czerpie z przeróżnych gatunków – muzyki elektronicznej, hardcore’u, industrialu oraz alternatywnego metalu. Jak się okazało jest to mieszanka wybuchowa.

Zespół zaczął od mocnego uderzenia w postaci Solidarity. To co zaskoczyło mnie już na wstępie, to doskonały kontakt zespołu z publiką. Wokalista od razu rzucił się w tłum i przybijał wszystkim piątki. Nie zważał na nic – szalał bez opamiętania. W miarę upływu koncertu robił się coraz bardziej towarzyski, wszędzie było go pełno – biegał po całym klubie, nie ograniczając swojego występu do sceny. Zresztą widać było, że wszyscy członkowie zespołu są w swoim żywiole i uwielbiają koncertować. Są naprawdę niesamowici – utrzymując ciągły kontakt z fanami są pełni pozytywnej energii, scenicznej mocny i drapieżności. Takiego czegoś nie widziałem na żadnym koncercie. Gdy doszło do momentu, kiedy zaczęli rzucać głośnikami i sprzętem, byłem po prostu zachwycony. Niesamowity, pierwotny klimat – takiego koncertu brakowało mi od lat!

 Klub Progresja po raz kolejny udowodnił, że zmiana adresu wyszła mu na dobre. Duża przestrzeń i bardzo dobra akustyka sprawiają, że wyrasta nam nowa, doskonała scena dla mocniejszych zespołów. Co do setu, Panowie skupili się głównie na swoich najlepszych utworach – nie zabrakło hipnotycznego Destabilise oraz Radiate, porywającego do skakania Gandhi Mate, Gandhi, mocnego Sssnakepit, klimatycznego Sorry, You’re Not a Winner, czy hitów w stylu Juggernauts oraz Mothership. Koncert zamknął niesamowity kawałek Zzzonked. W trakcie jego wykonania autentycznie cały klub tańczył, gitarzysta rzucił się w tłum i grał, noszony przez falę publiki, a reszta zespołu wpadła jakby w sceniczną furię.

www.youtube.com/watch?v=hMF2IlaDOSA

Można nie być fanem twórczości Enter Shikari z powodu ich zbytniego zamiłowania do muzyki elektronicznej oraz hip-hopowych wstawek, jednak to co ich wyróżnia to występy na żywo. Mnie dosłownie powalili i na pewno jeśli zagrają następny raz, to nie zabraknie mnie na ich koncercie. Jeżeli jesteście ciekawi opinii osoby dokładniej znającej twórczość Enter Shikari – sprawdźcie relację mojego redakcyjnego kolegi Piotrka, który był ze mną na tym koncercie:

Fani Enter Shikari dyskutują nad tym, która płyta brytyjskiego kwartetu jest najlepsza. Ich przeciwnicy wskazują natomiast czynniki, dla których nie warto interesować się ES. Obie wspomniane grupy zapraszam na koncert Rou i jego kolegów, ponieważ to właśnie w wersji live zespół pokazuje się w pełnej krasie. Nieważne, czy mamy do czynienia z kawałkiem ‚Sorry, You’re Not a Winner’  z debiutu czy ‚Anaesthetist’ zapowiadającym następne wydawnictwo. Nie jest także istotne czy głównym motywem kawałka jest mocny riff czy elektronika. Enter Shikari używa różnych środków prowadzących do jednego – dobrej zabawy. Wyśmienity nastrój artystów natomiast bardzo szybko udziela się zgromadzonym słuchaczom. Czego można chcieć więcej na koncercie, niż dobrej zabawy właśnie? Zwrócić uwagę należy również na to, o czym pisał Robert – bardzo różnorodną publiczność ES. Muzyka powinna łączyć, a nie dzielić, nieprawdaż? Przypominam o tym również ze względu na ostatnie zawirowania związane z koncertami Behemotha w naszym kraju.

Autorzy: Robert Sierpiński oraz Piotr Wasilewski

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *