Vane

Fot. Karol Makurat – Tarakum Photography

Kiedy dowiadujesz się, że muzycy znani z takich bandów jak Acid Drinkers, Percival Schuttenbach, Witchking, Killsorrow, Corruption, Saratan czy Razortype (wcześniej Skyanger) stają w jednym szeregu i chcą zapewnić nam muzyczne uniesienia swoją nową formacją, to bierzesz głęboki oddech i liczysz na coś naprawdę dobrego.

Wzięliśmy na przepytki Roberta Zembrzyckiego (ex: Acid Drinkers, Corruption, Saratan) – inicjatora powstania zespołu „VANE„.

Pogadaliśmy o tym, czy muza sama się obroni, czy w Polsce jest sens zakładać kapelę, opowiedział nam o swoich planach i kierunku działania zespołu Vane.

Mamy prawie dwa miesiące od premiery Waszej ep. „The Prologue”. Jak ludzie na Was zareagowali? Dobrze? Niedobrze? Spodziewaliście się takiej reakcji czy liczyliście na co innego?

Szałowych reakcji takich jak np. na The Beatles, nikt nie uświadczy dzisiaj. Zmieniły się czasy i realia rynku. Nowe, ciekawe i przede wszystkim jakościowo dobre wydawnictwa wychodzą co kilka dni tak naprawdę. Jest bardzo wiele nowych zespołów, grających na bardzo wysokim poziomie. Dodatkowo powstało wiele różnych podgatunków muzyki, klimatów niszowych. Każdy ma szanse znaleźć to co mu idealnie pasuje. Dlatego nie ma już czegoś takiego, że się wszystkim będziemy podobać lub nie. Nasza twórczość została bardzo ciepło przyjęta. Na YT i na streamingach cały czas zwiększa się liczba wyświetleń/odsłuchań. Czy jesteśmy zadowoleni? Chyba tak. Nie wiem, nie rozmawiałem o tym z chłopakami. Zamiast siedzieć i patrzeć na to co osiągnęliśmy, intensywnie pracujemy nad całą płytą. Bardziej w tej chwili na tym jesteśmy skupieni niż na dalszej promocji tego co do tej pory zrobiliśmy. Teraz zrobiliśmy to tak naprawde tylko po to, żeby zaistnieć.

Ale do dotychczasowej promocji podeszliście bardzo profesjonalnie. Byłam miło zaskoczona, zachwycona wręcz. Materiały promocyjne, które dostałam ja i wielu moich kolegów z innych redakcji były bardzo solidnie, rzeczowo, ze znakomita oprawą graficzną przygotowane. Nie często się to spotyka. To wynik lat praktyki i świadomości tego, czego ludzie oczekują od kapel które chcą się pokazać, zwrócić na siebie uwagę?

Tak, ale też nie do końca. Wiesz z czego to się wzięło? To prawda, wiemy jak to przygotować, każdy grał w kilku zespołach, z kilkoma zespołami próbował coś osiągnąć. Natomiast mamy taką złotą zasadę u nas w bandzie, że robimy wszystko na 120%. Na przykład wysyłam coś Mateuszowi Gajdzikowi i on mi odpisuje: „stary, spoko, jest 8/10” i ja pytam co zrobić, żeby było 12/10. Myślimy, zastanawiamy sie i jak już wymyślimy, to robimy tak, żeby było te 12/10. I w ten sposób robimy wszystko.

No to jest bardzo sensowne. Ja sobie wymyśliłam, że mogło to wynikać z Twojej codziennej pracy, pracujesz nad obrazem, grafiką, może zboczenie zawodowe nie pozwala ci wypuścić czegoś, co wg Ciebie nie ma statusu „najlepsze”?

To prawda, tak jest. Poza tym ludzie muzykę – wiem to też po sobie – “kupują” najpierw oczami. Zobaczą na Spotify fajną okładkę, to klikną w tę płytę.

Racja, też podobnie reaguję.

No własnie. Chciałem zrobić coś innego niż wszyscy, żeby też miało ten click factor wysoki. A ponieważ – tak jak powiedziałaś – zajmuję się grafiką na codzień, zależało mi by to wszytsko fajnie wyglądało. W ogóle gdyby mi się nie podobała moja własna płyta, to by mnie szlag przecież trafił ze złości, za każdym razem jakbym ją widział. To już troska o własne zdrowie psychiczne zaważyła nad dobrym wyglądem [śmiech].

Zdrowie psychiczne najważniejsze! [śmiech] Powiedz mi, której stronie barykady jesteś? Muza się sama obroni czy bez szans i trzeba zapierdalać, i kombinować?

Muza się zawsze sama obroni, ale to zależy jakie efekty chcesz osiągnąć. Dziś sama muzyka nie wystarczy. Jest tego tak dużo, że… taka muza jak Led Zeppelin, czy inne wielkie zespoły, które startowały min. 30 lat temu one się cały czas same bronią. Ale kapele startujące dziś, samą muzyką się nie obronią. Nie ma najmniejszej szansy. Najmniejszej.

A no właśnie. Powtarzam ludziom od lat, że muza się sama nie obroni. Nie teraz. Trzeba jakoś się pokazać. Nie mówię, żeby od razu robić jakieś skandale w klipach czy na koncertach, ale wyróżnić się i tym wyróżnieniem pokazać. przyciągnąć nim większą publikę. Zarówno w swoim ogólnym zespołowym wizerunku jak i na scenie. Nie wystarczy wyjść w dresach czy codziennych ciuchach, stanąć i zajebiście zagrać.

Powiem więcej, to nawet nie chodzi wyłącznie o dresy ani o cały dress code. Ma to swój urok, ale na powtarzanie w kółko tego samego może sobie pozwolić Iron Maiden, bo oni i tak mają dmuchanego Eddiego, który zza sceny się rozwija, mają zmieniony backdrop co numer, wychodzi Eddie na scenę na parę numerów, zawsze coś się dzieje, jest show. Powtarzane, ale szoł. Poza tym to jest legendarny zespół, który ma miliony fanów. Mniejsze zespoły, muszą się rozwijać cały czas, bo inaczej będzie mniej ludzi na tych koncertach. I to z roku na rok. Bo to się robi nudne.

No właśnie chciałam pytać, czy masz już jakąś wizję…

Tak, mamy wizję i cały czas jeszcze ona się tworzy. Ostatnio byłem na koncercie w Berlinie na Iced Earth, to tam też parę pomysłów mi wpadło do głowy. Bardzo krytycznie ich obserwowałem, patrzyłem co robią i jak mogę wykorzystać to u siebie, i zrobić to lepiej.

Będziecie wpływać na statku na scenę?

Nie, nie, nie, tak nie będzie. Będzie na poważnie, bez wioski. W Vane do koncertów przykładamy ogromną wagę i na pewno będziemy starali się zrobić tak, żeby show było warte dużo więcej niż ludzie będą musieli zapłacić za bilety.

A tak zostając w temacie koncertów, powiedz mi jaki masz stosunek do supportowania? Myślisz, że na starcie lepiej iść w supporty czy grać uparcie samodzielne trasy?

Oczywiście support. Nikt nie przyjdzie na samodzielną trasę kapeli, której nie zna. Nie ma szans. Musisz zacząć grać jako support. Nie ma innej drogi w tej chwili. Jest za dużo wszystkiego.

To supportowanie jest takie trochę kontrowersyjne ostatnio. Mi przynajmniej tak się wydaje. Chodzi, że trzeba wykładać na to kasę. Są dwie szkoły: „ok, rozumiem, że za supproty trzeba płacić” i „pierdole to, nie będę płacił nikomu za granie”.

Ale to już od dawna funkcjonuje. No tak, no trzeba płacić i to jest najlepsza reklama dla początkującego bandu. Dzisiaj w muzyce za wszystko musisz płacić. Ja to powtarzam cały czas, ludzie sobie nie zdają z tego sprawy. Chcesz nagrać płytę – musisz zapłacić i to nie małe pieniądze. Chcesz ją wydać – też musisz zapłacić. Chcesz grać koncerty z dużymi gwiazdami? No to płacisz za support i to też czasami nie mało. Więc tu nie ma drogi na skróty, nie ma zmiłuj. Trzeba dobrze zarabiać, żeby było kogoś stać na granie w zespole, żeby startować z zespołem i chcieć to robić sensownie. A jak się na to zapatruję? Jak się domyślasz nie jestem fanem tej sytuacji, ale taka jest rzeczywistość i to się raczej już nie zmieni. Rynek muzyczny zmienił się drastycznie i te pieniądze, których nie ma ze sprzedaży płyt na przykład, bo dziś muzyka jest dostępna praktycznie za darmo, to muszą być z innego źródła wzięte. Na przykład właśnie zdziera się je od supportów.

Powiedz kiedy Was będzie można zobaczyć na scenie?

Mam nadzieję i bardzo liczę na to, że jesienią. Liczę, że wtedy płyta będzie już wydana i będziemy mogli ruszyć z koncertami. Na razie bardzo dzielnie i intensywnie pracujemy z chłopakami nad materiałem.

Vane

fot. Robert Zembrzycki

No właśnie, opowiedz trochę o zespole. Macie bardzo fajny, doświadczony i ciekawy skład.

Mamy super skład z którego jestem bardzo dumny. Pierwszą osobą i najważniejszą w tym zespole jest Mateusz Gajdzik (Witchking, Saratan). On jest bezdyskusyjnie – chociaż to nasz wspólny zespół – głównym motorem napędowym. Czasami pisze do mnie albo dzwoni i mowi „A co Ty dziś zrobiłeś dla Vane?” [śmiech], mnie od razu łapią wyrzuty sumienia, że nic i biorę się do roboty. To jest super motywujące i nie ma takiego przestoju, bo Gajdzik ciśnie żeby robić, więc trzeba napierać do przodu i trzeba odhaczać swoje zadanie. On też jest głównie odpowiedzialny za muzyczne kwestie, naturalnie tak wyszło ze względu na to co komponuje i co ma w głowie muzycznie. Ja, czy Froncek, ile możemy to od siebie dokładamy, ale jednak 99% muzyki to pomysły Mateusza.

Następną osobą jest Marcin Zdeb (Razortype) – jest naszym bębniarzem – świetnym zresztą. Jest odpowiedzialny za partie bębnów. Marcin lubi wpierdol, co słychać w jego macierzystym zespole i dlatego czasami musimy go hamować, ale on z kolei jest otwarty na nasze sugestie i zazwyczaj spotykamy się gdzieś po środku.

Kolejny Marcin – Marcin Parandyk (Killsorrow, Razortype), który razem ze mną robi wokale, ale przede wszystkim układa linie wokalne. To działa tak, że Marcin układa linię wokalną, Mateusz (jak zawsze) wtrąca do niej swoje trzy grosze, a czasami 666 groszy, a ja siadam potem do utworu i piszę tekst. U nas jest tak, że mamy rozpisany koncept całego albumu i na każdy numer ma przypisane miejsce gdzie w naszej historii on wypada. Jak numer powstaje, to ja już wiem o czym będzie mniej więcej tekst. I wtedy siadam, słucham tego numeru w opór i staram się stworzyć tekst, który Marcin będzie mógł zaśpiewać w podobny sposób jak zaproponowana przez niego linia wokali, a jednocześnie przekazać w nim historię naszego protagonisty. Czasami jest to niezła gimnastyka lingwistyczna, ale wydaje mi się że teksty które powstają są tego warte.

No i na basie jest Marcin Frąckowiak (Percival Schuttenbach, Stos) z Percival Schuttenbach – jego często nie ma ze względu na to, że intensywnie koncertuje z Percivalem. Jak mieliśmy próby, zawsze przyjeżdżał i był bardzo dobrze przygotowany, a i teraz pomimo koncertowej zawieruchy znajduje czas żeby przysyłać riffy czy nagrać swoje propozycje linii wokalnych. To prawdziwy multiinstrumentalista i świetny kumpel.

Jak się dogadujecie? Nie ma kos jeszcze? Jesteście wszyscy bezsprzecznie zgodni? Jak to u Was wygląda?

Nie ma kos żadnych. Wszyscy wiemy do czego dążymy i konsekwentnie każdy swoje zadania wykonuje. Czasami, jak wszędzie, są spory natury “artystycznej” ale dotyczą one ściśle konkretnych rozwiązań w naszej muzie i równie szybko jak się zaczynają, tak się kończą.

Jak to się stało, że się zgrało?

Na trasie Decapitated, którą grałem z Corruption, Mateusz wpadł na koncert w Krakowie i przy piwie zapadła męska decyzja: dobra, to zakładamy ten zespół i koniec. Zaczęliśmy grzebać w tej muzie i pracować, kombinować nad tym materiałem oraz konceptem zespołu. Potem zaczęliśmy się zastanawiać nad muzykami. Ten temat był taki rozwleczony, nic się nie działo i nagle Mateusz do mnie: Ty a znasz Froncka? No pewnie, że znałem. Super gość. Okazało się, ze Froncek odezwał się do Gajdka czy by nie pograł za niego w Stosie kilku koncertów. Gajdzik powiedział, że nie, ale zaproponował Fronckowi że ten może pograć z nami. No i Froncek się zgodził.

Coś na zasadzie: „Możemy się razem bawić, ale na naszym podwórku.”

Dokładnie tak! Potem podejmowaliśmy różne próby z różnymi wokalistami. Z częścią współpraca kończyła się po przysłaniu próbek możliwości wokalnych, z częścią spotkaliśmy się kilka razy na sali prób. W naszych rozmowach jednak cały czas przewijał się Marcin Parandyk. Stwierdziliśmy że nie ma co się czaić, trzeba zapytać. Napisałem do niego z konkretami. Umówilismy się, przyjechał do mnie do Katowic na spotkanie, wypiliśmy parę piw, pogadaliśmy, ustaliliśmy co i jak, no i zaczęliśmy pracować razem. Za Marcinem Parandykiem podążył jego imiennik z Razortype (wcześniej Skyanger), Marcin Zdeb. Kilka piw, kilka godzin wspólnej rozmowy i wszyscy zostali zwerbowani do naszej załogi. Cały proces trwał około pół roku.

Teraz pracujesz intensywnie nad Vane. powiedz mi jakbyś miał porównywac poziom Twojego zaangażowania patrząc Twój udział w zespołach z którymi ostatnio pracowałeś czyli Corruption, Acid Drinkers i Vane. Jakbyś to ocenił?

W Vane ten procent zaangażowania jest największy, ale ilość pracy poświęconej zespołowi Acid Drinkers przez te 11 miesięcy była ogromna. Ja przez te 11 miesięcy zrobiłem trzy sety koncertowe plus czwarty z numerami Motorhead. Było trochę piosenek do zrobienia i to była troszeczkę inna muzyka niż do tej pory grałem. To było wyzwanie i duża ilośc pracy. W Corruption z kolei była dużo prostsza muza, więc ilość pracy jakiej wymagało przygotowanie materiału też automatycznie była dużo mniejsza. Poza tym, Corruption to krótsze sety, a więc mniej numerów, więc automatycznie też mniej pracy. Ale żebyśmy mieli jasność – fantastycznie się bawiłem grając te numery z chłopakami. Natomiast Vane, to praca nad numerami od strony muzycznej, tekstowej, koncepcyjnej, praca nad wizerunkiem zespołu, także scenicznym, praca nad materiałami graficznymi – ogólnie chyba słowo praca, to słowo klucz [śmiech].

A tak zbierając wszystko do kupy byłbyś w stanie wymienić mi jakieś „przykazania debiutanta”? Istnieje coś takiego?

Nie chcę być omnibusem i znawcą. Chyba nie ma czegoś takiego. Trzeba mieć farta – to jedyne co mogę powiedzieć.

Wy macie farta?

Jeszcze nie wiem, zobaczymy jak to pójdzie i czy świat doceni.

A propos „świat doceni”, Wy się chyba szykujecie na szersza publikę, nie tylko Polskę? Domniemam, bo chociażby facebook od początku prowadzicie po angielsku. Jakieś zagraniczne recki też już są…

Robimy to wszystko z całkowitą premedytacją. Rynek zachodni interesuje nas dużo bardziej niż rynek Polski. Nie jest też tak, że ja absolutnie zamykam się na granie w Polsce. Pierwsza trasa czy pierwsze dwie, na pewno będą u nas. Ale zaznaczam, ze obieramy na starcie szersze pole działania. Czy się to uda, czas pokaże, ale jak nie spróbujemy to się nie dowiemy.

No dobrze, grajcie. Nie tylko na zachodzie, ale i na całym świecie. Bawcie się świetnie, bawcie świetnie ludzi i powodzenia! Ja za Was z pewnością trzymam kciuki. Kibicuję nieustannie ;)

Dzięki!

2 Komentarze „Dziś sama muzyka nie wystarczy” – Robert Zembrzycki (ex: Acid Drinkers, Corruption, Saratan) – wywiad z inicjatorem zespołu Vane

  1. Krzysiek

    Ja Qu34wa pi345le! To trzeba było ustawionego wywiadu żeby odkryć problem debiutujących zespołów? Ja to kolegom z zespołu 20 lat temu mówiłem, to uznali mnie za paranoika i wariata.

    Reply
  2. Thrash_Lover

    Brawo za śpiewane wokale! Mam już dość beznadziejnych wokali we współczesnych kapelach. I solówki też są spoko!

    Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *