Kiedy miałem jakieś 9 lat, tata przyniósł mi na DVD tutorial do gry na perkusji pt. Liquid Drum Theater sygnowany nazwiskiem słynnego Mike’a Portnoya. Pamiętam, że kiedy odpaliłem to wideo, nie za bardzo potrafiłem uwierzyć, że zwykły człowiek potrafił napisać takie The Dance of Eternity, a to był przecież tylko jeden z wielu wybitnych fragmentów tejże płytki, wypełnionej głównie rzeczami z Falling Into InfinityMetropolis, Pt.2: Scenes from a Memory. Dziś Portnoya już w Theater nie ma, a na jego miejscu siedzi Mike Mangini, którego wiele fanów nie lubi, ale bądźmy szczerzy: ilu z Was argumentuje to innym zdaniem niż „bo nie jest Portnoyem”?

Od wydania Scenes… w zeszłym roku minęło równe 20 lat, w związku z czym ekipa Johna Petrucciego zdecydowała połączyć promocję najnowszego Distance Over Time z jechaniem na sentymentach starszych fanów odgrywając od A do Z słynny concept album z 1999. Standardowo jak na formułę „An Evening with Dream Theater” otrzymaliśmy dwie części koncertu: pierwszą, w której absolwenci (i jeden były wykładowca) Berklee College of Music proponowali rzeczy wydane po Octavarium i drugą, z pełnym Metropolis, Pt. 2. 

Pierwszy set wypełniony był aż czterema kawałkami z ostatniego longplaya: otwierający koncert Untethered Angel ze świetnymi solówkami i wpadającym w ucho unisono Petrucciego i Rudessa w drugiej części, krótkim jak na ten zespół Barstool Warrior, powolnym Paralyzed, który obok pokręconego rytmicznie Pale Blue Dot był chyba najlepszą przystawką. Do dania głównego jeszcze nie przechodzimy, bo należy jeszcze wspomnieć o dwóch pozostałych numerach zagranych w początkowej godzinie show. A Nightmare to Remember to trwający ponad 16 minut kloc, którego nawet najbardziej zagorzali fani nie trawią i nie rozumieją dlaczego męczą to coś już drugi rok z rzędu. Naprawdę niepotrzebny moment, na żywo brzmi jeszcze bardziej komicznie niż w wersji studyjnej, a to za sprawą formy pewnego pana, który od 1991 stoi za mikrofonem w tej formacji. James LaBrie z roku na rok brzmi coraz gorzej i zamiast śpiewać w niższych rejestrach to próbuje wyciągać górki, czym bardzo niszczy odbiór koncertu. Podobnie zmasakrował In the Presence of Enemies, pt. 1, a szkoda, bo bardzo sobie cenię ten numer.

Po 20 minutowej przerwie na ekranie zobaczyliśmy kilkuminutowy animowany filmik wprowadzający widzów w historię znaną ze Scenes from a Memory, a po nim charakterystyczne tykanie zegara – Regression rozpoczęło trwającą półtorej godziny przygodę Nicholasa/Victorii Page oraz braci Juliana i Edwarda Baynesów. Następujące po nim Overture 1928 płynnie przechodzące w Strange Deja Vu tylko potwierdziło, że mamy do czynienia z jednymi z najlepszych muzyków na świecie. Petrucci, Myung, Rudess i Mangini to absolutni perfekcjoniści i aż żal patrzeć (a w szczególności słuchać) jak LaBrie partaczy im robotę. Niestety, mimo w pełni zrozumiałego braku aktywności wokalnej publiczności w pierwszej części nie potrafię usprawiedliwić tego dlaczego słuchacze zgromadzeni tego dnia we wrocławskiej Hali Orbita tak bezpłciowo reagowali na przecież znane i przebojowe numery jak wspomniany Deja Vu, czy Fatal Tragedy. Kiedy Jamesowi podstawiono krzesełko, a Petrucciemu gitarę akustyczną, przyszedł czas na najbardziej wzruszający moment wieczoru. Abstrahując od samego tekstu i przygnebiającego klimatu Through Her Eyes, widok na ekranie nagrobku z nazwiskiem Peart rozczulił mnie do granic możliwości, tym bardziej, że to wciąż świeża sprawa. Pojawiły się także wspomnienia innych wielkich muzyków, wystarczy wspomnieć chociażby Mercury’ego, Bowiego, Squire’a, czy Emersona.   

Home, poprzedzone konferansjerką LaBrie, w końcu nieco rozruszało publiczność, dla mnie był to jeden z highlightów całego koncertu, podobnie jak instrumentalny popis każdego z instrumentalistów The Dance of Eternity (Mangini!). Oglądanie tych facetów, którzy z tak niesamowitą precyzją wykonują te przecież bardzo zaawansowane partie sprawiało mi niesamowitą przyjemność, tym bardziej jeśli na scenie nie było Jamesa. Balladowy One Last Time wprowadził odrobinę nostalgii i powoli kierował ku końcowi tej pięknej przygody z dźwiękami Metropolis, Pt. 2. Przy sentymentalnym, traktującym o przemijaniu The Spirit Carries On, cała Orbita rozświetlona została przez smartfonowe latarki, a Mike wszedł o sekundę za późno. Cóż, nawet najlepszym się zdarza. Przy kończącym drugą część koncertu dwunastominutowym Finally Free bawiłem się chyba najlepiej, mimo że wokalista (znowu) totalnie zmasakrował ten numer. Na szczęście szybko niesmak uciekł, bo Mangini w outro zaoferował nam cudowną zabawę z polirytmią. Ciekawe ile osób na sali pomyślało „haha, ale nierówno zagrał”. Opowieść ze Scen zakończyła się kolejnym filmikiem, a artyści opuścili scenę. Na bis zagrali tylko jeden numer – At Wit’s End z ostatniej płyty. W wersji studyjnej bardzo sobie go cenię, jednak tak naprawdę po usłyszeniu mojej ulubionej płyty tego zespołu w całości każde dopowiedzenie byłoby niepotrzebne.

Mimo zażenowania towarzyszącego mi przy słuchaniu wokaliz pana LaBrie, nie żałuję tego wyjazdu. Scenes from a Memory w ogóle się nie zestarzało, a historia opowiadana przez monologi wspomnianych bohaterów wciąż ciekawi, tym bardziej jeśli towarzyszy jej całkiem udana oprawa wizualna.

4 Komentarze Dream Theater: Relacja z koncertu we Wrocławiu [16.02.2020]

  1. Janusz

    Szkoda że nie napisałeś o tym jak realizator dźwięku strasznie zmasakrował większą część koncertu. Tak mocno przesterowanej gitary dawno nie słyszałem , nawet na polskich koncertach. Słychać było jeden wielki jazgot jak Petrucci grał swoje ekspresyjne solówki. Wokalista pomimo ze śpiewał jak śpiewał, w końcu chłop ma już prawie 57 latek na karku to i tak przy jazgoczącej gitarze nie było go za bardzo słychać, tak jak resztę instrumentów. Nie jest to tylko moje odczucie ale i kilku ludzi którzy koło mnie siedzieli, a był to 3 rząd zaraz za płytą. Aha , co najlepsze to miał cały czas słuchawki na uszach no to gratuluje, słyszał tylko prosto z konsoli a nie to jak dźwięk gitary hulał po hali wzbudzając się i rezonując do granic chaosu

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *