Podobno prawdziwy mężczyzna musi w swoim życiu zasadzić drzewo, spłodzić syna i postawić dom. A co MUSI fan rocka?

Fan rocka musi zobaczyć na żywo Faith No More.

patton

Patton i spółka grali przez równe 90 minut i, cholera, to była dawka emocji porównywalna do 90 minut z października zeszłego roku, kiedy to na Stadionie Narodowym Polacy pokonali Niemców.

Może i panowie są już starzy; przytyli (Mike, to do ciebie) ale energia, którą przekazują ze sceny… No kurwa, niczym elektrownia wiatrowa w czasie huraganu. Nieco to zabawne było – Bottum mówi: „Jesteśmy starzy!”, a nieco później grają ‚Cuckoo For Caca’, gdzie Patton wrzeszczy wniebogłosy, rzucając się po scenie i zawstydzając wszystkich młodszych od niego frontmanów pokazując im, kto tu naprawdę rządzi.

Król Mike – jeden z najwybitniejszych wokalistów w historii muzyki rozrywkowej.

Zaczęło się od pierwszego singla z nowej pyty, czyli kawałka ‚Motherfucker’. To tylko cisza przed burzą. Wszystkie utwory były niesamowicie energetyczne i agresywne. W sumie nie dziwota, że panowie grali jedynie zaplanowane 90 minut, bo setlista była strasznie wymagająca. Tempo zwolnili jedynie na chwilę, by wykonać ‚Easy’. Chwilę później chyba najmocniejszy, obok ‚Cuckoo For Caca’, moment koncertu – ‚Separation Anxiety’.

Już w recenzji „Sol Invictus” pisałem o tym, że to prawdziwa petarda i jeden z najlepszych utworów FNM w ogóle, ale wersja live przerosła moje oczekiwania – brzmiała tak potężnie, że przez chwilę poważnie zastanawiałem się, czy czasem ktoś nie dosypał mi do piwa amfetaminy – ten numer, wybaczcie brzydkie słownictwo, wypierdalał z butów.

Frekwencja. Cóż… na 5 minut przed występem Faith No More trudniej było dostać się do pisuarów, niż pod barierkę na płycie. To o czymś świadczy. Jeszcze przed koncertem ktoś rozpuścił plotkę, że sprzedało się jedynie 3 tysiące biletów. Przesada, ludzi było więcej – dolne trybuny zapełnione praktycznie całkowicie, płyta gdzieś tak do połowy. Zaplusował sobie Metal Mind stworzeniem naprawdę małej strefy GC. Przy barierkach na płycie widoczność była znakomita.

Na pochwały zasługuje Speculum – tutaj też nie ma się do czego doczepić – szkoda jedynie, że dostali tak mało czasu i nie zdążyli się rozkręcić, ale na pewno warto będzie ich zobaczyć na klubowym koncercie. To właśnie oni, a nie Dubioza Kolektiv powinni zagrać bezpośrednio przed Faith No More.

A opisu występu tego bośniackiego zespołu nie będzie. Poszedłem wtedy na piwo – było niedobre, rozwodnione i bez smaku – zupełnie jak ich muzyka.

Setlista Faith No More:

Motherfucker
Be Aggressive
Caffeine
Evidence
Epic
Black Friday
The Gentle Art of Making Enemies
Midlife Crisis (with Strawberry Letter 23 By… more )
Everything’s Ruined
Cuckoo for Caca
Easy (Commodores cover)
Last Cup of Sorrow
Separation Anxiety
Matador
Ashes to Ashes
Superhero
Bis:
Sol Invictus
This Guy’s in Love With You (Burt Bacharach cover)
We Care a Lot

Paweł Drabarek

 

 

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *