Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że nigdy nie szukałeś w słowniku definicji ‘gwiazdy rocka’. Dlaczego miałbyś szukać? Przecież wiesz, kim jest, tak? Może nawet spotkałeś gwiazdę rocka, zrobiłeś sobie z nią zdjęcie albo dałeś jej nabazgrać coś nieczytelnego na koszulce. Dokładnie, gdybyś chciał poszukać, to byś odkrył – gdy już miniesz niekończące się strony z energetykami i twórcami gier wideo – że słownik Oxfordu definiuje gwiazdę rocka jako „znanego wokalistę lub wykonawcę muzyki rockowej, który osiągnął sukces”. Więc to tyle, praca wykonana, możemy iść na piwo.

Ale poczekajmy chwilę, nie bądźmy tacy pośpieszni. Grzebiąc dalej w internecie, znajdujemy przeróżne strony sugerujące, że gwiazdą rocka jest praktycznie każdy, kto gra muzykę rockową, a dictionary.com posuwa się na tyle daleko, by twierdzić, że to „gwiazda lub celebryta w jakiejkolwiek dziedzinie lub profesji”, dając przykład „mama jest gwiazdą rocka!”. Naprawdę, sprawdźcie sobie, jeśli nie wierzycie. I przy najlepszych chęciach na świecie, twoja mama – dopóki nie jest Joan Jett lub jebaną Janis Joplin – nie jest gwiazdą rocka.

Po pierwsze, gwiazdy rocka nie odwożą dzieci do szkoły: gwiazdą rocka jest się 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, bez przerwy. Żadnej. To tak jak Hells Angels, którzy są zawsze Hells Angels. Są kim są, zawsze, nie ma przycisku ‘wyłącz’. Podobnie prawdziwa gwiazda rocka po prostu nią jest; nie wstaje rano i nie zakłada rockowego stroju – co wyklucza Alice Coopera. Cholera, właściwie to oni nie wstają z rana, jeśli nie muszą. I co więcej, nie grają w golfa – co także wyklucza Kid Rocka, Meat Loafa i jakiegoś gościa z Linkin Park. Koleś z Linkin Park jest wykluczony podwójnie, ponieważ nie jesteś gwiazdą rocka, jeśli ktoś musi sprawdzić w Google, kim jesteś. Samo szybkie spojrzenie powinno być wystarczające, żeby potwierdzić twoją tożsamość.

Alice Cooper

Wydaje się, że jest raczej dużo niejasnych obszarów, w których chcielibyśmy odpowiednio zdefiniować prawdziwe znaczenie „gwiazdy rocka”, co prawdopodobnie powinniśmy zrobić, skoro „mama” się zalicza do tej definicji. A może powinniśmy podnieść trochę poprzeczkę, usunąć niepotrzebne rzeczy. Oczywiście nie jesteś gwiazdą rocka, jeśli masz zwykłą pracę – no chyba, że tą pracą jest bycie rockowcem – ale też ci, którzy nie wydali przyzwoitego albumu w ciągu ostatnich dziesięciu lat również mogą być zdyskwalifikowani, podobnie jak ktokolwiek, kto nie był widoczny przez co najmniej tak samo długi czas. W końcu skąd możemy wiedzieć, czy poradzisz sobie z wydaniem drugiego albumu zanim wrócisz do serwowania frytek? Albo, co gorsza, nie zrobisz czegoś żenującego jak tweetowanie poparcia dla Donalda Trumpa – wybacz Zoltanie Bathory, ty też wypadasz! Chociaż Zoltan jest całkiem rockowym imieniem, a imiona są ważne, muszą być wyjątkowe. Ludzie nie mogą pytać: „który Sid Vicious?”.

Ale Sidney też nie był gwiazdą rocka. Nawet jeśli zdołał połączyć kilka akordów w całość, zanim przedawkował – co jest absolutnie standardowym wymaganiem dla gwiazdorstwa rockowego – może być zdyskwalifikowany za rzucenie szklanką w The Damned, co kosztowało pewną dziewczynę z tłumu utratę widzenia na jedno oko. To nie jest bycie gwiazdą rocka, to bycie chujem. Gwiazdy rocka mają być super, buntownicze, w pewien sposób są wygnańcami. Noc w więzieniu może i nie zaszkodzi wizerunkowi, ale nie jesteś rockmanem, jeśli pobijesz własną dziewczynę, jesteś po prostu chujem. I zdecydowanie jesteś chujem, Vince, jeśli zabijesz kogoś prowadząc po pijanemu, jedziesz jeszcze kilka razy pod wpływem, udowadniając, że nie nauczyłeś się kompletnie niczego, a potem wypuszczasz własną markę tequilli. Pamiętaj, bycie gwiazdą rocka to pełnoetatowa praca, nie możesz być jednocześnie palantem.

Albo, pożal się Boże, celebrytą, albo jurorem z amerykańskiego Idola, albo cholernym Świadkiem Jehowy.

Szczerze, moglibyśmy spędzić cały dzień rozdrabniając się i próbując oddzielić dupków od głupków – a każdy z nich wyżej sra niż dupę ma. Na szczęście jest jedno imię, które nas nie zawiodło i nie zawiedzie. I proponuję, abyśmy odeszli całkowicie od wszystkich definicji i pod hasłem ‘gwiazda rocka’ wstawili tylko zdjęcie tego człowieka. To rozwiąże wiele problemów. Oczywiście na zdjęciu będzie ubrany cały na czarno, będzie miał kowbojski kapelusz na głowie i białe kowbojskie buty, charakterystyczne pieprzyki na twarzy, wystające spod jego znaku firmowego, jakimi są długie bokobrody… Widzisz, jakie to było proste? Nawet nie było wspomniane żadne imię i już wiesz o kim mowa.

Cholera, czemu nie? Po prostu weź zdjęcie Lemmy’ego i wyrażenie „gwiazda rocka”. W ten sposób ludzie mogą to sprawdzić – jeśli nie są Lemmym, to dowiedzą się, że nie są gwiazdą rocka. Wprawdzie stawiamy poprzeczkę bardzo wysoko, ale po co ją obniżać? Łatwo z tego zrobić listę kontrolną. Czy ludzie natychmiast wiedzą, kim jesteś, i wrzeszczą twoje imię, gdziekolwiek jesteś? Odfajkowane. Czy twój zespół to sposób życia? Odfajkowane. Czy twoja muzyka zmieniła tysiące żyć na lepsze? Odfajkowane. Czy twój ostatni album to zajebioza? Cóż, w zasadzie to „Bad Magic”, ale rozumiesz, o co chodzi. Za każdym razem na myśl przychodzi Lemmy, niczym cytryny ukazujące się w jednorękim bandycie. Urodzony by przegrać, żyje aby wygrać.

www.youtube.com/watch?v=4hNQxMqZLbM

Wyrzucili go z Hawkwind w 1975 za narkotyki. Z Hawkwind! To było przed Motörhead, przed ‘Ace of Spades’ i ‘Bomber’ i ‘Overkill’, ‘Orgasmatron’ i ‚Sacrifice’, przed każdą z tych rzeczy. Przed tym, jak większość z was nie była niczym więcej niż błyskiem w oczach taty, a nawet dziadka. Lemmy jest gwiazdą rocka przez całe twoje życie! Pomyśl tylko przez sekundkę o tym. I nikogo nie zabił, jeżdżąc po pijanemu, on tylko zbliżył się do pubu, rzut beretem od Rainbow [pub w Los Angeles znany z częstych odwiedzin gwiazd rocka – przyp. tłum.]!

Prawdziwy rockman powinien wszystko pierdolić, ale to nie znaczy, że nie powinno go nic obchodzić, to jest wielka różnica. Zakończę opowieścią, jak to pierwszy raz spotkałem pana Kilmistera lata temu i sam zadecydujesz. Miałem wtedy 17 lat, byłem pijany i nagrzany tanim speedem, spacerując późno nocą po Londynie. Zobaczyłem Lemmy’ego w wejściu do klubu nocnego. Zachowałem się poniekąd głupio, prześlizgnąłem się do środka bez płacenia i zapytałem, czy mógłby podpisać mój brudny t-shirt z ‘Ace of Spades’. „Masz długopis?” zapytał Lemmy, nie bez powodu najpierw mówiąc ochroniarzom, żeby mnie nie wyrzucali. „Yyym nie” wybełkotałem, kiedy Lemmy wcisnął mi swojego drinka w rękę. „Wypij to, wygląda na to, że tego ci trzeba”, powiedział. „Zaraz wrócę”. I dziesięć minut później rzeczywiście wrócił uzbrojony w marker, by nim coś nabazgrać. Z pewnością nie musiał się wysilać, mógł po prostu – co by było całkiem zrozumiałe – powiedzieć „nie”. Ale rzecz w tym, że jest gwiazdą rocka, prawdziwą jebaną gwiazdą rocka, a ty nią nie jesteś, o ile nie jesteś Lemmym.

Źródło: MetalHammer

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *