Z Dirkiem rozmawialiśmy 30. czerwca w Veronie. Niestety wywiad musiał swoje odleżeć z powodu przeróżnych problemów technicznych, czasowych i życiowych. Jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Perkusista Megadeth to jeden z najsympatyczniejszych muzyków, których spotkałem, dlatego rozmowa była prawdziwą przyjemnością.

HR: Witaj! Miło mi, że zgodziłeś się na rozmowę z Heavyrock.pl. Minęły dwa lata od Twojego dołączenia do Megadeth. Mógłbyś podsumować krótko ten okres?

Dirk Verbeuren: Cześć! Mi też jest bardzo miło. Jeśli chodzi o moje dołączanie do zespołu, to kiedy Chris Adler skontaktował się ze mną i później, gdy rozmawiałem z Davem, chodziło o kilka koncertów w zastępstwie Chrisa. Dopiero później dołączyłem na pełen etat. Dave, David, Kiko i cała ekipa byli dla mnie od początku bardzo mili, mogłem się poczuć jak w domu i wejść do zespołu z marszu. Świetnie dogadujemy się także na poziomie muzycznym, zgraliśmy się niemal od razu i bardzo dobrze się nam razem gra. Dorastałem z Megadeth, słuchałem ich za dzieciaka i bardzo się cieszę, że tu jestem.

Z małymi wyjątkami grasz przede wszystkim partie Chrisa Adlera, Nicka Menzy i Gara Samuelsona. Porozmawiajmy o tych dwóch ostatnich. Co jest dla Ciebie szczególne w grze każdego z nich? 

Większość osób wie, że Gar wywodził się ze środowiska Jazzowego i słychać to w jego grze. Miał unikalne podejście, nigdy nie słyszałem kogoś kto grałby w zbliżony sposób. Nie ukrywam, że było to duże wyzwanie, ale świetnie się bawiłem ucząc się jego partii. Nick był dużo bardziej rockowym perkusistą i grał w prostszy sposób. Słuchałem płyt takich jak „Rust in Peace”, „Countdown” czy „Youthanasia” i znałem jego grę bardzo dobrze. Twórczość obu była dla mnie sporym wyzwaniem, bo zawsze trudno gra się coś, co napisała inna osoba, ale mam sporo doświadczenia z grania jako muzyk sesyjny, lub koncertowy, na przykład z Satyriconem. Nawet gdy doszedłem do Soilwork, miałem kilka płyt do wyuczenia. Najtrudniejsze jest zrozumienie podejścia perkusisty, który nagrał te partie i odtworzenie tego. Staram się też nie popaść w granie jak robot i dodanie czegoś od siebie. Chodzi o znalezienie balansu, między odtwarzaniem a własnym stylem.

W Soilwork grałeś wiele trudniejszych kawałków niż część twórczości Megadeth. Czy kiedy uczyłeś się starych nagrań, miałeś pokusę aby dodać coś od siebie, albo zmodyfikować oryginał? Może coś zmieniłeś?

Zmieniają się tylko detale. Nie można pozwolić sobie na zbyt duże ingerencje, bo zespół, ale przede wszystkim fani, oczekują oryginalnego brzmienia. Pewnie zmieniłbym pewne rzeczy, gdybym to ja je tworzył, ale jeśli kawałek jest ponadczasowym klasykiem to pozostaję wierny oryginałowi. Są detale i pewne fragmenty, które gram po swojemu,

Jakiś przykład Twojej inwencji w klasykach?

Hmm… Wake Up Dead to dobry przykład. Kiedy zacząłem analizować ten kawałek ,miałem o nim pewne wyobrażenie, ale kiedy słuchałem go później i wracałem do niego, odkryłem pewne różnice. Gram hi-haty w trochę inny sposób, czasem gram na półotwartych, albo zamkniętych. Z kolei Gar miał swoje własne ustawienie, nie były ani półotwarte, ani całkiem zamknięte. To było dla mnie coś nowego.

David Ellefson w rozmowie ze mną powiedział, że jesteś pierwszym bębniarzem który w pełni rozumie styl Gara. Czy to jest powód, dla grania tylu starszych kawałków?

Musisz o to spytać Davida! Myślę, że jest kilka powodów. „Killing” został zremasterowany, Megadeth obchodzi 35 urodziny, więc sięgamy po stare kawałki co dla mnie jest super bo uwielbiam je zarówno jako muzyk jak i fan. Chciałbym, żeby nasi fani mogli doświadczyć tego, co Nick i Gar wnieśli do muzyki, nawet jeśli nie ma ich już z nami.

Dave Mustaine powiedział, że z powodu Twojego stylu gry i umiejętności nowy album będzie szybszy i cięższy, wspomniał nawet o blastach. Możesz nam zdradzić coś o nadchodzącej płycie?

Ciężko powiedzieć, bo jesteśmy dopiero w trakcie pisania materiału. Zbieramy pomysły, tworzymy z nich szkielety kawałków. Dave powiedział mi, że chciałby abym grał trochę tak jak w Soilwork czy Scarve. Oczywiście nie spodziewaj się całego kawałka z blastami, to nie brzmiałoby jak Megadeth, ale kiedy będzie dobry moment, na pewno mocno uderzę. Kiedy piszesz płytę, niezależnie w jakim zespole, nigdy nie wiesz jaki ostatecznie przybierze kształt. Okaże się to dopiero po nagraniach.

A jak pracujecie? Nagrywasz bębny do tego, co Dave i Kiko Ci podsyłają, czy nagrywasz sam i pokazujesz im, ze to byłoby dobre?

I to i to. Jest wiele riffów od całej trójki, bo David też pisze. Mamy bardzo dużo materiału, do którego dogrywam perkusję. Zresztą też w tym uczestniczę, bo gram na gitarze, nie tak dobrze jak reszta chłopaków, ale wystarczająco żeby nagrać swój riff, dołożyć do niego perkusję i pokazać chłopakom pomysł na kawałek, albo jakąś jego część. Czasami gdy wpadnie mi do głowy jakiś dobry pomysł, po prostu nagrywam go i pokazuję, że pasowałoby to do Megadeth.

Czyli cała czwórka jest zaangażowana w powstawanie płyty?

Zgadza się. Od początku przyjęliśmy takie założenie i to bardzo dobre rozwiązanie. Kiedy pracuje się wspólnie, tworzy się chemia i wszystko działa znacznie lepiej. Nie mogę doczekać się spędzenia z zespołem czasu w studiu, siedząc i tworząc muzykę. Wiele świetnych pomysłów przychodzi kiedy jammujesz, albo jeszcze bardziej przypadkowo. I to jest świetne!

Ostatnie pytanie o nadchodzącym albumie. Macie już gotowy chociaż jeden kawałek?

Nie, ciągle jesteśmy w trakcie pisania. Na razie mamy tylko pomysły. Dopiero gdy wszyscy do tego przysiądziemy coś się wyklaruje.

Kiedy uczyłeś się grać materiał Megadeth, co było dla Ciebie najtrudniejsze, a co najbardziej Ci się podobało?

Na pewno stare kawałki są trudne, przede wszystkim te nagrane z Garem. Dużo się dzieje, są szybkie, jest wiele technicznych niuansów i nieoczywistych zagrywek.  To zajmuje dużo czasu. Mam taki styl pracy, że każdy utwór, którego mam się uczyć rozkładam na czynniki pierwsze, słuchając analizuję bardzo dokładnie sekunda po sekundzie i rozpisuję sobie jego strukturę. Dzięki temu, kiedy siadam za perkusją mam kawałek w głowie. Staram się też nauczyć tego stylu pracy moich uczniów. Ten sposób pozwala mi uczyć się znacznie szybciej, kiedy Dave mówi „hej jutro ćwiczymy to”, mogę być gotowy.  Nawet wolniejsze numery takie jak „Symphony” i „A Tout Le Monde”, nie tak szybkie i skomplikowane technicznie jak te z Peace Sells, są wyzwaniem. Musisz utrzymywać ten specyficzny groove przez cały czas. Jeśli w symphony raz zagram cos nie tak, wszyscy sie zorientuja. Kiedy grasz bardzo szybkimi blastami, to nawet koledzy z zespolu moga nie zauwazyc potkniecia, ale te prostsze technicznie numery wymagaja ogromnej koncentracji przez cały czas.

Masz jakies ulubione kawałki do grania, albo takie ktorych jeszcze nie graliscie, a bardzo bys chcial? Wiem od pewnych osob, ze macie ograne kilka kawałków, których długo nie graliście.

To prawda, mamy sporo przećwiczonych numerów. W tym roku wróciliśmy do starszych kawałków, gramy Conjuring i My Last Words, co bardzo mnie cieszy bo uwielbiam je. Jest kilka innych, ale trasa dobiega już prawie do końca i raczej nie zdążymy zagrać nic więcej. Bardzo lubię „Black Friday” i to jeden z moich ulubionych kawałków i mógłbym zagrać go w każdej chwili.

Czy czujesz większe zainteresowanie fanów swoją osobą, odkąd dołączyłeś do Megadeth?

Czuję się bardzo mile przyjęty przez społeczność Megadeth. Wiesz, byłem fanem zespołu już jako nastolatek. Czasem nie jest łatwo być zaakceptowanym jako „ten nowy”. Dorastałem na przykład jako fan Slayera z Lombardo i mimo, że bardzo lubię i cenię Paula Bostapha, to ciężko mi ich oglądać bez Dave’a. Od fanów Megadeth czuję głównie sympatię i wsparcie, myślę, że zrobiłem na nich dobre wrażenie. Nie jest łatwo wejść do 35-letniego zespołu, ale chyba mi się udało. Jestem bardzo wdzięczny za to jak mnie przyjęli i mam nadzieje, że nie zawiodę zaufania na nowym albumie. Zwracam bardzo dużą uwagę na wszystko co związane z Megadeth, nie tylko partie perkusji, ale też na teksty, wkład poprzednich członków zespołu.

Czy przez te dwa lata przydarzyły Ci się jakieś śmieszne historie warte przytoczenia?

Chyba nie było nic specjalnego. Megadeth to bardzo profesjonalny zespół, wiec wszystko jest dosyć spokojne. Mmam szczęście ze spędziłem z chłopakami dwa lata w trasie zanim zabraliśmy się za nowy album. Mieliśmy czas na poznawanie się i zgrywanie ze sobą, dzięki temu będę mógł dużo swobodniej pracować przy powstającej płycie. Dla Chrisa Adlera to było pewnie dużo trudniejsze, bo dołączył do zespołu „z marszu” prosto do studia. Nie mógł osiąść, wgłębić się w detale.  Co do historii… dla mnie szczególnym przeżyciem było pojechać po raz pierwszy do Ameryki Południowej. To było szalone, nigdy tam nie bylem, a fani tam ich sposób przeżywania muzyki… to po prostu niesamowite. Swój pierwszy koncert w Chile, Argentynie będę pamiętał do końca życia. Maniacy.

Widziałeś płonący circle pit? [W Chile często w środku circle pitu wrzuca się race – przyp. red]

O tak, to było szalone. Chile, Argentyna, Brazylia, wszyscy szaleni. Ameryka Południowa to świetna zabawa.

A jak porównasz ich do polskich fanów?

Też są świetni, wspaniali. I cholernie żywiołowi! Mam dużo wspomnień związanych z Polską, pierwszy raz grałem w 2002 ze Scarve, kiedy otwieraliśmy koncerty Nile. Mój obecny techniczny, Tony Laureano grał wtedy w Nile, wiec znamy się długo. Ten koncert był świetny, polscy fani zrobili na mnie duże wrażenie. Wracałem do Polski przy okazji różnych klinik perkusyjnych, bylem w Bielsku-Białej i przyszło jakieś 1000 osób żeby mnie zobaczyć, sold out, było świetnie. Uwielbiam do Was wracać.

Wiec mam nadzieje, ze zobaczymy Cie w przyszłym roku z Megadeth w Polsce.

Myślę, ze możesz na to liczyć. Z następną płytą pojedziemy wszędzie, wierz mi

Trzymam za słowo, bo pewnie wszędzie za Wami pojadę ;) . Co do tras, spędzacie sporo czasu w podróży i hotelach, poza domem. Łatwo złapać rutynę i popaść w monotonię? 

Przede wszystkim staram się dużo ćwiczyć na siłowni. Jeśli takiej nie ma w hotelu, albo w okolicy, to zawsze mam ze sobą trochę sprzętu żeby samemu dbać o formę. Poza tym, gdy tylko mamy chwilę wolnego staram się zwiedzać miasta, w których gramy. Wczoraj mieliśmy dzień wolny, więc sporo spacerowałem po Weronie. Odwiedzam lokalne sklepy z płytami, żeby kupić vinyle do mojej kolekcji, szukam też wegańskich restauracji. No i mam też uczniów, z którymi jestem w kontakcie i monitoruje ich postępy. Jak widzisz nie ma czasu na nudę.

Zawsze pytamy o to na koniec, jako strona, która stara się jak najmocniej wspierać lokalną scenę, czy masz jakieś rady dla młodych zespołów?

Przede wszystkim, żeby jak najszybciej nauczyć się jak działa ten cały biznes. Ważne jest też to, żeby znaleźć swoją niszę i swój styl. Łatwo jest wpaść w pułapkę naśladowania ulubionych zespołów. Na początku to nic złego, ale jeśli osiągnąć sukces, musisz być oryginalny. Megadeth to świetny przykład takiego zespołu, od pierwszych sekund na KIMB to coś, czego nie da się pomylić z niczym innym. No i ten biznes… żeby przetrwać jako profesjonalista, trzeba mieć kontrolę nad wszystkim co robisz.

Rozmawiał: Michał Jóźwik

 

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *