Tegoroczna jesienna rozpiska koncertowa prezentuje się nader imponująco. Jeszcze przed końcem roku Polskę nawiedzą chociażby Inquisition, Archgoat, Possessed, Absu i Mayhem, a i reprezentacja rodzimej ekstraklasy nie próżnuje- w trasy po kraju ruszą między innymi Behemoth, Vader i Decapitated. Tydzień po zamknięciu letniego sezonu festiwalowego na Summer Dying Loud w Aleksandrowie Łódzkim nastąpiło otwarcie sezonu jesiennego- w warszawskim klubie Hydrozagadka odbył się z dawna (a dokładniej to od czasu wyprzedanej imprezy w kwietniu) wyczekiwany gig Deströyera 666.

destroyer_666-banner_jzzpl

Nie jest żadną tajemnicą, że „The Hammer Doctrine” zostało jedną z moich ulubionych tegorocznych pozycji w gatunku, więc możliwość obejrzenia odpowiedzialnego za ten wyborny album zespołu Ragehammer była dla mnie niemal równie kusząca jak perspektywa oglądania Australijczyków. Największe obawy zostały zweryfikowane już wcześniej, podczas czerwcowego koncertu na Dark Feście, gdzie udowodnili, że na żywo wypadają co najmniej równie dobrze jak na nagraniach studyjnych. Tak więc chwilę po 20 zameldowałam się w okolicach sceny, pod którą- zgodnie z oczekiwaniami- całkiem spore grono publiczności zgromadziło się, by obejrzeć występ otwieracza. Co tu dużo gadać- problemy natury technicznej i znikający wokal nie były w stanie pozbawić mnie radości z oglądania scenicznego żywiołu, jakim jest Ragehammer, ze szczególnym uwzględnieniem wokalisty Heretika Hellstörma (zwanego też Tymkiem), którego szaleńczy headbanging przyprawiał o ból karku od samego patrzenia. Publika rzecz jasna odwdzięczyła się podobnym zaangażowaniem, odśpiewując wraz z nim hymny pochwalne ku czci Running Wild i Angel Witch, czy też uwijając się w młynie. Na setliście znalazły się kawałki nowsze („Unleash the Dogs”, „First Wave Black Metal”, a także prawdziwy hicior- „Wróg”), starsze („Hate Command”) oraz „Winter of War”, czyli cover szwedzkiego Gehennah, czołowej kapeli w kategorii „black/ thrash o zabarwieniu alkoholowym”.

Dyskusje przy piwku na temat niemieckiej sceny blackmetalowej i koncertów minionych, trwających i nadchodzących okazały się na tyle wciągające, że na występ Embrional dotarłam z opóźnieniem. Panowie poruszają się w stylistyce monumentalnego death metalu po linii Immolation, dość mocno odbiegającego od prezentowanej przez pozostałe kapele wysokooktanowej mieszanki thrash i black metalu. Tak jak w tym roku zarządził Ragehammer, tak w ubiegłym jednym z moich ulubionych krajowych wydawnictw zostało „The Devil Inside”, drugi pełniak gliwiczan, na którym agresja i ciężar zostały zmieszane w proporcjach niemal doskonałych, niczym na najlepszych albumach Morbid Angel. Setlista opierała się na numerach z tej płyty, był to też najlepiej brzmiący występ tego wieczoru. Tak się złożyło, że oglądałam Embrional po raz trzeci w tym roku, więc zaryzykuję stwierdzeniem, że poziom trzymają i warto ich oglądać, jak jest okazja.

Deströyer 666 to jeden z najbardziej prominentnych przedstawicieli australijskiej sceny, która wydała na świat tak znaczące dla gatunku grupy, jak Sadistik Exekution, Gospel of the Horns czy Bestial Warlust. Agresywne i szybkie, a przy tym niezwykle chwytliwe kawałki w których specjalizuje się ekipa pod wodzą K.K. Warsluta to wymarzony koncertowy materiał, wręcz stworzony po to, by napierdalać radośnie w młynie, wyśpiewując liryki o Szatanie, metalu i wojnie. Tak też się stało i tym razem- na sali tłok i zaduch, na posadzce krew, pot i piwo. Jak przystało na trasę promującą ostatnie wydawnictwo, na setliście znalazła się reprezentacja „Wildfire”-utwór tytułowy, „Traitor” i mój osobisty faworyt, „Hounds at Ya Back”. Cieszyła też reprezentacja mistrzowskiej EPki „Terror Abraxas” pod postacią „A Breed Apart” i wolniejszego, bardziej melodyjnego „Trialed by Fire”. Nie zabrakło coveru Motörhead („Iron Fist”), a w ramach sekcji „greatest hits”poleciały „I am the Wargod” i “Satanic Speed Metal”, w okolicach którego z zabawy pod sceną (i tymczasowo z grona ludzi normalnie chodzących) wyeliminował mnie uraz zidentyfikowany po powrocie do rodzimego miasta jako „zwichnięcie, skręcenie i naderwanie stawów i więzadeł stawu skokowego i poziomu stopy”. No cóż, biorąc pod uwagę, że pierwszą osobę z twarzą zalaną krwią widziałam jeszcze przed występem Embrional, wiadomo było czego się spodziewać. Chyba, że była to konsekwencja nocnych wycieczek w świetle księżyca w pełni po urokliwej, warszawskiej Pradze.

Kilka słów o Hydrozagadce- był to mój debiut w tym klubie i muszę powiedzieć, że na tego typu podziemny gig to całkiem niezła miejscówka. Zero zadęcia, ogródek na paletach, odpowiednia pojemność- przed koncertem słyszałam całkiem sporo narzekań w stylu „a czemu nie w Progresji”, nie mam jednak wątpliwości że w tamtejszych warunkach impreza mogłaby sporo stracić na atmosferze i intensywności.

I to by było na tyle, pozostał już tylko powrót do domu i zmycie czyjejś krwi z plecaka. Następne wydarzenia pod szyldem Into The Abyss już październiku (Dead Congregation) i w grudniowy weekend we Wrocławiu, gdzie zaprezentują się takie nazwy jak Absu, Sadistic Intent i Possessed.

 

Podziękowania dla Marii Konopnickiej za wideło z koncertu Ragehammer.

X.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *