Melodyjny thrash metal z Bydgoszczy? Brzmi dosyć ciekawie. Panowie z Deathinition na swojej debiutanckiej EP-ce zawarli wszystko, co w tym gatunku najważniejsze. Bardzo dobre riffy, szybkostrzelne solówki i opętańczą pracę bębnów, a wszystko to opatrzone suchym brzmieniem przywodzącym na myśl końcówkę lat 80.

Od początku do końca albumu mamy do czynienia z wyjątkowo srogim thrash metalem, aczkolwiek nie na samej łupaninie kończy się muzyka tych sympatycznych panów. Wirtuozerskie solówki, basowe pochody, pełen agresji wokal – to, co zwierzaki lubią najbardziej. Największym plusem całości jest niewątpliwie dynamika kompozycji – rój gitarowych much skutecznie wymienia się z naprzemiennie wycinanymi grooviastymi patentami, które podparte są odpowiednim chuligańskim wręcz nastrojem. Bądźmy szczerzy, mamy tutaj do czynienia z materiałem naprawdę profesjonalnym. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik i tylko zagorzali malkontenci znajdą tutaj powody do narzekań – chociaż sam nie wiem, co mogłoby włączyć w ich umysłach kontrolkę „alert”, po której to odpaleniu nastąpiłaby fala zawiści i nienawiści wylana na klawiaturę przy akompaniamencie błędów interpunkcyjnych i ortograficznych.

Kolejną zaletą tychże kawałków są często pojawiające się melodyjne wtręty, które stanowią bardzo unikalne, niezbyt typowe wśród młodych thrashowych kapel urozmaicenie bezpardonowej muzyki. Wszystkie kawałki na rzeczonym wydawnictwie są niesamowitymi killerami, idealnie skrojonymi zarówno pod festiwale, jak i koncertowe klubiki, a cel tylko jeden – nieustanny, dziki, brutalny mosh. Nie zapominajmy jednak, że oprócz idealnego podkładu pod małpią zabawę w młynie, zawierają one w sobie niemały walor edukacyjny dla młodych adeptów „wioślarstwa”. Zapewniam Was, iż nieraz będziecie musieli nieźle się napocić, aby trafnie, nuta w nutę, odegrać omawiane tutaj piosnki.

Deathinition, photo

Liryki zdobiące wszystkie cztery kawałki z „Art of Manipulation” nie mają w sobie nic z oryginalności. Ot, takie typowo metalowe tematy: zakłamanie dzisiejszego świata, niezrozumienie, zło wyrządzane przez szeroko pojętą religię, itp. Nic nowego w thrashu. W tym miejscu dochodzę do refleksji, że my, thrasherzy uwielbiamy nasz kochany gatunek muzyczny za wszystko oprócz tych nijakich tekstów. Oczywiście – są pewne wyjątki (Megadeth chociażby), ale taka jest smutna i brudna niczym typowy woodstokowicz prawda.

Młody (a także czujący się młodym) Polaku! Lubisz być chamsko biczowany riffami? Przepadasz za momentami, gdy wokalista wypluwa z siebie kolejne fragmenty tekstu (najczęściej z niedostatkami w akcentowaniu wyrazów)? Rozpływasz się w ekstatycznym uniesieniu przy agresywnych perkusyjnych kanonadach? „Art of Manipulation” jest muzą dla Ciebie.

Polecam, człowiek idealnie pasujący do powyższego opisu.

8.5/10

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *