Dave Mustaine został bohaterem najnowszej odsłony serii „My Life In 15 Songs” w magazynie Rolling Stone, w której przywołuje utworu reprezentujące punkty zwrotne w jego ponad 30-letniej karierze.

metallica hetfield burton ulrich mustaine

Na początek wybrał utwór nie Megadeth, a „Ride The Lightning” Metalliki, który – jak twierdzi – jest przede wszystkim dziełem Larsa Ulricha i jego, choć wg dotychczasowej wiedzy powszechnej do niego należy tylko jeden z riffów, tzw. „spider chord”. Nawiązuje także do „Leper Messiah” (w którym oficjalnie nie widnieje jako współautor, ale wiadomo, że 30 lat temu się tego domagał – podobno z uwagi na główny riff – jednak sprawę załatwiono zakulisowo i nie wracano do niej nigdy – aż do teraz).

Są w „Ride The Lightning” pewne riffy, które słyszysz i po prostu wiesz, kto napisał ten utwór. I nie mówię tylko o tym, co jest mojego autorstwa. Są pewne fragmenty w „Ride The Lightning” i „Leper Messiah” i na pierwszym ich albumie, wszystkie te rzeczy, te małe rzeczy, w których wyczuwasz podobieństwo do stylu gry Megadeth, bo wiesz, że wiele więcej nie da się już zrobić z instrumentem. Myślę, że świetnie sobie z tym poradzili.

Nie napisałem całej muzyki w „Ride The Lightning”. Lars napisał melodyjne intro, następną partię ja, i następną też ja, i następną też ja, a potem wraca jego partia, i potem wraca do moich 3 partii i w tym momencie… kto by to  liczył?

Od dawna nie przejmuję się tym, że Metallica gra moje kawałki. Można mieć obsesję na tym punkcie, albo dać sobie z tym spokój, bo nic tego nie zmieni. Mamy dwa świetne zespoły. Jesteśmy przyjaciółmi. To i owo się wydarzyło. Kurwa, przebaczyłem Ellefsonowi to, że pozwał mnie na 18,5 mln dolarów, to mogę wybaczyć im, że wykorzystali moje utwory. I szczerze – gdyby nie ten wehikuł, to co razem zaczęliśmy – i mam na myśli my przez wielkie kurwa MY – rozumiesz, to myślę, że świetnie sobie poradzili. Jestem z nich naprawdę dumny.

Kiedy wydaliśmy Killing w 1985 miałem to już za sobą. Ale to wszystko siedziało mi w głowie, w moim katalogu, którego nie miałem szansy im zaprezentować. Zmierzaliśmy z nimi nazbyt uproszczoną ścieżką. Nie pamiętam, kto to powiedział, albo był to ktoś bardzo prominentny, bardzo bystry, „Jeśli Metallica to Ramones, to Megadeth to The Clash”. [poszukaliśmy – JEDYNE źródło z cytatem czyniącym takie porównanie to magazyn Spin z marca 1987, strona 14; porównania tego dokonał wtedy… sam Mustaine!LINK – red.] Pomyślałem, że to prawdopodobnie najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem. Widziałem też inne porównanie: „Jeśli Metallica jest jak Iron Maiden, to Megadeth jest jak Led Zeppelin” i pomyślałem, „Hej, to też naprawdę dobry sposób patrzenia na to.” Bo my robimy nieco więcej zwrotów akcji.


Dalej mówi też kilka rzeczy nt. „The Four Horsemen” i „Jump In The Fire” Metalliki oraz rzuca kilka stwierdzeń na temat wspólnych perypetii ze swoim dawnym zespołem przy okazji omawiania „Mechanix” oraz „In My Darkest Hour”:

Napisałem „Mechanix” na długo zanim trafiłem do Metalliki. Kiedy byłem w Metallice nie mieliśmy wielu utworów… Graliśmy covery Killing Joke, Sweet Savage, dużo Diamond Head i moje kawałki [pierwszym nagranym utworem Metalliki – jeszcze bez Dave’a w składzie – de facto było jednak „Hit The Lights” – przyp. tłum.]  (…) Grałem więc „Mechanix” jednego dnia, gdy przyszedłem na próbę z Cliffem Burtonem, a Lars mówi, „Kurwa, stary, musimy tu zmienić jedną rzecz.” Słuchałem wtedy Lynyrd Skynyrd z Cliffem w samochodzie i pomyślałem, „OK, zagram ‚Sweet Home Alabama’, nigdy się nie zorientuje.” A on wtedy na to, „Kurwa, stary, to najlepsza rzecz na świecie.” Więc mówię, „O mój Boże, jaja sobie robisz?” Więc „Mechanix” ze „Sweet Home Alabama” na początku [w środku – red.] to teraz to, co ładnie nazywa się „The Four Horsemen”.

James przepisał wiele tekstu w tym utworze i w „Jump In The Fire” też zmienił słowa. Już nie tak tak bardzo, ale nie podobały mu się zbytnio seksualne konotacje w tym utworze. Więc zmienił go tak, by chodziło o skakanie w pit [z ang. otchłań, ale też młyn pod sceną (mosh pit) – przyp. tłum], a ja na to, „Skok w ogień”, co stanowi tylko taką małą ciekawostkę. To mogło być cokolwiek … Pit właśnie na przykład.

Wersja „Mechanix”, którą nagrałem z Megadeth, była znacznie szybsza od „The Four Horsemen”, to na pewno. Nie ma w ogóle porównania z tym, co grałem z nimi, bo byłem już wtedy bardzo wkurzony.


(…)

Muzykę do „In My Darkest Hour” napisałem, gdy dowiedziałem się, że Cliff nie żyje. Moja przyjaciółka, „Metal” Maria Ferrero, zadzwoniła powiedzieć mi, że zginął w wypadku autobusowym. Potraktowałem to bardzo osobiście, bo pomyślałem, „Wy skurwiele, wiecie, że wszyscy jesteśmy braćmi z zespołu, on umiera, a do mnie dzwoni ktoś inny?” Więc bardzo, bardzo, bardzo źle to zniosłem. Teraz rozumiem, że w żałobie ludzie robią dziwne rzeczy, więc zmieniłem swoje patrzenie na to, że to ona zadzwoniłaale wtedy byłem bardzo wkurzony i napisałem ten kawałek za jednym razem, a potem zacząłem pisać słowa jak szybko tylko potrafiłem [o swojej byłej dziewczynie, nie o Cliffie – przyp. tłum]… To był bardzo bolesny czas, pisanie tego utworu.

Ostatnim razem rozmawiałem z Cliffem na jednym z dziwacznych koncertów, na które się wybrałem. Ciągle stanowiłem dla nich zagrożenie, więc nigdy nie dostawałem przepustki na backstage; zawsze dostawałem przepustkę na after-pass, co wg mnie było tchórzostwem. Więc kiedykolwiek chodziliśmy na koncerty, ja i Ellefson widzieliśmy się z nimi po wszystkim i byliśmy zapraszani, gdziekolwiek imprezowali. Ja nie chciałem imprezować; chciałem zobaczyć się ze swoimi przyjaciółmi i spędzić razem czas. Ale najwyraźniej nie byliśmy już przyjaciółmi; ostatnim razem rozmawiałem z Cliffem na jednym z takich koncertów, które grali w Stanach.

(…)

Gdy pierwszy raz zagrałem ten utwór na żywo rodzice mama i tata Cliffa byli na widowni. Mogłem zrobić to w studio i na próbach, ale z nimi nie dałbym rady zagrać całości. Nie macie nawet pojęcia, skąd te uczucia płynęły. To jakby, czy ja te uczucia w sobie naprawdę mam? A potem nagle grasz kawałek i nie możesz opanować… Cholera, cholera, to się dzieje naprawdę. Nie miałem nigdy okazji się pożegnać. Tzn., nie wiedziałem nawet, gdzie został pochowany. To więc pokazuje, do czego to wszystko doprowadziło. Ale zobaczę się z nim w niebie. To jest fajne. Przynajmniej w to wierzę.

Co ciekawe, w zespole z Burtonem byli razem tylko 5 miesiący, po czym w 1985 r. Cliff powiedział w wywiadzie:

Nie myślę zbytnio o nim, jeśli mam być szczery. Dave dużo gada. Gada dużo o nas i o innych. Sprawia, że mam uprzedzenie do tego, co robi, więc naprawdę nie mogę zbytnio słuchać tego, co robi, zachowując otwarty umysł, bo jest zbyt zajęty pieprzeniem bzdur o wszystkich.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *