Jest ciepły grudniowy dzień w Los Angeles i lider Megadeth – Dave Mustaine – jest szczęśliwy i ma się dobrze, delikatnie mówiąc. „Myślę, że teraz ja i David Ellefson czujemy się jak dzieciaki, które zebrały torbę cukierków w Halloween” mówi ze szczerą radością w głosie.

Powód jego podekscytowania? Jest  kilka. Pierwszy i główny to nowy album Megadeth „Dystopia”. To ich piętnasty album studyjny i prawdziwy potwór metalu. Wspólnym głosem można powiedzieć, że ogólnie ujmując to najnowszy album zespołu jest najlepszy. W przypadku Megadeth [i nowego albumu] to trudniejsza rzecz do sprzedania, ponieważ wcześniejsze produkcje jak „Peace Sells… But Who’s Buying? (1986)”, „Rust In Peace (1990)” czy „Countdown to Extinction (1992)” to najbardziej klasyczne metalowe krążki.

Nie naciągając można rzec, że – i to jest prawda – „Dystopia” jest ich najsilniejszym i oszalałym gitarowo albumem od co najmniej dwóch dekad. Od jackhammera ku górze w „The Threat Is Real” przez labirynt “Hangar 18” i solówki tytułowego utworu, do zawrotnej  owiniętej instrumentami „Conquer or Die!” „Dystopia” ukazuje, że Megadeth słusznie odzyskuje swoją należytą pozycję w pionierach metalu.

Co więcej – część instrumentalnego szaleństwa ma miejsce dzięki dwóm nowym członkom, którzy przyczynili się do powstania „Dystopii” wraz z Mustainem i Ellefsonem. Brazylijski wirtuoz Kiko Loureiro jest twórcą i gitarzystą zespołu Angra, który teraz dołączył do Megadeth oraz perkusista Lamb of God, Chris Adler, który pomagał podczas sesji nagraniowej. Adler – o którym Mustaine mówi, że „to jeden z najlepszych perkusistów, z jakimi grałem” – dołączy do zespołu podczas trasy koncertowej promującej nowy album.

Obecnie wszystko wskazuje na to, że na wyspie Megadeth są same pozytywne wibracje. To przyjemna zmiana wydarzeń, szczególnie po tym burzliwym odcinku, który rozpoczął się w listopadzie 2014r., kiedy perkusista Shawn Drover i gitarzysta Chris Broderick wyskoczyli za burtę i ostatecznie stworzyli razem nowy zespół – Act of Defiance. Chwilę później wyciekły informacje o tym, że Mustaine próbował – niestety nieskutecznie – przywrócić skład z ery „Rust In Peace”, w tym gitarzystę Marty’ego Friedmana i perkusistę Nicka Menzę.

Po zaprzestaniu dyskusji, Menza w sieci skrytykował Mustaine’a za jego układy z perkusistą. Co ciekawe – Broderick i Drover publicznie przyznali, że odeszli z Megadeth, żeby mieć więcej twórczej swobody. W tym wywiadzie Mustaine ujawnia, że – z jego punktu widzenia – odeszli bezpośrednio przez rozmowy dotyczące line upu z ery „Rust in Peace”.

Niemniej jednak, nawet przez te nieszczęścia, Mustaine i Ellefson – w tym przypadku, Megadeth jako jedność – stali się silniejsi i bardziej nakręceni. Istniejąc jako zespół przez ponad 30 lat – okres, w którym Megadeth stworzył nieścieralne hymny metalu jak również znosił wzloty i upadki – teraz ponownie wspinają się na artystyczny szczyt.

I końca nie widać. „W tej chwili nie wiem czy istnieje cokolwiek, co mogłoby mnie powstrzymać przed graniem i jeszcze długo nie powstrzyma” mówi Mustaine. „Jedynym powodem do przestania byłoby to, że byłbym nieszczęśliwy robiąc to. Ale teraz? Jestem zajebiście najarany.”

Guitar World: Od kiedy pierwszy raz ogłoszono, że Kiko będzie nowym gitarzystą w Megadeth, zacząłeś go chwalić jako gracza – w takim stopniu, że nazwałeś go najlepszym gitarzystą, jakiego miałeś w zespole. Teraz, kiedy w końcu nagrałeś nową muzykę, wszyscy dostajemy szansę, żeby usłyszeć jak tam pasuje. Oceniając po wystąpieniu w albumie „Dystopia” widać, że jego styl współgra z tym, co robi Megadeth.

Dave Mustaine: Oczywiście. Gdy wychodzi muzyka, fajną rzeczą jest to, że wszyscy słyszą ją z głównego źródła, z pierwszej ręki – i nie obnoszę się z tym, że jesteśmy lepsi. Kiko po prostu się pojawia i pozwala mówić muzyce, a ja to uwielbiam.  Plus jest dobrym facetem do towarzystwa, działa odświeżająco. Przez to, że jest raczej nieznany, ludzie mogą doświadczać go na mnóstwo sposobów. Cieszę się, że gra ze mną.

W przeszłości często mówiłeś gitarzystom jak mają zagrać solówkę. Czy sytuacja z Kiko była wyjątkiem, że mógł sam decydować na albumie?

Całkiem tak. Ogólnie zawsze wierzyłem w taką ideę – to twój sposób, to mój sposób, a to nasz. Powinieneś spróbować tak dużo demokratycznych wyjść jak jest to możliwe, ale czasami jeśli tworzysz muzykę i masz coś w głowie, co chcesz usłyszeć i jak dajesz wolność i zaufanie innym muzykom, żeby robili co chcieli, a oni nie wiedzą dokładnie czego chcesz to to nie będzie współpracowało. Na przykład początek „Fatal Illusion” Chris Adler powiedział mi „Potrzebuję usłyszeć próbkę tego, o czym mówisz, ponieważ nie mogę zgadnąć”. Rozumiem dlaczego miał problem, ponieważ niektóre partie miały dziwne metrum 6/5. Ale ogólnie jeśli wejdziemy w te utwory i pozwolimy chłopakom, żeby wypowiadali swoje zdanie to wzmacniają to. Jednym z moich ulubionych zdań jest wypowiedziane przez Chrisa w studio. Graliśmy jeden z nowych kawałków i on przypominał mu część starego Megadeth przy którym dorastał i powiedział „Teraz to mój Megdeth”. Dla mnie to  było podsumowanie całej sesji nagraniowej: Mój Megadeth.

Kończąc – powiedziałeś, że Chris Adler jest wielki fanem Garego Sammuelsona, który grał na perkusji w 1985r., debiutującego albumu „Killing Is My Business…And Business Is Good!” oraz „Peace Sells… But Who’s Buying?”

Tak, Chris jest wielkim fanem Gara. Dla mnie przebywanie z Garym było bardzo fascynujące. Był muzykiem jazzowym i to było zupełnie inne od wszystkiego, czego byłem częścią. Tak samo jak z Chrisem Polandem (gitarzysta na „Killing Is My Business…” i „Peace Sells..”). Przed Megadeth grali razem w zespole New Yorkers, co było szaloną jazzową rzeczą. Kiedy zaczęliśmy razem grać to po prostu działało. Myślę, że na początku to dało DNA dla Megadeth. Ludzie postrzegali nas jako coś innego, ponieważ mieliśmy jazzowo-metalowe podejście. Kolejną rzeczą jest to, że pamiętam jak wcześniej mówiłem do nich „Ty prowadzisz bębny, a Ty bas. Nie ma zastępowania kogoś, kogo nie ma. Nie ma nudnego grania w tym zespole. Jeśli nie grasz to stoisz i czekasz na odstrzał”. Myślę, że taka mentalność po części ustanowiła standardy dla nas. To była ta idea – jeśli coś robisz to zawsze rób to w pełni. To właśnie się działo w tym czasie.

 Jak wiadomo Adlerowi, raz wspomniałeś, że przed współpracą z nim rozglądałeś się za perkusistami i jednym z nich był perkusista Slayera – Dave Lombardo. To byłoby interesujące połączenie.

Wiesz, kocham Dave’a i cholernie go szanuję, ale on na boku ma tyle innych projektów i rzeczy tego typu. Chcieliśmy kogoś, dla kogo koncert byłby jak dziecko. Ponieważ Chris i Lamb of God są tak blisko siebie, że to jest teraz trochę dziwne, ale sprawiamy, że da radę to pogodzić. Fajną rzeczą jest to, że my z Davidem Ellefonem mamy dobry kontakt z chłopakami z Lamb of God. Wiedzą, że cholernie szanujemy ich zespół i sądzę, że vice versa.

Z tego samego worka – byli inni muzycy, którymi się interesowałeś na zlocie gitarzystów?

Było ich mnóstwo. Tych naprawdę dobrych też. Ale głównie byli sami młodzi gitarzyści, którzy mieli inny obraz niż Megadeth. Jeśli masz kolesia z długimi włosami w zespole, gdzie wszyscy mają krótkie włosy to to wygląda trochę dziwacznie, no nie? Jak masz kolesia pokrytego tatuażami, gdzie nikt nie ma żadnego tatuażu to też wygląda inaczej. Kilka razy mieliśmy chłopaka, który miał mnóstwo rzeczy, których chcieliśmy, ale nie wszystkie. Rozstrzygnąłem to prosto. Szukałem trzech rzeczy: nastawienia, sprawności i wyglądu. Jeśli wyglądasz fajnie, grasz fajnie i uważasz, że jesteś fajny to musisz być fajny!

Zanim postawiłeś na Chrisa i Kiko, próbowałeś odbudować skład z lat 90. z Martym Friedmanem i Nickem Menzą. Poniosłeś porażkę i w prasie i w oczach fanów, którzy mówili, że to nie wyjdzie, ale z tego co zrozumiałem to David Ellefson, nie Ty, stawiał tę sprawę na pierwszym miejscu.

Tak, dokładnie. David był na tyle miły, żeby mnie uratować, ponieważ wiele osób próbowało zrobić ze mnie złego, mimo że nim nie byłem. Ponowne połączeniem nie doszło do skutku, a David wyszedł i powiedział „Spójrzcie, to był mój pomysł. Mustaine był w porządku, starał się żeby to wyszło i wspierał pomysł, ale to było to, czego ja chciałem”.

Więc zrobiłbyś to.

Ujmijmy to tak: kocham Davida i szanuję go na tyle, że dałem mu szansę by spróbować. Wolałem, żeby Shawn Drover i Chris Broderick nie byli zranieni przez te sprawę i żeby byli bardziej szczęśliwi w przejściu do swojej nowej grupy tak samo jak my w tej wersji Megadeth.

Czyli rozmowy o starym składzie były prowadzone, kiedy Shawn i Chris byli w zespole?

Ta, dlatego odeszli. Domyślili się. Myślę, że David coś powiedział między wierszami, gdy fani chcieli z powrotem Nicka i Marty’ego. I wiesz, to nie jest fajne uczucie.

Nawet jeśli to nie zadziałało z nimi to czy był moment podczas rozmów z nimi, kiedy pomyślałeś do siebie „To mogłoby się naprawdę zdarzyć”?

Szczerze to nie. Nick wydawał się zdenerwowany, jakby nie chciał tu być. Wiesz, bardzo lubię Nicka, ale on ciągle mówił, że ma motylki w brzuchu i te rzeczy, które sprawiały, że było mi przykro, ponieważ martwię się o niego. Myślę, że jest bardzo utalentowany. Marty wydawał się, jak byłby zajęty innymi rzeczami w jego życiu, które nawet nie były do zrealizowania, nawet jeśli tego byśmy chcieli, ponieważ wiele innych drugoplanowych spraw było w trakcie jego kariery. Marty też jest bardzo utalentowany – podobnie jak Nick. Modlę się, żeby Nick był w stanie wrócić do zespołu, wyjść na scenę i grać i znów czuć się szczęśliwym. Przez to, że jest dobrym muzykiem to inni widzą w nim dużo korzyści, mając go w zespole. On jest bardzo mądry, jeśli chodzi o takie działanie, żeby dawało sukcesy zespołowi.  Po prostu długo nie był w zespole, który odnosił sukces.

Skoro jest temat Drovera i Brodericka – miałeś okazję przesłuchać tego, co robią w Act of Defiance?

Nie, nie jestem zainteresowany.

Wracając do albumu „Dystopia” – jedną z rzeczy, które możesz powiedzieć o albumie jest to, że jest bardzo ciężki z dużą ilością riffów – na pewno więcej niż na ostatnim krążku „Super Collider”. Czy album szedłby w tę samą stronę, niezależnie od tego czy grałby wtedy Chris i Shawn albo Nick i Marty albo Chris i Kiko?

Cóż, miałem wtedy napisanych 10 utworów, więc album miał już jakąś równowagę zanim te wszystkie rzeczy się wydarzyły. To zaczęło pokazywać w jaki sposób muzyka będzie brzmiała. Właściwie to niektóre z tych riffów były wyciągnięte z folderów od kiedy Nick i Marty byli w zespole. Chris i Shawn też jeszcze byli, kiedy po raz pierwszy zaczęliśmy coś nucić. Więc to tworzyło się wspólnie przez jakiś czas.

Masz jakieś ulubione gitarowe momenty na krążku?

Uważam, że zakończenie „Dystopii” jest naprawdę pięknie. Uwielbiam sposób w jaki się nagle zmienia i jak stopniowo uwydatnia się siła. Także lubię momenty, które osiągamy w „The Threat Is Real” albo „Poisonous Shadows”, gdzie jest orientalne podejście i te rzeczy. I w innych miejscach jest węgierska skala i hinduska, arabska, wszystkie rodzaje. Wiesz, nawet jeśli Kiko podkręciłby się przed nagraniem solówek to niektóre z  nich, które chciałby zagrać to bardzo oddziaływałyby na człowieka, byłyby hipnotyzujące. To takie rzeczy, które sprawiają, że gitarzysta płacze.

Jak na obecny czas to teksty wydają się być bardziej polityczne niż zawsze.

Cóż, myślę że mój styl pisania wykształcił się bardzo dawno. Są cztery sprawy, które przychodzą na myśl, kiedy piszę: wojna, polityka, narkotyki i kult. To rodzaj mojej Góry Rushmore (pomnik z czterema głowami prezydentów USA) – nie mogę na nią się wspiąć jeszcze raz i poprawić coś na twarzy.

W „Post-American World” mówisz „If You don’t like where we’re going then you won’t like what’s coming next” (Jeśli nie podoba ci się, dokąd idziemy to nie będzie ci się podobało to, co nadchodzi).

Myślałem sobie, że nadal jest podział między poszczególnymi klasami i ja, próbujący stanąć w ich obronie, jak w „Peace Sells”. Tylko tam mówiłem, że „To jestem ja, nie oceniaj książki po okładce”, a na tym „Hej, to idzie w tę stronę. Jeśli ci się nie podoba co się dzieje teraz, to zepnij dupsko, ponieważ jeśli ludzie tego nie zmienią to będzie tylko jeszcze gorzej”.

Uważasz, że wchodzimy w post-amerykański świat?

Cóż, widzisz to, że straciliśmy mnóstwo wiarygodności w tym świecie albo ile różnych państw wycofuje się z dolara albo jak czujesz się odosobniony przez to, co ktoś inny robi – jesteś tym wszystkim prześladowany. To jest coś na zasadzie „Jeśli nie jesteś z nami to pierdol się”. Na naszym ostatnim nagraniu mamy utwór „A House Divided”, który mówi „I’m supposed to hate you and you’re supposed to hate me / We can never agree (Powinieniem cię nienawidzieć, ty powinienieś mnie nienawidzieć / nigdy się nie zgodzimy). Jesteśmy teraz w takim momencie, że nie ma ludzkich rozmów między osobami, które się nie lubią. Po prostu jest „Jesteś wrogiem i powinieneś umrzeć”, „Dlaczego? Bo używam Splenda, a nie NutraSweet?” „ Tak, powinieneś kurwa umrzeć!”

W „Lying in State” mówisz, że jesteśmy świadkami upadku zachodniej cywilizacji i że nikt nie gra według zasad („There’s nobody playing by the rules anymore”)

No bo nikt nie gra według zasad. Spójrz na ten gówniany cyrk, który się dzieje przez ostatnie 6 lat. Nikt nie jest oskarżony i zasada prawa mówi „pierdolce się wszyscy”. Ale spóźnij się z hipoteką? Spóźnij się z podatkiem? Albo z opłatą rachunków? Jesteś skończony. Któregoś dnia widziałem koszulkę z napisem: republikanie są czerwoni, demokraci niebiescy, a ty gówno ich obchodzisz (republicans are red/democrats are blue/neither one gives shit about you) i pomyślałem, że to fajna koszulka. Ale naprawdę, obojętnie jaki okres to ciągle to samo. To dobro kontra zło. To coś jak Big Brother. Illuminati, Komitet 300. To wszystko te rzeczy, obojętnie czy prawdziwe czy nie. Zawsze jest „my kontra oni” w świecie. Zawsze w to wierzyłem. I nie zważając na to kim są „oni”, tekst, który piszę zawsze jest na zasadzie „hej, będzie dobrze, bo ktoś jest przy tobie”. Mogę być jedyną osobą, która jest przy tobie, ale chociaż kogoś masz. Nigdy nie zmuszałem innych do swojego światopoglądu. Zawsze powtarzałem „okej, tu są konsekwencje. Tu są fakty. Decyduj sam za siebie”.

Ale przez to, że wychodzisz i mówisz „czuję się w ten sposób”, to czy czujesz się czasem atakowany przez to?

Nie powiedziałbym, że to uczucie, tylko to fakt. To się dzieje. Czy się kurwa przejmuję? Nie.

Pomijając wszystko, Megadeth wytrwało ponad 30 lat. Jeśli patrzysz wstecz na te lata to czy czujesz, wraz z Chrisem i Kiko, że też jesteś uczestnikiem pewnego odrodzenia?

Tak, czuję i  to bardzo fajne. Wiesz, mam dużo starych przyjaciół, którzy byli ze mną na dobre i na złe.  Widzieli muzykę, która była sukcesem, ale też, kiedy była niezrozumiała. Byli przy mnie przy wzlotach i upadkach, kiedy moja muzyka była dobra albo zła, byli przy mnie nieważne czy byłem dobrym chłopcem czy złem. Dostajemy szansę, żeby się zrehabilitować, ponieważ Megadeth ma naprawdę dobry, nowy metalowy album. Więc teraz? Jesteśmy wszyscy bardzo szczęśliwi.

Źrodło: GuitarWorld

Zapisz

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *