Były perkusista zespołu Slayer, Dave Lombardo, udzielił niedawno wywiadu w ramach programu „Radio Screamer”. Poniżej znajdziecie tłumaczenie najciekawszych fragmentów rozmowy.

Zapytany o to, co sprawia, że wciąż wraca do Slayera:

No cóż, nie wydaje mi się, żeby to miało nastąpić kiedykolwiek w przyszłości. Powodem jest… To znaczy, dużo czasu minęło. To było dziesięć lat. Kiedy wróciłem w 2001 roku, już wtedy minęło dziesięć lat, od kiedy odszedłem z zespołu i wydawało się, że to odpowiedni czas na powrót. Poprzednie nieporozumienia nie miały już znaczenia, nie mieliśmy do siebie urazy, ale najwyraźniej to nie to było powodem tego wszystkiego, ponieważ teraz sytuacja wygląda raczej na zasadzie: „No cóż, opuścił nas w 92. więc znów może być poza zespołem”.

O tym, jak istotne jest nauczenie się zasad kierujących biznesem muzycznym w trakcie kariery muzyka:

To jest coś, czego uczysz się z biegiem czasu. Jest to ciężka droga, w szczególności w przypadkach, kiedy ludzie mówią Ci, że wszystko jest pod kontrolą, że troszczą się o Ciebie, a Ty im wierzysz i nie jesteś skłonny dobrze się nad tym zastanowić. Ale ostatecznie, oczywiście, jak mówi AC/DC – zarówno muzyk, jak i biznesmen się bogacą. Wydaje mi się, że musimy sprawić, żeby perkusiści byli świadomi swojej pozycji w zespole i rozgłaszać, że muzycy powinni być wyedukowani nie tylko w muzyce, ich stylu i tak dalej, ale także naprawdę powinni nauczyć się sztuki  biznesu, ponieważ w ostateczności okazuje się, że zespół staje się przedsiębiorstwem, a każdy jego członek współwłaścicielem lub dyrektorem do spraw operacyjnych danego bandu. Jest więc to bardzo ważne.

O jego ostatnim rozstaniu ze Slayerem:

Szczerze mówiąc, nie chcę rozmawiać o szczegółach, ale traktuję odejście z zespołu tak, jak każdą inną zmianę w życiu. Po prostu musisz z tym żyć. Ja, szczęśliwie, miałem zespół, który założyłem zanim wynikła cała ta sprawa ze Slayerem. Trzeba po prostu iść przed siebie i nie oglądać się.

O zmarłym Jeffie Hannemanie:

Jeśli chodzi o rękę, to wyleczyli ją i zrobili wszystko, co mogli, by mu pomóc. Wydaje mi się jednak, że nie miał on możliwości motorycznych grania na gitarze. Wiesz, daliśmy mu szansę i moglibyśmy wyciszyć jego gitarę na nagraniach, ale to wszystko nie działało dobrze. Musisz po prostu mieć określone zdolności do grania tego typu muzyki. On ich w tym momencie nie miał. Szkoda.

Krótko po tym, jak zmarł, spędziłem popołudnie z jego żoną. Byliśmy na wspólnej kolacji. To jest ciężkie. Niestety, Jeff był na równi pochyłej. To oczywiste, że to co stało się z jego ręką musiało być dla niego przygnębiające i przez to, że nie był w stanie grać, zaczął pić nawet więcej, niż do tej pory. I, tak jak powiedziałem, była to równia pochyła.

O tym, jak pozostali członkowie Slayera poradzili sobie z utratą przyjaciela:

Nie wiem, jak Kerry King i Tom Araya na to zareagowali. To, jak zachowali się na uroczystości upamiętniającej, było bardzo płytkie. Dla mnie było to bardzo ciężkie, ponieważ Jeff i ja spędzaliśmy bardzo dużo czasu razem w trasie. Byliśmy odbierani z hotelu i zajeżdzaliśmy na miejsce koncertu o 4:30, a do czasu występu relaksowaliśmy się w naszym autobusie. Była więc między nami interakcja, było dużo gadania, rozmów, oglądaliśmy telewizję i słuchaliśmy muzyki. Kochał mojego iPoda, ponieważ miałem na nim wiele różnych stylów muzycznych. Często mówił: „Stary, zapuść coś ze swojego iPoda”. Dużo się śmialiśmy i żartowaliśmy, a ja czasami zaskakiwałem go jakąś muzyką, której on wcześniej nie znał. Było więc bardzo wiele pamiętnych chwil które przeżyłem z Jeffem. I to jest strasznie słabe, stary. To beznadziejne, kiedy kolega z zespołu umiera, ponieważ ta magia ginie raz na zawsze. Ten zespół miał niepowtarzalną chemię, kiedy wszyscy czterej byliśmy razem na scenie. I nie chcę odbierać zasług Gary’emu Holtowi, zastąpił Jeffa i zrobił świetną robotę, ale ciągle jest to coś, czego brakuje, a co nie może być w żaden sposób zastąpione.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *