Kilka dni temu dostało się nam, za cykliczne skupianie się na pisaniu o Metallice i innych mainstreamowych popłuczynach, podczas gdy tyle nieznanych kapel kiśnie poza obiegiem eteru. Cóż, nie będę nawet udawał, że znam się na podziemiu, bo „znaniem się” z pewnością nie można nazwać postawy pt. „słucham jak ktoś poleci”, a ja mniej więcej tak z wrodzonego lenistwa do tego tematu podchodzę. Kiepskim jestem eksploratorem. Nie szukam muzyki na siłę, oddaję pole przypadkowi. Raz z cylindra wyciągniesz króliczka, raz psie gówno. Coś gdzieś zasłyszę, zatrybi, albo nie. W ten sposób mniej więcej wpadłem na trop pewnej płomiennowłosej Wiedźmy o spirytualnym, „szamanicznym” wokalu, Pani Jayn H. Wissenberg. Najpierw zwróciła moją uwagę jej mroczno – eteryczna aparycja, potem mocno związana z ciemną stroną natury koncepcja wizualna, ostatecznie zaś tworzona pod szyldem Darkher, klimatyczna muzyka. Materiał, po kilku fragmentarycznych odsłonach, ostatecznie skumulowano na wydawnictwie „Realms” i zaręczam, że nakopie on większości tegorocznych płyt z szuflady pt.: „mam czarne serce, miękką dupę i wypadałoby się powiesić.”

pro_187_-_darkher_-_realms_2

Przesadziłem z tą ostatnią frazą, bo Darkher to bardzo elegancki, kulturalny i epicki, pod względem fundowanych słuchaczowi emocji, zespół. Nadto patrząc na magiczne zdjęcia dopełniające obraz „Realms” oraz wszechogarniające natchnienie płynące z dźwięków, zyskuję świadomość, że lepiej nie fikać z tekstem opisując płytę. Jeszcze za karę rozszarpią mnie kruki, zadziobią wrony, a na koniec wilk obsika. Powaga więc.

DARKHER-2016

Moc muzyki tworzonej przez ten projekt, pochodzi przede wszystkim z szerokiego pola interpretacji i ilości miejsca na osobiste dopowiedzenia, jakie pozostawia słuchaczowi. Zgodnie z tytułem otwierającego „Realms” – „Spirit Waker”, Drakher stawia sobie ambitny cel dotarcia do wnętrza ludzkiej duchowości i wydobycia z niej tego co boli. Odkrycia źródeł żalu, smutku, niepewności, czasami wręcz lęku. Próżno szukać tutaj obijania gęby jakimś dźwiękowym gwałtem. Jayn Wissenberg skupia się na psychoanalitycznym hipnotyzowaniu odbiorcy, czasami przestrzennym, czasami oparowo – dusznym czarowaniem. Owszem, tu i ówdzie pojawiają się ciężkie tony, ale mają one za zadanie raczej dociążyć emocjonalnie materiał, a nie popędzać go do przodu. Z takim graniem doskonale koresponduje wiedźmie „hymnienie” szefowej Darkher. Gdy zamykasz oczy poddając się muzycznej inhalacji na serio, czujesz się jak jeden z bohaterów Twin Peaks spacerujący po lesie w poszukiwaniu Szkarłatnej Kotary. Nie każdy lubi dobijać się podobnymi klimatami, ale w tym wydaniu sprowadza się to tylko do konfliktu psychologicznego typu „ambiwalencja”. Z jednej strony bronisz się przed takimi, skrajnie negatywnymi emocjami, z drugiej oczarowuje cię mroczne piękno, w jakie je zapakowano. W konsekwencji zataczasz kręgi niczym ćma, odbijając się od rozświetlonej szyby. Tak opisałbym momenty „światła”, które na „Relams, także znalazły swoje miejsce. Przepiękny, nomen omen „Moths”, okraszony wspaniałymi wokalizami, uwodzi melodią, po czym stawia na drodze dotarcia do niej barierę klimatycznej niepewności. Ocierający się o emocjonalność Dead Can Dance – „The Dawn Brings a Saviour” pochłania przestrzeń, lepkimi, sonicznymi plamami, a finałowy „Lament”, oparty na Cashowej balladowości, od razu zamienia oczy w szkło. Takiego dwuczęściowego „Buried” z kolei, nie powstydziliby się Aaron Stainthorpe i Andrew Craighan, w najlepszym okresie działalności ich kultowego My Dying Bride.

Jestem może nie tyle oczarowany, co zaczarowany. Darkher zaskoczyło mnie swoją autentycznością, przekraczając barierę mojej mocno opancerzonej duchowości. „Realms” posiada ten unikalny walor powolnego, metodycznego przesiąkania, kropla po kropli, do podświadomości słuchacza, ocierając się tym samym o prawdziwą, muzyczną magię. Mimo operowania prostymi środkami ekspresji, braku szarpania za nerwy, wrzasków i wymierzania ciosów, prowadzi metafizyczną rozgrywkę, której nie sposób nie dać się uwieść. Jak dla mnie bomba. Komu mało cięcia się w realnym żywocie, lub poszukuje kamienia młyńskiego, żeby skuteczniej penetrować dno pobliskiej rzeki, jak znalazł – powiedzą słoneczni malkontenci. Ja stwierdzę sobie, że „bardzom rad” z istnienia takich projektów jak Darkher. Czasem spotkanie z twórczością ludzi, opisujących na swój sposób, to co w życiu jest nie tak, przynosi prawdziwe wzruszenie i ulgę.

Megakruk

darkher1

Ocena: 9/10

Data premiery: 19 sierpnia 2016 r.

Wydawca: Prophecy Records

Lista utworów:

Spirit Waker
Hollow Veil
Moths
Wars
The Dawn Brings A Saviour
Buried pt. I
Buried pt. II
Foregone
Lament

1 Comment Darkher – „Realms”: Recenzja

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *