W wywiadzie dla Met Al Metal (audio poniżej), frontman Cradle Of Filth, Dani Filth, zapytany został o to, czy woli Megadeth, czy Metallicę, oraz o to, czy są jakieś zespoły, których nie może słuchać i nie rozumie, jak inni mogą ich słuchać. Oto jak odpowiedział kolejno:

Lubiłem wczesny Megadeth. Przestałem ich śledzić w latach 90. Metallica, owszem, jestem wielkim fanem, ale znów – przestałem ich śledzić.

Myślę, że jednym z niewielu albumów, jakie kiedykolwiek zwróciłem do sklepu, był „St. Anger”. W sumie zwróciłem chyba tylko dwa.

Jednym z nich był „Metal Black” Venom, bo jest po prostu okropny, a drugim był „St. Anger”. Był po prostu fatalny. Jak tylko go usłyszałem, pomyślałem, „Głowa mnie od tego boli.” Nie wiem, co oni sobie myśleli.

Lubię ich najnowszy album. Ale nie są zbyt analityczni i wszystko wydaje się zbytnio przeciągać. Tracą 3 minuty na powrót do punktu, w którym utwór znów zaczyna nabierać kształtu.

Nie są zbyt dobrzy w edytowaniu swojej muzyki; przez to mają tak strasznie długie kawałki. To chyba zależy od Larsa, bo to on je składa. Jest dobrym perkusistą, ale najlepszym pałkerem na świecie nie jest, mówiąc uczciwie.

„Death Magnetic” było naprawdę, naprawdę desperacką próbą powrotu do „…And Justice For All”. Nawet sam sposób ustawienia utworów – utwór #4 musiał być trochę jak „One” – z szybką partą na końcu.

Zaś co do drugiego pytania…

Są zespoły, co do których nie pałam szczególną sympatią, ale rozumiem, samemu muzykiem będąc i mając to wszystko za sobą, kompletnie rozumiem, o co im chodzi. Szanuję opinie ludzi.

Nigdy nie byłem wielkim fanem Machine Head, z jakiegoś powodu; po prostu nigdy nie wkręciłem się w Machine Head.

Głównie przez to, że wychowałem się na thrashu, death metalu itd., i zawsze uważałem, że Machine Head byli… Nie załapałem, co chcieli osiągnąć na „The Burning Red”.

Nie rozumiem, jak jakikolwiek zespół może podnieść po tak dennym, dennym albumie, na którym próbowali być jak Limb Bizkit. Jak można wrócić i znów być fajnym i ciężkim, dużo znów przeklinać i jak wszyscy mogą ich znów kochać.

I nikt nie wspomina faktu, że Robb Flynn chciał być Fredem Durstem. Ale to tylko moja opinia. Nie nienawidzę tego zespołu; po prostu nie żywię do nich zbytniej sympatii… Znów, nie nienawidzę – po prostu tego nie rozumiem. A to różnica.

dani filth

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *