Najnowsza książka Coreya Taylora, „You’re Making Me Hate You: A Cantankerous Look at the Common Misconception That Humans Have Any Common Sense Left”, ukazała się 11 czerwca w UK nakładem Ebury Press. Muzyk w humorystycznym stylu daje w niej upust swojej złości na wszelkie dziwactwa współczesnego świata. Poniżej prezentujemy fragment piętnujący bezkrytyczne przyjmowanie wytworów dzisiejszej kultury.

Muzyka, telewizja, kino, internet, książki (to to, co pobieracie na swoje Kindle Fire, dzieci) – gdziekolwiek nie spojrzeć wygląda to tak, że rozrywka wali się pod ciężarem swojego własnego gnoju. Sparafrazuję Michaela Baya, który najlepiej to podsumował, gdy powiedział swoim krytykom, że ma w dupie to, co sądzą o jego ostatniej części „Transformers”, bo „I tak wszyscy to obejrzycie”. Miał rację, to był pierwszy film w 2014 roku, który zarobił w Stanach Zjednoczonych ponad 100 milinów dolarów już po pierwszym weekendzie. Bay mógłby nadal robić te swoje jebane filmy dopóki go nie zamrożą, aby przetrwał przyszłość. Nie ma żadnej różnicy. Lemingi skierują się w stronę klifu nie mając w głowie nic więcej poza świstem wiatru na swoich mętnych twarzach podczas upadku w dół kanionu. To my – to my jesteśmy lemingami. W zależności od tego, jak na to patrzysz, nasze poczucie rozrywki jest albo wiatrem na naszych twarzach, albo podłożem wciskającym nasze twarze w głąb czaszki. Tak czy inaczej, mamy przejebane.

Niegdyś znane powiedzonko brzmiało “shit happens”. Dodałem do niego swoją własną część: „Shit happens – Just don’t let it happen all over you” [„Tak się zdarza – po prostu nie pozwól, by przydarzyło się tobie”]. Przy obecnym stanie rzeczy przyszedł czas na nowe przysłowie: „SHIT SELLS” [Gówno się sprzedaje]. Tak jest – kochacie się w gównach. Począwszy od swojej wtórnej muzyki po błyszczące, puste filmy. Począwszy od filmików obnażających wasz kretynizm w internecie po wasze uzależnienie od udawania realizmu w telewizji, to przysłowie jest kurewsko prawdziwe. Gówno się sprzedaje i sprzedaje się naprawdę dobrze. A to dlatego, że ludzie rzucający tym gównem na lewo i prawo znają swoją publikę. Wiedzą, że kupicie, obejrzycie i posłuchacie gówna, jeśli będzie wystarczająco błyszczące. Oni wszyscy uważają, że jesteście tępi i zupełnie się tym nie przejmują. Wyssą radośnie treść i inteligencję ze swoich produktów utrzymując niski budżet tak, aby zyskać więcej na swoim produkcie. To jest właśnie to: produkt. Brak w tym sztuki, serca, celu i duszy – po prostu czysty, niezmącony syf dla waszej przyjemności. Na waszym miejscu czułbym się urażony. A nie czuję się urażony, bo nie kupuję tego gówna. Ja je bojkotuję.

youtu.be/sgA7KIwKlOE

Chcecie mieć lepszą samoocenę? Chcecie udowodnić wszyscy, że nie zjadacie gówna? Łapcie za transparenty, nie wymiękajcie i także bojkotujcie. Zajmijcie jakieś stanowisko, które nie ma nic wspólnego z głosowaniem na jakiegoś wieśniaka z The Voice. Świadomie wybierajcie filmy – nie bierzcie się za pierwsze lepsze filmy dla młodych dorosłych, które ssą tak bardzo, a ich aktorzy nawet nie są tego świadomi. Unikajcie filmików z ujęciami krocza i kompilacjami YOLO na YouTube Vine Insta-syfie. Dokarmiajcie swój mózg czymś więcej niż czczym chaosem i poślednimi bredniami. Zadajcie sobie trud, by przeczytać książkę bez żadnych obrazków. Znajdźcie program, który ma prawdziwą wartość, która może naprawdę zmusić wasze szare komórki do myślenia. Posłuchajcie muzyki, w której nie powtarza się w kółko słowo „Baby” 23 457 razy. Wasz mózg i intelekt są w dużej mierze takie jak ciało. Jeśli je dobrze odżywiacie, zakwita, rośnie i staje się silniejsze. Jeśli będziecie karmić je niczym poza jałowymi fast foodowymi kaloriami, skończy się to oddychaniem przez usta i wleczeniem waszych golonek po betonie w drodze do pośredniaka.

Zadajcie sobie takie pytanie: po tym jak wszyscy się pozabijamy i osiągniemy taki etap w naszej technologii, dzięki któremu będziemy mogli opuścić naszą planetę i zaludnić wszechświat naszym nonsensem, kiedy w odległej przyszłości przybędą do nas obcy, by przebrać ruiny naszej cywilizacji, co chcielibyście, aby tam znaleźli? Chcielibyście, by oceniali nas po Bieberze czy po Bachu? Chcielibyście, by czytali Victora Hugo, czy „50 twarzy Greya”? Jak myślicie – kogo uznają za największego z nas wszystkich – Stephena Hawkinga czy Johnny’ego Manziela [gwiazda footballu amerykańskiego – przyp. tłum.]? Biorąc pod uwagę to, co znajdą – czy będą nas szukać, abyśmy nie mogli rozprzestrzeniać naszej bufonerii w kosmosie? Czy po prostu obejrzą się za zostawionym przez siebie syfem i pokontemplują to gówno, które sprawiało nam frajdę, potrą się po swoich mackach, spojrzą po sobie i zapytają: „Naprawdę? To TO uważali za coś dobrego?”.

youtu.be/4mFVvk9mAoc

Tak, martwi mnie to, co sobie o nas pomyślą obcy. Nie jestem żadnym starożytnym astronautą-teoretykiem. Nie sądzę, że byliśmy odwiedzani na Ziemi przez bardziej zaawansowane osobniki. Nie wydaje mi się, że snują plany, by nas najechać. Myślę, że jeśli nas obserwują, to i tak to robią. Zastanawiam się, dlaczego wy ludzie, do kurwy nędzy, hipnotyzujecie się tą niedorobioną rozrywką. Oni siedzą w swoich statkach kosmicznych obserwując nasze przyzwyczajenia i doszli do wniosku, że jesteśmy wszyscy małpami w markowych ciuchach. Uważają nas za pierdolonych tępaków. Są zadziwieni tym, że możemy karmić się i otaczać całą tą głupotą, w której bierzemy udział. A co gorsza, uważają, że nasza głupota jest zaraźliwa. Myślą, że jeśli przybędą tutaj nawiązać z nami kontakt, mogą złapać „patafiańskiego” wirusa. Ze strachu robią tam w… cóż, jakkolwiek mówią tam na defekację, to właśnie to robią ze strachu. I te wspaniałe istoty, istoty przekraczające nasz rozum, pozostawiają nas samym sobie. Obcy odizolowali się od nas. Nie powrócą, dopóki dom nie będzie pusty i nie zgasną światła, a nawet wtedy poczekają, by sprawdzić, czy nadal jakaś „głupota” przypadkiem nie wisi w powietrzu. Trzymają się na dystans, co jest dla mnie rozczarowaniem. A to dlatego, że naprawdę chciałbym, aby powrócili i zabrali mnie ze sobą. W dobie takiego umysłowego zepsucia nie możecie mieć mi tego za złe.

IQ naszego świata zbliża się w kierunku liczby jednocyfrowej. Ludzkie spojrzenia są mętne i myślą nieskalane, zapatrzone w zupełnie nic szczególnego w przestrzeni za osobą stojącą obok. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że staję się zbyt zmęczony, by z tym walczyć.

Kto mi pomoże?

Źródło: The Guardian

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *