Od lat 60. na całym świecie muzyka metalowa budziła liczne kontrowersje. Zarzucano jej obskurność, wulgarność, seksizm, rasizm, satanizm, demoralizację, promowanie patologii, herezję oraz sianie zgorszenia. Jednak wraz z upływem lat sytuacja zaczęła się poprawiać. Muzyka ta przebijała się do świadomości powszechnej. Ludzie zaczęli odbierać ją nie jako dzieło szatana, służące do demoralizowania mas, lecz jako zjawisko kulturowe, silnie zakorzenione w chęci buntu, pragnieniu wolności, odmienności czy ekspresji artystycznej. Jednak nie wszyscy. Nie wszędzie. Nadal można spotkać ugrupowania niechętne temu rodzajowi muzyki, próbujące za wszelką cenę usunąć ją z mass-mediów, klubów oraz mediów społecznościowych. To przede wszystkim skrajne ugrupowania polityczne – zarówno prawicowe jak i lewicowe, oddolne inicjatywy chrześcijańskie oraz niemające nic wspólnego z muzyką metalową osoby prywatne, nieszanujące jednego z podstawowych praw człowieka – wolności słowa.

Mogłoby się wydawać, że ów problem dotyczy tylko kapel większego formatu. Jeszcze nie opadł popiół po odwołaniu koncertu Marduka, zakłóceniu ceremonii pogrzebowych DIO, czy reakcji Antify na koncert Graveland w Kanadzie (jak trzeba być ograniczonym, by utożsamiać Graveland ze sceną NSBM?). Okazuje się jednak, że problem sięgnął także zespołów mniej znanych. 2 czerwca 2018 roku oberwało się nordyckiej kapeli death metalowej z Rzeszowa – Pandrador. Ich koncert odwołano z powodów niejasnych, rzucając chłopakom kłody pod nogi już od momentu ogłoszenia imprezy. Jak do tego doszło? Jaka była reakcja policji? Jak zachował się klub? Na te i wiele innych pytań postaram się odpowiedzieć w tym artykule, obalając przy okazji parę mitów związanych z aspektami prawnymi wydarzeń masowych.


Zacznijmy od początku. W XXI wieku, w dobie sporej konkurencji na rynku muzycznym oraz dużych wymagań stawianych przez fanów, jednym z podstawowych warunków jaki musi być spełniony przed wydarzeniem jest jego promocja. Plakaty, Facebook, portale muzyczne, gazety itd., itd., itd. Niby każdy zna, a nie każdy stosuje (a potem zespoły płaczą, że sala pusta. A jak ona miała się niby napełnić, jak wy bando debili nawet grosza nie zainwestowaliście w promocję? Druga sprawa, że w niektórych miastach ludzie na koncerty nie chodzą chyba na złość muzykom, nieważne jak tanio by było. NO CHYBA, ŻE GRA NOCNY KOCHANEK). Pandrador jednak reklamy się śmiało podjął. Wydarzenie na facebooku było. Plakaty były. Informacja na portalach muzycznych była. No i pięknie. Nie mniej na tych plakatach, to my się musimy na chwilę zatrzymać.

W ramach reklamy Pandrador wysłał plakaty do Częstochowy, gdzie miały być dostarczone do zaprzyjaźnionego ze „Sceną TFP” lokalu. Zgodnie z wiedzą zespołu plakaty, zaniesione tam przez ich znajomą – zniknęły. Nie odbyła się również dystrybucja biletów na wydarzenie, które także miał ów klub otrzymać, gdyż zostały one wysłane razem z plakatami. W tej sprawie zainterweniował prowadzący klub „Scena TFP”. W czasie rozmów odbytych z personelem klubu, został on poinformowany, że nikt wspomnianych plakatów ani biletów nie widział. Podejrzewa się kradzież, lub celowe zatajenie sprawy, dążące do uniknięcia kontrowersji związanych z promowaniem zespołów metalowych w Częstochowie, które to nie raz miały już miejsce (Bóg jeden raczy wiedzieć czemu). Która wersja wydarzeń jest prawdziwa? Nie wiadomo. Jednak obie świadczą o wybitnym wyrachowaniu i bezczelności oraz próbie zahamowania rozwoju kariery młodego zespołu, który świetnie rokuje przez kogoś, kto rozwinięcia kariery im nie życzy. Któż to? Tego się już chyba nie dowiemy.

Wydarzenia przed koncertem pokazują jak daleko potrafią posunąć się ludzie, próbując dopasować rzeczywistość do swoich marnych „widzimisię”, blokując drogę innym. Przejdźmy jednak do wydarzeń na samym koncercie. Na początku było spokojnie. Około 15.00 zespół Pandrador zaczął się rozstawiać, przeprowadzili sound check, spalili wuchtę papierosów i cali szczęśliwi byli gotowi do swojego występu, który miał się odbyć…..o 22.00. Co robili przez te 7 godzin? Nie wiem, ale sądząc po image’u, na pewno nie poszli na jogging.

Wydarzenie otwierała kapela grająca deathcore – Demeted. Absolutnie nie moja muza, ufam jednak, że skoro zostali zaproszeni jako support, to mają czym się pochwalić. Po nich wystąpił Misanthur, dumnie afiszujący się wpływem, jaki na ich muzę wywarł David Bowie oraz zespół Mgła. Po nich z kolei wystąpił Lament. Kapela o tyle ciekawa, że starają się połączyć black metal Mgły z graniem Bathory i Blaze of Perdition. Czy to już Glam Black Metal? Żarty jednak na bok, bowiem nadeszła godzina 22.00. I w tej chwili na scenie pojawił się Pandrador.

Se pograli. Około 22.30 w lokalu pojawiła się policja. Jako pierwsi kontakt z policją mieli muzycy z Demeted. Zostali poinformowani, że koncert MUSI NATYCHMIAST ZOSTAĆ PRZERWANY. Ciężko zszokowani zaistniałą sytuacją pobiegli pod scenę, by poinformować o tym zespół Pandrador. Policja poinformowała zespół, że zakłócają ciszę nocną. I tutaj obalany pierwszy mit. W polskim prawie pojęcie „ciszy nocnej” nie istnieje. Powiem więcej. Kodeks Wykroczeń nie reguluje nawet godzin, w jakich powinno zachować się ową ciszę. Zawiera on jednak inną informację:

„Art. 51. § 1.

Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”

Co to oznacza w praktyce? A no tyle, że jeśli ktoś stwierdzi o godzinie 15.00, że twój pies szczeka za głośno, czajnik za głośno syczy, słuchasz za głośno muzyki, lub ćwiczysz grę na instrumencie, to może na Ciebie nasłać policję i siema. Z jednej strony mamy prawo wymagać spokoju w przestrzeni publicznej cały czas, bo na jej utrzymanie płacimy (tfuu….) podatki. Z drugiej strony, koncert miał miejsce w szczelnie zamkniętym i wygłuszonym klubie, wstęp był płatny, osoby niebiorące w nim udziału nie były zobligowane do uiszczenia jakiejkolwiek opłaty. Dodatkowo, gdy policja przyjechała, to żaden z funkcjonariuszy jakoś nie pokusił się o pomiar natężenia dźwięku, który dopiero mógłby być podstawą do przerwania koncertu. Ot, stwierdzili sobie na ucho: „No głośno jest”. Jaki z tego wniosek? Komuś się w dupie poprzewracało1 Choć z drugiej strony to jednak Częstochowa, miasto tak świątobliwe, że sam Bóg wychodzi w nim na grzesznika. Osobiście podejrzewam, że ktoś miał wiele ALE co do faktu, że to w tym mieście gra kapela nordycka. BA! Pogańska! Do tego metalowa! To już za wiele. W sumie zabawne, że od czasów wydarzeń w Lindisfarne mija ładnie ponad 1200 lat, a chrześcijanie niczego się nie nauczyli. No ale mniejsza. Lecimy dalej.

Oczywiście w stronę policji posypały się pytania. Dlaczego mamy zakończyć koncert? Kto wzywał służby porządkowe? Czy Pandrador może dokończyć koncert, bo i tak już kończą imprezę? No jakby nie. Policja szła w zaparte. Osobiście podejrzewam, że to byli typowi służbiści pozbawieni cennej umiejętności jaką jest refleksja nad zaistniała sytuacją. Ludzie poszli się tam bawić. Za swoje pieniądze. W swoim wolnym czasie. Ze swoimi przyjaciółmi i z osobami im pokrewnymi. W toku rozmowy z gitarzystą zespołu Pandrador – Bartkiem Bardonem dowiedziałem się, że na ich koncercie było około 70 osób, co jak na kapelę z undergroundu jest całkiem fajnym wynikiem. I tu dochodzimy do kolejnej sprawy.

Policja uznała również, że klub nie posiada uprawnień do organizowania imprez masowych. Nie mogę wyjść z podziwu dla tej frazy – KLUB NIE POSIADA UPRAWNIEŃ DO ORGANIZOWANIA IMPREZ MASOWYCH. Czyli jak 100 osób przyjdzie na piwo to spoko, ale jak 70 i więcej przyjdzie na koncert to źle? No litości. Przypomnę – impreza masowa zaczyna się od 300 osób. Wówczas trzeba pozwoleń. Może gdyby nie sprawa plakatów to z uśmiechem na twarzach Pandrador mógłby przewidywać więcej osób na koncercie i o takowe pozwolenie wystąpić? Nie zmienia to jednak faktu, że w zaistniałej sytuacji nie było ono zupełnie potrzebne.

W całej sytuacji najbardziej nie mogę dojść do ładu z jedną rzeczą. Znaczy w pełni ją rozumiem, z racji klimatu miasta, ale z punktu widzenia dramy w klubie, jest to dla mnie parodią. W toku rozmowy z liderem Pandradora zostałem poinformowany, że w niedalekiej od klubu odległości słychać było głośne dzwony oraz pieśni religijne. Zgodnie z otrzymaną relacją, dźwięk był porównywalnie głośny, jak nie głośniejszy od tego, który wydobywał się z klubu. Zadajmy sobie pytanie: jak głośno wierni musieli adorować Boga, że dźwięk nie dość, że niósł się do klubu, to jeszcze mimo metalowego koncertu był wyraźnie słyszalny? I nikt nie wpadł na pomysł by to zgłosić? Czy może ludzie sobie tak mocno wbili do głów, że cisza nocna jest od 22.00 – 6.00, że stwierdzili, że reagowanie będzie niestosowne? Zresztą, czemu żaden złośliwy headbanger nie wpadł na pomysł by to zgłosić? Czyżby w Częstochowie metalheadzi byli aż tak zastraszeni i stłamszeni?

Słowem końca: najpierw odwoływano koncerty dużych kapel, potem policja wpadała bez łaski na ich koncerty. Później doczekaliśmy ery manifestacji przed klubami i publicznego linczu. Teraz obrywają kapele młode, które chciały przedstawić metalowemu światu swój przekaz. A tu takie coś. Choć nie powiem: ekstremalnie zabawnie brzmi nagłówki: „W Częstochowie przerwano koncert kapeli promującej nordyckie pogaństwo”. Kto by się spodziewał? Nie mniej – najpierw był Marduk, teraz frustraci idą po resztę.

 

8 Comments Chrystus na wojnie z Odynem, czyli jak odwołano koncert zespołu Pandrador

  1. Guido

    W czewie grali tak zajebiście że musiało się coś sp*******ć!
    chłopaki mają jaja!! Mieć takie problemy z organizacją i zdecydować się na zagranie koncertu w sercu CHRZEŚCIJAŃSKIEJ polski? Wielki szacun Pandrador!!

    Reply
  2. Leprosy669

    Dziwna sprawa. Byłem w tym klubie na wielu koncertach, które trwały dużo dłużej niż do 22. Pamiętam że był jeden nawet coś do 2 w nocy. Na Pandradorze akurat nie byłem bo nie znałem. Ale widzę że warto być

    Reply
  3. Adam Bardon

    Do katoli nic nie mam,ale życzę sobie, żeby oni również nic do mnie nie mieli.Zresztą powiedzenie,że to wina katoli jest grubą przesadą.To po prostu wina pojebów.Niestety, żyjemy w grajdołek i to się nie zmieni.Ale Pandrador, dopóki walczysz jesteś zwycięzcą.Takie gocki działy się i będą dziać wszędzie.Cenne doświadczenie dla młodego zespołu.Bedziecie dzięki temu jeszcze bardziej się radykalizować w muzie.I i to chodzi, żeby napierdalać!!!

    Reply
  4. katolikmetal

    Jestem katolikiem i słucham takiej muzy. Też do tej afery nie znałem Pandradora, nie znam gości też prywatnie. Ale szkoda że małe kapele są tak atakowane. Nie podoba CI się to nie słuchaj i nie chodź na koncerty. Ale żyj i pozwól żyć. Nie wydaje mi się żeby chłopaki kogoś zabili albo spalili jakiś kościół i nie wydają się być zagrożeniem dla społeczeństwa żeby ich blokować. Pozwólmy sztuce być sztuką. Wolną i indywidualną!

    Reply
  5. alojz

    No masz być katol i chuj! Nie ważne, że to środkowoeuropejski kraj, który 30 lat temu był pod reżimem „Braci z ZSRR”. Dzisiaj jesteśmy po 30 latach przemian, pod dyktando braci (sorry) brata K.
    Dowiedziałem się dzisiaj, że moje miasto Bytom z dnie 1 lipca wprowadza zakaz sprzedaży alkoholu od godziny 22-5 rano. Zabawne! Walczmy z patologią! Z tymi dresami, 500-plusami i innymi, którzy portfel wypełniają świadczeniami z MOPS-u.. lub jakiegoś MOPR`u!
    Ale kiedy ja (MINUS 500) i właśnie za swój pieniążek mam ochotę iść na koncert to ZABRONIONE?
    Na Śląsku nazywają mieszkańców Częstochowy -„Medalikjorze”. Faktycha z metalem mają chuja wspólnego…

    Reply
  6. Krzysztof

    w kontekście imprez masowych, skoro tak powszechnie propagowana jest równość wobec prawa (nie wspominając o powszechnym zagrożeniu terrorystycznym) dlaczego niedzielne msze w kościołach, procesje etc nie są obwarowane przepisami o zgromadzeniach masowych?

    Reply
  7. werb

    Podajesz przykład o szczekającym psie o godz. 15, a mowa jest o tym, że policja poinformowała zespół, że zakłócają –> ciszę nocną. <– a nie w ciągu dnia. Ten tekst to jawna manipulacja

    Reply

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *