Bryan Reesman z Grammy.com przeprowadził niedawno wywiad z perkusistą Lamb of God, Chrisem Adlerem. Wszystkie pytania zadane muzykowi tłumaczymy poniżej:

Chris, jaki jest największy panujący wśród ludzi stereotyp o Lamb of God? Czy uważasz, że wasz film zmieni ich perspektywę?

Myślę, że dzielimy te same stereotypy i trudności, które ma wiele innych artystów w tym rodzaju muzyki. Jest oczywisty stereotyp, że jesteśmy długowłosymi narkomanami, wyrzutkami, satanistami, że nie mamy żadnego wykształcenia i nie wiemy nic na temat świata. Gdy tworzyliśmy ten film, nie próbowaliśmy w żaden sposób się zrehabilitować czy pokazać coś komuś o nas, ale myślę, że dokument ukazuje, iż jesteśmy łagodnymi, skromnymi ludźmi, którzy są szczęśliwi, mogąc robić to, co kochają. Jednocześnie, troszczymy się o nasze rodziny i jesteśmy stosunkowo inteligentnymi osobami poza sceną, którzy dbają o to, co robią i o ludzi, którzy przychodzą nas zobaczyć.

Co myślisz o moshu i stage divingu, które od lat towarzyszą koncertom Lamb of God?

Dla mnie, jeśli potrafisz wywołać jakikolwiek rodzaj fizycznej reakcji wśród ludzi dzięki muzyce, naprawdę osiągnąłeś cel, nieważne czy ktoś tańczy, headbanguje, moshuje. To jest tą rzeczą, która sprawia, że uśmiecham się na scenie, widząc wyzwalaną energię. Kocham pisać muzykę, która wprawia ludzi w ruch. Jeśli chodzi jednak o mosh i stage diving – a byłem w kilku mosh pitach w swoim życiu – to nigdy tak naprawdę nie był jedyny powód, dla którego szedłem na występ. Widziałem ludzi, którzy obrywali robiąc to, mieliśmy też oczywiście tę tragedię, która wydarzyła się w Pradze, gdy facet chciał wykonać stage diving… To jedna z tych rzeczy, do których nie namawiamy, ale nie jest tak, że będziemy mówić: „Nie róbcie tego”, ponieważ sami na to wpadliśmy. Sami bierzemy udział w każdej z tych czynności. O to w tym wszystkich chodzi, ten pomysł na „bezpieczne miejsce”, gdzie można wyzwolić energię. Nie jest to oczywiście zawsze bezpieczne, może to być wina różnych ludzi, klubu, barierek czy czegokolwiek. Istnieje wiele powodów, dla których nienajlepszym pomysłem jest robienie tego, ale, generalnie rzecz biorąc, jest to jedna z tych rzeczy, która prowadzi do tego, że chcę iść na te hard rockowe i metalowe występy, dzielić się energią, która wynosi cały koncert na inny poziom.

Oficjalnie przestaliście robić „ściany śmierci” na koncertach około 10 lat temu, gdy zobaczyliście grupę fanów, którzy zostali ranni w opętańczym moshu. Ale to wciąż ma miejsce na waszych koncertach, nawet jeśli Randy nie zachęca do tego. Czy doszliście do momentu, w którym musicie powiedzieć fanom, że mogą skrzywdzić innych ludzi?

To trudne, ponieważ, tak jak powiedziałem, to jest to co sami wymyśliliśmy i to, przy czym dorastaliśmy. Zdajemy sobie sprawę, że to bardzo ważna część koncertu, ale jest też oczywiście współodpowiedzialność, którą ponosimy, dostarczając soundtrack do tego, co się dzieje. W dzisiejszych czasach trochę się to zmieniło. Randy powiedział: „Nie zamierzam wygłaszać ci kazania, ale wszyscy jesteśmy tutaj z tego samego powodu”. Jeśli widzicie kogoś, kto upadł lub kogoś, kto robi coś niebezpiecznego, pomóżcie sobie nawzajem. Przejdźmy przez to wszyscy i wspólnie spędźmy dobry czas. To całkowicie inne niż odwrócenie się i uderzanie kolesia obok ciebie. Z drugiej strony, nie zamierzamy mówić ludziom, żeby kupili sobie gorącą czekoladę i usiedli.

www.youtube.com/watch?v=eyeyR_BEqdU

Po incydencie w Pradze, jak to było, będąc w strefie cienia, gdy myśleliście, że wasza kariera jest prawie skończona?

Myślę, że wszyscy mieliśmy tą myśl w głębi umysłu przez cały czas, czy ktoś odejdzie, czy nasza publiczność się od nas odwróci itp. Nic nie trwa wiecznie, jesteśmy szczęściarzami, że zaszliśmy tak daleko. To nie pierwszy raz, gdy o tym myśleliśmy, ale to na pewno był pierwszy raz, gdy można to było odczytać z naszych twarzy. Nie byłoby opcji kontynuować grania z kapelą, gdyby Randy trafił do więzienia. Nie wiedzieliśmy, co będziemy wtedy robić, ale myślę, że każdy w tym czasie dostrajał swój plan B. To było bardzo straszne.

Ta rozprawa sądowa miała mocny finansowy wpływ na zespół. Jak na Lamb of God odbiło się to posunięcie?

Byliśmy bardzo mądrzy z naszym modelem biznesowym przy zarabianiu pieniędzy na trasie, co jest w zasadzie jedynym sposobem, w który zarabiamy kasę, niekoniecznie dzieliliśmy się tym wszystkim. Odłożyliśmy trochę na czarną godzinę, a to była cholernie gówniana, czarna godzina. Dość dużo zostało wymazane z tego funduszu. Nikt nie musiał sprzedawać domu czy coś w tym stylu, ale musieliśmy jednak pożyczyć trochę z pieniędzy na następny album, aby przez to przejść.

Jak ma się Randy Blythe?

Ma się świetnie. Jest teraz trzeźwy od ponad trzech lat, dziękować Bogu że był trzeźwy, gdy wydarzyła się ta sytuacja. Naprawdę zebrał się w sobie. Jest nadzwyczajnym kolesiem, a my wszyscy jesteśmy dumni z niego, że przeszedł przez to wszystko i poradził sobie z tym w taki sposób. Z drugiej strony nie był to film, który chcieliśmy zrobić. To był całkowicie popierdolony koszmar. Facet spędził kupę czasu w więzieniu i był na procesie, w którym spokojnie mógł zostać skazany na 10 lat. Co by nie mówić, zmarł jeden z naszych fanów i ciężko powiedzieć, czyja to była wina, ale to wciąż bardzo tragiczna sytuacja i koszmar, z którego żaden z nas tak naprawdę nie może się wybudzić. Randy był kolesiem sądzonym w tej sprawie, to codziennie jest dla niego koszmarem.

Chris Adler (Lamb of God) mówi stereotypach metalowców oraz stosunku do moshingu, stage divingu i ścian śmierci

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *