Chester Benington, frontman Linkin Park, nie żyje. Według potwierdzonych przez sędziego śledczego doniesień 41-letni wokalista popełnił samobójstwo. Powiesił się w swojej rezydencji w Palos Verdes Estates  w Los Angeles. Jego ciało znaleziono dziś, 20 lipca, ok. 9:00 tamtejszego czasu.

To może nie mieć związku, lecz właśnie dziś Chris Cornell, bliski przyjaciel Chestera, który niedawno odszedł w ten sam sposób, obchodziłby 53. urodziny. Po jego śmierci napisał do niego otwarty list oraz śpiewał „Hallelujah” na jego pogrzebie.

Jak wiadomo, Chester od lat zmagał się z problemami narkotykowymi i alkoholowymi, które związane były z jego dzieciństwem. Jak powiedział w wywiadzie w 2011 r.:

Kiedy byłem młody bycie bitym i w zasadzie gwałconym nie było niczym przyjemnym. Nikt nie chce, by ci się to przytrafiło i szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy to się zaczęło.

Nie był świadomy tych wydarzeń, dopóki nie znalazł swojego zdjęcia z dzieciństwa w domu swojej mamy, po którym wszystko do niego wróciło.

Pamiętam teraz, jak mi to robiono i samo myślenie o tym sprawia, że chce mi się płakać. Boże, nic dziwnego, że uzależniłem się od narkotyków. Nic dziwnego, że przez chwilę byłem kompletnie szalony.

Był mężem i ojcem 6 dzieci.

Na krótko przed tą tragiczną wiadomością miała miejsce premiera najnowszego i prawdopodobnie ostatniego teledysku Linkin Park – „Talking To Myself”, ukazującego zespół na trasie.

 

chester bennington

Wspólne występy Chrisa i Chestera:


Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *