Lubimy sporo eksperymentować i bawić się muzyką, jednakże pilnujemy by nasze utwory pozostawały piosenkami i staramy się unikać przerostu formy nad treścią” – warszawski Chaostream obserwujemy od momentu, gdy przed laty został wyłowiony w konkursie organizowanym przez nieodżałowaną Fonografikę. Na naszych oczach i uszach zespół dojrzewał i dojrzewa, stając się rewelacyjną propozycją dla wszystkich entuzjastów mrocznej fuzji progresywnego rocka i metalu. Łapiemy ich w momencie, gdy pracują nad płytą World To Embrace i pytamy: o płytę, muzykę, przyszłość i przeszłość…

Jak wygląda historia Chaostream i Wasze najważniejsze osiągnięcia na przestrzeni tych niemal 7dmiu już zdaje się lat istnienia zespołu?

Michał: Dokładniej mówiąc, to 7 lat minie nam w jakoś w kwietniu przyszłego roku. Historia naszego wspólnego grania zaczyna się gdzieś na początku 2012, kiedy to nawiązałem znajomość z Radkiem Kolago i Grześkiem Dyksowskim. Rozmawialiśmy dużo czasu o muzyce, chodziliśmy razem na koncerty. Od zawsze mieliśmy świra na punkcie muzyki. Połączył nas podobny gust muzyczny i upodobania, więc zaczęliśmy się spotykać i wspólnie grać… a raczej brzdękolić, bo na przykład Radek w momencie zakładania zespołu nie miał nigdy wcześniej gitary w ręku. Jako drugi gitarzysta, dołączył do nas Marcin Filipek, którego znam jeszcze z czasów podstawówki. Umówiliśmy się na jedną, dwie, trzy próby i szybko zorientowaliśmy się, że granie coverów nas nudzi i wzięliśmy się za tworzenie własnych utworów. W tamtym czasie były to głównie thrashowo-groovowe numery w stylu Metalliki, Slayera, Machine Head. Zespół nazywał się Vipera ale dość szybko zmieniliśmy nazwę na obecną – już w gimnazjum uznaliśmy, że jest zbyt kiczowata. Jeszcze w tym samym roku udało nam się zagrać dwa koncerty, z czego pierwszy zagraliśmy w Warszawskiej Falenicy w ogródku piwnym przed jedną metalową kapelą z tamtych okolic o nazwie Break The Head. Na koncercie byli głównie znajomi i przypadkowi przechodnie, ale po latach uważam, że było to jedno z najważniejszych doświadczeń w moim życiu.

Niedługo po tym wydarzeniu, wzięliśmy udział w konkursie ‚Fonografika Young Stage, gdzie dostaliśmy się do finału, skład zespołu powiększył się wówczas do pięciu osób. Wtedy dołączył do nas Michał Rutkowski. Na prawdę świetnie wspominamy tamten okres. Zastrzyk adrenaliny, możliwość wyrzucenia z siebie wszystkich negatywnych emocji… Nikt chyba nie miał wątpliwości – to jest to co chcemy robić w życiu! Następnie wzięliśmy udział w  Emergenza Festival, gdzie znaleźliśmy się w finałowej piątce kapel z Polski. To było dla nas duże osiągnięcie, jak na tamtą chwile. Pod koniec 2016 roku przyjęliśmy nowych członków: Michał Bartos (git. basowa), Maksymilian Walczak (wokal), Bartosz Długołęcki (wokal) i Beata Kaludov (wokal).

Natomiast jeśli chodzi o najważniejsze osiągnięcie na przestrzeni 7 lat to nastąpiło ono w 2018 – wygraliśmy główną nagrodę w konkursie Gramy nad Prosną w Kaliszu. Szczerze mówiąc, dzięki temu wydarzeniu poczuliśmy się naprawdę docenieni, nabraliśmy wiarę w naszą twórczość. Od tamtego momentu brniemy w tym dalej razem. Oczywiście nie zawsze jest łatwo, ale perspektywa robienia tego co naprawdę kochamy motywuje nas do działania.

Muzyka Chaostream, którą definiujecie krótko jako progresywny rock/metal to zdecydowanie więcej, niż progresywny rock/metal. Jak wyglądają Wasze muzyczne inspiracje, fascynacje i ambicje? Jakiego słuchacza na pewno zainteresuje to, co gracie?

Radek: Nie lubię szufladkowania na siłę muzyki. Wydaje mi się, że progresywny rock/metal to na tyle szerokie pojęcie, że mieści w sobie to, co zawiera się w naszych kompozycjach. Lubimy sporo eksperymentować i bawić się muzyką, jednakże pilnujemy by nasze utwory pozostawały piosenkami i staramy się unikać przerostu formy nad treścią. Wiadomo, każdy z nas słucha na co dzień innych twórców. Od jazz fusion po death metal i od klasyki po nowoczesny trap. Dla przykładu, na mojej playliście ostatnio króluje Boris Brejcha, a jeszcze miesiąc wcześniej męczyłem „Selling England by the pound” Genesis. Nic mnie bardziej nie irytuje, niż ograniczanie się do jednego wąskiego wycinka z całego pięknego spektrum, które oferuje nam świat muzyki. Moim pobożnym życzeniem jest, aby nasza muzyka zainteresowała każdego, a szczególnie słuchaczy lubujących się w ciekawej, ambitnej muzyce osadzonej w raczej klimatach rock-metalowych. To co z pewnością łączy wszystkie nasze utwory to to, że są raczej smutne i raczej ciężkie. Dla niektórych nie zabrzmi to zachęcająco… ale często właśnie takie jest życie – raczej smutne i raczej ciężkie. Muzyka pozwala nam wyzwolić te negatywne emocje.

W bieżącym roku, jak wspominaliście, udało Wam się zdobyć 1 miejsce na Festiwalu „Gramy nad Prosną”, dostaliście się także do IV edycji Warsaw Comic Con. Opowiedzcie więcej o tych sukcesach.

Bartek: Sukcesem będzie, jak ta opcja z Comic Conem w końcu dojdzie do skutku. Już raz nam przełożyli koncert. Co do GNP…hmm… Jedno wielkie WOW! Kalisz to najfajniejsze miasto, w jakim do tej pory zagraliśmy wg mnie. Nie dlatego, że wygraliśmy, tylko dla ludzi tam mieszkających. Ciepli, otwarci, po prostu rewelacja! Miło będzie tam wrócić we wrześniu.

Również w sierpniu bieżącego roku zaprezentowaliście klip do utworu „Placid Child”. To chyba trzeci singiel zapowiadający album „World To Embrace”, tak?

Radek: Raczej bym tak nie powiedział. Nie promowaliśmy poprzednich utworów jako single. Zwyczajnie, nagrywaliśmy utwory, które wydawały nam się fajne w danym momencie. Aczkolwiek, faktem jest, że ten klip promuje płytę.

„Compromise”, „Falisfy” i „Placid Child”. Czy to, że akurat te kawałki i w takiej kolejności prezentujcie to czysty przypadek czy jest w tym jakiś klucz?

Radek: W takich momentach chciałoby się powiedzieć, że ta kolejność jest nieprzypadkowa i że tak jak mówisz, był w tym jakiś klucz… ale nie ma :) Powtórzę się, są to po prostu utwory, które w danym momencie wydawały nam się najfajniejsze. „Falsify” jest pierwszą, bardziej przemyślaną i rozbudowaną kompozycją. Przy „Compromise” poszliśmy jeszcze dalej. Zaczęliśmy używać efektów gitarowych i bardziej bawić się dynamiką. W podobnym tonie prezentuje się utwór „Placid Child”, aczkolwiek udało nam się dodać do niego więcej melodyjności i wrażliwości. Do tej kompozycji nagraliśmy też teledysk.

Planujecie kolejne klipy?

Bartek: Chcielibyśmy nagrać jeszcze jeden teledysk do któregoś z nowych utworów, ale skupiamy się na nagraniu LP. To jest nasz główny cel na przyszły rok.

Jak wygląda proces twórczy w Chaostream?

Radek: Ja w głównej mierzę komponuję utwory. Zazwyczaj układam aranżacje w domu i zapisuje je w programie w formie tabulatur. Nietypowe jest to, że najpierw układam partię a później uczę się jej grać. W trakcie komponowania, rzadko kiedy dotykam gitary. Następnie wysyłam materiał reszcie członków i potem ogrywamy i dopieszczamy je na próbach. Nie mogę powiedzieć, że nasze kompozycje to w 100% moja zasługa – każdy dodaje coś od siebie. Wstępnie przygotowany utwór wysyłamy wokalistom a oni piszą tekst i dzielą go między siebie. Raczej staramy się, by jedna osoba pisała dany tekst – dzięki temu wersy są bardziej osobiste i oddają prawdziwe uczucia, które dana osoba chce przekazać.

„World To Embrace” zapowiada się jako naprawdę dopracowana i spójna płyta. Ile możecie o niej powiedzieć teraz? Jaki macie na ten album pomysł? Jaki chcielibyście uzyskać efekt brzmieniowy?

Radek: Przede wszystkim staramy się, by ta płyta była właśnie taka, jak ją opisujesz – dopracowana i spójna. Utwory będą zróżnicowane, niektóre z nich, te bardziej metalowe i bezpośrednie, pamiętają jeszcze nasze pierwsze koncerty. Jednakże pokażemy też nowsze, bardziej eklektyczne i progresywne kompozycje, które wyznaczają w jakim kierunku zmierzamy z naszą muzyką.

Gdzie rejestrujecie ten krążek i kto miałby zająć się produkcją?

Bartek: Rejestrujemy praktycznie w warunkach spartańskich z pomocą młodego, acz ambitnego realizatora, którego nazwiska nie podam, bo RODO.

Jak wyglądają Wasze plany na rok 2019?

Bartek: Zrzucić parę kilogramów, mniej pić, nauczyć się języków… i przede wszystkim więcej koncertować, niż w roku 2018.

Radek: Poza tym, jak już wspominałem, skupiamy się na wypuszczeniu naszego pierwszego albumu. W ramach promocji będziemy chcieli nagrać jeszcze jeden klip i zagrać dużo koncertów. Poza tym, ciągle się rozwijamy muzycznie – chcemy tworzyć coraz lepsze utwory i grać coraz lepiej.

Dziękujemy za rozmowę – ostatnie słowo oddajemy Chaostream.

Bartek: Zapraszamy na koncerty! Dajcie się porwać Strumieniowi Chaosu!

 

1 Comment Chaostream: muzyka, jak życie – raczej smutne, raczej ciężkie [wywiad]

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *