„Nie boimy się łączyć patentów, które pozornie są nie-do-połączenia, staramy się cały czas otwierać nasze głowy więc siłą rzeczy jesteśmy wielokierunkowi podążając konsekwentnie w jednym kierunku” JitterFlow to jeden z baaardzo niewielu na polskiej scenie projektów, które ciężką gitarową muzykę próżniowo zasysają w kosmos pozornego chaosu, garściami czerpiąc z dada metalu i w końcu pozostawiając słuchacza z szeroko otwartymi ustami na długo jeszcze po tym,  gdy skończył się ostatni na płycie utwór.

jitter flow

Skad wziął się pomysł na JitterFlow? Jakie inspiracje i doświadczenia musiały się skrzyżować, byście zaczęli tworzyć tak wyśrubowaną muzykę?

JF: Trzeba było pograć wiele lat różne dziwne style łącznie z elektroniką połączoną z ciężkimi gitarami, żeby zatoczyć wielkie koło i wrócić to podstawowego zestawu, czyli akustycznej perkusji, gitary elektrycznej oraz basu. Potem wystarczyło połączyć dwie rzeczy – miłość do robienia hałasu oraz bardzo silną chęć robienia czegoś unikalnego. W decyzji pomagały takie inspiracje jak Meshuggah, Dillinger czy Candiria. Największą z nich jest jednak płyta „Sol Niger Within” Fredrika Thordendala.

„Wyśrubowana” to bardzo fajne słowo. To brzmi jak komplement, bo śrubujemy się cały czas, czyli narzucamy sobie bardzo wyśrubowane cele – na próbach odsiewamy 13 pomysłów na 10, ponieważ chcemy tworzyć patenty oraz „tematy”, których jeszcze nie było: łączyć takie beaty i takie riffy, oraz takie dziwne basy i wokale, żeby można było powiedzieć o sobie twórca, a nie odtwórca.

Korzenie JitterFlow sięgają roku 2007, jak w kolejnych latach wyglądała Wasza historia i aktywność?

Pierwsze lata poświęciliśmy na tworzenie właśnie własnego stylu (choć ten proces ciągle trwa), a przy okazji powoli naszych pierwszych numerów, które umieściliśmy na pierwszej, wydanej w maju 2017, płycie. Jednocześnie w roku 2010 postanowiliśmy przebudować piwnicę domu, w którym graliśmy na profesjonalne studio, w którym zapragnęliśmy nagrać własny materiał wg naszych zasad. To była ogromna inwestycja pieniędzy, ale też naszej pracy, ponieważ robiliśmy wszystko sami: od mieszania betonu po testowanie różnych wintydżowych mikrofonów (oczywiście nie tego samego dnia:D, które kupowaliśmy w ostatniej fazie przygotowywania się do rejestracji muzyki. Same testowanie różnych ustawień mikrofonów do perkusji oraz uczenie się akustyki głównego pomieszczenia w nowym studiu zajęło nam około jednego roku. Do właściwej rejestracji perkusji jako pierwszego instrumentu przystąpiliśmy wreszcie zimą 2012/2013. Potem gitara, bas i wokale w tej kolejności aż do 2015 roku. W międzyczasie zagraliśmy około trzydziestu koncertów w ramach różnych wydarzeń: festiwalu Emergenza, jako support na trasie Flapjacka czy podczas innych imprez. Dużo się też działo wewnętrznie w zespole: w roku 2014 odszedł od nas pierwszy perkusista Konrad, więc musieliśmy zająć się szukaniem kolejnego, jednocześnie kończąc pracę nad wokalem na płytę, co nie było łatwe głównie ze względów emocjonalnych. Kolejny perkusista – Darek, zjawił się prawie rok po odejściu Konrada, czyli w roku 2015.

W takim zespole jak nasz, odejście jednego muzyka, znalezienie kolejnego oraz nauczenie tego nowego całego materiału to długotrwały proces, podczas którego zespół nie jest w stanie normalnie funkcjonować, np.: grać koncertów. Jednak to nie był koniec naszych perypetii związanych ze składem zespołu – w czerwcu 2017 r. zakończyliśmy współpracę z Darkiem i po raz kolejny znaleźliśmy się bez perkusisty. Na szczęście tym razem los był dla nas łaskawy i szybko znaleźliśmy nowego perkusistę, który bardzo szybko podbił nasze serca i jest z nami na maxa od września 2017 r. Jest Portugalczykiem, pochodzi z Porto i ma na imię Pedro.

Czy w roku bieżacym oficjalnie świetujecie jubileusz 10-lecia? ;)

Tak, mieliśmy w planie jakąś flachę z tego powodu, ale chyba nie bardzo oficjalnie – zmiana perkusisty spowodowała, że jeszcze jej nie zrobiliśmy.

jitter flow

Jak z biegiem czasu rozwijała się muzyka JitterFlow? Od początku podążaliście w jednym kierunku?

I tak i nie. Z jednej strony podążaliśmy w rzeczonym, jednym kierunku, ponieważ tak jak mówiłem, tworząc JitterFlow wizja była bardzo mocno sprecyzowana i konkretna od początku. Z drugiej jednak strony nie można powiedzieć, że jest to tak do końca jeden kierunek z uwagi na samą muzykę, która jest trudna do zdefiniowana i jest mixem rożnych dziwnych nurtów. Nie boimy się łączyć patentów, które pozornie są nie-do-połączenia, staramy się cały czas otwierać nasze głowy więc siłą rzeczy jesteśmy wielokierunkowi podążając konsekwentnie w jednym kierunku :D

Mam nadzieję, że cały czas się rozwijamy i ewoluujemy. Sama zmiana perkusisty to determinuje, ponieważ proces twórczy w naszym zespole oparty jest na improwizacjach więc każdy muzyk ma bezpośredni wkład w to jak finalnie wygląda ta muzyka – więc jeżeli jeden z muzyków się zmienia to zmienia się też to co finalnie tworzymy jako trio. Mamy też pewne założenia ogólne jeśli chodzi o patenty, jakich użyjemy/używamy tworząc nowe piosenki na nową płytę, ale tego wolałbym na razie nie zdradzać. Na pewno słuchając naszych improwizacji sprzed np.: 7 lat słychać, że byliśmy wtedy bardziej spięci.

W końcu wydaliście „Self_X” – słuchacze długo musieli czekać na ten album. Jest on gdzieś jeszcze dostępny? Gdzie można go kupić? Odsłuchać?

 „W końcu” to bardzo dobre określenie. Tak, po tylu latach udało się wreszcie wydać tę dziwną muzykę – myślę jednak, że nie było zbyt dużo ‘słuchaczy’, którzy na nią czekali. Powiedzmy sobie szczerze – my nie zbudowaliśmy sobie jeszcze dużej grupy fanów, głównie dlatego, że nigdy nie robiliśmy nic z promocją tego zespołu. Koncertów na przestrzeni tych 10 lat też zagraliśmy względnie mało – ciągle siedzieliśmy tylko w studiu i graliśmy próby, i mieliśmy cały świat w dupie. Nasz profil na fejsie ma niewiele ponad 200 fanów, z czego większość to znajomi albo rodzina, którzy nie słuchają takiej muzy. Tak naprawdę poważnie o promocji zaczęliśmy myśleć z początkiem roku 2017, co było związane z procesem wydawania płyty.

Płytę, w sensie CD w pudełku, można kupić na stronie empik.com. Muzyka w wersji elektronicznej jest dostępna na wszystkich platformach typu iTunes czy Spotify. Jest też na YT wraz z teledyskiem promującym płytę, pod tym samym tytułem.

Gdzie rejestrowaliście „Self_x” i kto odpowiada za produkcję tego wydawnictwa?

Materiał był realizowany przez nas w naszym własnym customowym studiu, ale o tym już było. Produkcją muzyki (mix/master) zajął się Marian Lech, natomiast jeśli chodzi o produkcję wydawnictwa CD w pudełku to znów zrobiliśmy to sami. Dystrybutorem natomiast jest: Sonic Records.
Czy obecnie pracujecie nad czymś nowym? Ile możecie zdradzić teraz o kolejnych ruchach wydawniczych JitterFlow?

Zawsze pracujemy nad czymś nowym o ile mamy tylko perkusistę. Ale też ostatnio, czyli w wakacje, kiedy byliśmy bez perkusisty, wymyśliliśmy zupełnie inny, nietypowy projekt, który miał być zrealizowany bez perkusisty, ponieważ zakładaliśmy, że znalezienie nowej osoby zajmie nam o wiele więcej czasu – na szczęście stało się inaczej i jest z nami Pedro. Niemniej ów pomysł jest fajny i zostanie zrealizowany wcześniej czy później – mogę tylko powiedzieć, że postanowiliśmy zrobić kilka kowerów, ale w bardzo nietypowy, jak to na nas przystało, sposób. Głównie jednak pochłonięci jesteśmy przerabianiem z Pedrem naszego materiału – Pedro uczy się go w niewiarygodnym tempie, ale myślę, że cały proces zajmie nam jeszcze chwilkę tak żeby był pełen ogień. Trudno powiedzieć, kiedy wydamy coś nowego – bardzo chcielibyśmy żeby nastąpiło to w 2018 r. ale to na razie nic pewnego.

Jak chcielibyście, by rozwijała się Wasza muzyka? Co jest Waszą największą twórczą ambicją?

Tak jak już wspominaliśmy: tworzenie czegoś, czego jeszcze nie było. Totalna inność i niepowtarzalność.

Jak radzicie sobie z koncertami? Dużo gracie gigów? Na kiedy planowane są jakieś najbliższe?

Jak radzimy sobie z koncertami? Trzeba zapytać kogoś kto był chociaż na jednym. Mając jednak na uwadze zachowanie ludzi na naszych gigach, to zdaje się, że sobie radzimy. Przede wszystkim bardzo kochamy granie koncertów i bardzo poważnie do tego podchodzimy. Tak jak wspominałem, gramy extremalnie mało koncertów i bardzo z tego powodu cierpimy – mamy nadzieję, że to się chociaż troszkę zmieni w najbliższej przyszłości.

Nie mamy w planie żadnych konkretnych dat na tę chwilę, ale planujemy po raz trzeci wziąć udział w festiwalu Emergenza więc może wpadnie jakieś granie w tym czy na początku przyszłego roku.

Jak wyglądają plany JitterFlow na końcówkę bieżącego oraz na 2018 rok?

Naszym priorytetem jest opracowanie naszego materiału z nowym perkusistą. Jak tylko Pedro będzie czuł się swobodnie grając nasze wszystkie piosenki będziemy w stanie grać live. Pedro bardzo poważnie podchodzi do opanowywania tego materiału więc myślę, że do końca roku będzie w stanie grać już cały materiał na pełnym ogniu.

Dziękujemy za rozmowę i pozdrawiamy!

Cała przyjemność po naszej stronie. Spoko pytania. eLo.eLo :)

jitter flow

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *