HR: Przede wszystkim chcielibyśmy Was powitać w imieniu redakcji Heavyrocka. Od waszej ostatniej trasy minęło już trochę czasu, a jeszcze więcej czasu minęło odkąd ostatni raz graliście w Polsce. Jak podobało Wam się dzisiaj?

Ian: To niesamowite, jak żywiołową macie publiczność. Widać, że ludzie tutaj naprawdę kochają muzykę. Takiego entuzjazmu związanego nie tylko z heavy metalem, ale z muzyką w ogóle, nie zaobserwowaliśmy jeszcze nigdzie na świecie. Przyjechaliśmy tu z Niemiec, gdzie na każdym koncercie, który graliśmy, ludzie po prostu stali, a podczas większości kawałków nikt nie śpiewał. Tutaj ludzie gadają, krzyczą i śpiewają non-stop – po prostu cieszą się koncertem.

HR: Więc może jednak wrócicie szybciej, niż za 8 lat?

Ian: Tak, być może za 7 lat.

Chris: Jak będziecie mieć 80 lat…

Ian: Na Reunion Tour! (śmiech)

HR: Niedawno wydaliście nowy album. Zanim jednak zaczniemy dyskutować o muzyce, czy moglibyście opowiedzieć nieco o tym, co jest na okładce?

Ian: Jasne! Jestem zaskoczony tym, że tak wiele osób o nią pyta. Z drugiej strony jest to tak krzykliwy obraz, że aż dziwne, gdy ktoś nie jest nim zainteresowany. Jest to praca mojego dobrego przyjaciela, którą namalował w 1992. Jest malarzem, a całe jego mieszkanie zawalone jest obrazami i witrażami. Kiedyś, gdy byłem u niego, ten konkretny był akurat na wierzchu. Zobaczyłem i zapytałem, co to jest. Przeszyło mnie wówczas dziwne, dosyć niepokojące uczucie. Poza tym podobały mi się kolory i chmury w tle. Jakiś czas później myśleliśmy nad okładką nowego albumu. Miałem dość generycznych heavymetalowych okładek, które opierają się w zasadzie tych samych trzech kolorach, chcą na siłę wyglądać oldschoolowo. Efekt jest taki, że jest to już strasznie przewałkowane. Chciałem stworzyć coś, co sprawi, że ludzie zaczną się nad tym zastanawiać, nawet jeśli im się nie spodoba. Ekscytujący jest fakt, że to nieznana, przez nikogo niewidziana sztuka, która od 1992 była schowana w szafie tego gościa. Po prostu chciałem, żeby znalazła się na okładce.

HR: Czy twój przyjaciel powiedział Ci, co miał na myśli malując to?

Ian: Tak, był wtedy na kwasie. Wyciągnął spod łóżka jakiś zwykły kawałek drewna i zaczął malować. Właściwie, obraz przedstawia penisa z wychodzącymi z niego cierniami, dryfującego w chmurach, co prawdopodobnie było wyrazem jakichś problemów seksualnych, które miał w tamtym okresie. Z kolei tył okładki przedstawia długi, gnijący tułów kobiety. Wiesz, ten koleś jest starszym człowiekiem, który widział już wszystko. Jego pierwsza dziewczyna okazała się być seryjną morderczynią. Poza tym jest wokalistą w moim drugim zespole – Chainbreakerze. Jako że około piętnaście lat starszym ode mnie, zawsze opowiada niestworzone historie, robił mnóstwo fascynujących rzeczy. Myślę, że to wszystko powstało za sprawą jego podświadomości. To nie jest zwykła głupawa heavymetalowa grafika, raczej coś, co odzwierciedla psychikę kogoś, kto przeszedł, i nadal przechodzi dziwne i straszne rzeczy. Tak czy siak spodobało mi się i nie zastanawiałem się, czy ma cokolwiek wspólnego z muzyką czy też tekstami. Jednocześnie nie chciałem, żeby tak świetny obraz marnował się w szafie.

HR: Jak zareagowaliście na pomysł Iana?

Jason: Podobał mi się. W jakiś sposób obraz pasował do tego albumu.

Chris: Nie zagrałem nawet na tej płycie, ale wizualnie podobała mi się. Kiedy w końcu została wydana, pomyślałem, że jest to świetna okładka, stworzona przez kogoś kto doskonale wie, co przedstawia, ale nikt nie chce mu w to uwierzyć.

HR: Brzmi to dość metalowo.

Ian: Bardziej jak prog-rock z lat 70-tych. Sporo ludzi pisze do mnie, że podoba im się okładka. Jest 2018, nie możemy mieć na albumie kobiety w łańcuchach, bo to po prostu nie pasuje.

HR: Z całą pewnością jest charakterystyczna. Czy utwory też takie są? Nowy album wydał mi się nieco inny od waszych starszych wydań. Trochę wolniejszy, nastrojowy, zdaje się łączyć w sobie więcej gatunków. Skąd ta zmiana?

Ian: Zdecydowanie jest wolniejszy. Nie sądzę jednak, by była to jakaś nagła zmiana. Szliśmy w tym kierunku już od jakiegoś czasu. Kilka utworów z In Ruin mogłaby równie dobrze znaleźć się na New Gods. W zasadzie ostatni utwór został nagrany początkowo z myślą o In Ruin, ale nie skończyliśmy go przed wydaniem albumu. Nagraliśmy go w studio, ale wokal nie był dopracowany. Jeden z głównych pomysłów związanych z New Gods narodził się jeszcze przed In Ruin.

HR: Dlaczego zatem zajęło to tak długo?

Jason: Bo mam prawie 40 lat.

Ian: In Ruin wydaliśmy w styczniu 2016, a 2 lata to nie tak długo, jeśli chodzi o wydawanie albumów.

HR: Wiemy, że mieliście problemy z wytwórnią.

Ian: Było trochę problemów w okresie między In Ruin i New Gods. Staraliśmy się zerwać kontrakt z Earache Records, bo trzymali nas jak zakładników. Nie mogliśmy wycofać się ze współpracy, bo wciąż obowiązywała umowa, nie mogliśmy też niczego wydać, bo tego z kolei nie chciała wytwórnia. Postanowiliśmy wtedy nagrać In Ruin za pomocą naszych prywatnych środków, co się w końcu udało, ale i tak musieliśmy czekać 2 lata na wydanie go. Gdybyśmy próbowali wcześniej, najprawdopodobniej uniemożliwiono by nam to.

Jason: Było sporo prawnych problemów związanych z samofinansowaniem nagrań, regulowaniem opłat sądowych, tego typu bzdur.

Ian: 2 lata pomiędzy albumami to i tak dość standardowy czas dla większości zespołów. Mieliśmy poza tym wypadek samochodowy, który zahamował na jakiś czas nasze działania. Po tym zdarzeniu przez jakiś czas nic nie robiliśmy, mimo że mieliśmy już w głowach pomysły na kawałki.

HR: Mamy nadzieję, że teraz wszystko w porządku.

Ian: Tak, udało nam się z tego wyjść.

HR: Czy tym razem były jakieś różnice w procesie nagrywania?

Ian: Nie bardzo, zawsze mamy takie samo podejście do tego tematu. Jedyną różnicą było to, że tym razem mieliśmy tylko jednego producenta. Mogliśmy bez przeszkód zrealizować wszystkie swoje pomysły.

Jason: Wydaliśmy więcej pieniędzy.

Ian: Tak, to najważniejsze. (śmiech)

HR: Jesteście zadowoleni z efektu?

Jason: Tak, całkowicie.

Jason: Nagranie albumu w całości z producentem muzycznym to coś, co zawsze chcieliśmy zrobić. Dotychczas byliśmy ograniczani przez limity finansowe, dlatego zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie.

Ian: W momencie, gdy wszystko wyszło tak, jak chcieliśmy, nie bierzemy pod uwagę że moglibyśmy zrobić coś inaczej. Ta opcja wypada najlepiej. Myślę, że New Gods to najlepszy album, jaki kiedykolwiek nagraliśmy. Przedtem musieliśmy użerać się z koprodukcją. Ktoś zawsze mówił drugiemu, jak ma grać, czy też śpiewać. To najzwyczajniej w świecie nie przynosi oczekiwanych rezultatów, a jeżeli kiedyś jeszcze zdecydowalibyśmy się na coś takiego, to jedynie z konieczności. Lepiej mieć kogoś z zewnątrz, kto spojrzy na to z innej perspektywy niż członkowie zespołu.

Jason: Zazwyczaj taka osoba ma też spore doświadczenie i wie, jak tobą pokierować. Zna się na muzyce i ma odpowiedni słuch.

Ian: Zgadza się, do nagrywania w studiu potrzeba naprawdę specyficznego rodzaju słuchu muzycznego, którego myślę, że nie mamy. Potrzeba kogoś, kto powie ci, jakie rozwiązanie sprawdzi się najlepiej. Mieliśmy producenta, który słucha metalu od dziecka i ma naprawdę dobry gust. Zaufaliśmy mu i z pewnością zrobimy to ponownie.

HR: Jesteście uważani za przedstawicieli NWOTHM (New Wave of Traditional Heavy Metal). Dlaczego młodsze zespoły są nieustannie porównywane do klasyków, takich jak Iron Maiden, Judas Priest, itp.?

Ian: Nie mam takiego wrażenia, byśmy byli porównywani z Iron Maiden, czy też innymi klasykami. Bardziej powiedziałbym, że ludzie wrzucają nas do jednego worka z zespołami takimi jak Skull Fist czy Enforcer, nawet jeśli nasze brzmienie bardzo się od nich różni. To wynika tylko z tego, że powstaliśmy w podobnym czasie, ale nie sądzę, żebyśmy mieli cokolwiek wspólnego z nimi. Enforcer to speed metal, Skull Fist w sumie też, a my gramy dosyć wolno, nawet nieco popowo.

HR: Większość ludzi zna All or Nothing, które jest dosyć szybkie, więc może to stanowi źródło tych porównań?

Ian: Ten utwór i cały album powstał w czasie, gdy wytwórnie zauważyły, że powstaje coś nowego i starały się jakoś to zaszufladkować, by pomóc sobie w promocji. Magazyn Terrorizer stworzył termin New Wave of Traditional Heavy Metal, podłapało to m. in. Earache Records. Wszystkie te porównania są bez sensu. Myślę że ciężko jest nas nie tylko sklasyfikować, ale też wskazać nasze inspiracje, które są dosłownie wszędzie.

HR: Czego teraz słuchacie?

Jason: Tego samego, czego słuchałem 30 lat temu. Wiesz, Metallica, AC/DC…

Ian: (wyciąga smartfona) Ostatnio słuchałem Hallows Eve, Pell Mell… znacie Pell Mell? To instrumentalny, bardzo undergroundowy rock z Portland, bardzo nastrojowy.

HR: Skąd zatem czerpiecie inspiracje?

Ian: Zewsząd.

Jason: I jednocześnie znikąd.

Ian: Wszystko co słyszymy w głowach jest podświadomie spowodowane czymś, co kiedyś słyszeliśmy. Nie ma jednak na New Gods kawałka, słuchając którego stwierdziłbyś, że już to gdzieś słyszałeś. Nie żżynamy z czyichś utworów, chociaż nie wykluczam, że mogą pojawić się skojarzenia z czymś, czego nawet nie znamy. Unikamy kopiowania stylistyki Iron Maiden, ich progresji akordów, galopowania.

HR: Wiecie, że nawet Wikipedia porównuje was do Iron Maiden?

Jason: Ludzie porównują nas do tego, co sami znają.

Ian: Prawdopodobnie ktoś, kto pisał ten artykuł na Wikipedii nie jest tak muzycznie obeznany, nie znajduje się na wręcz artystycznym poziomie muzycznego kolekcjonerstwa, nie analizuje muzyki tak, jak my. To dlatego rodzą się takie opinie – Hej, są metalowym zespołem, na pewno brzmią jak Iron Maiden. Nasze inspiracje mogą pochodzić z jakichś undergroundowych nowofalowych zespołów, granych jedynie w kanadyjskim radiu. Myślę, że inspirujemy się też Platinum Blonde. Nigdy jednak nie udało im się osiągnąć popularności poza Kanadą, gdzie codziennie w radiu lecą ich klasyki. Nie inspirujemy się tylko metalem. Właściwie nie jestem pewien, czy w ogóle inspirujemy się metalem.

HR: Czy Cauldron też można usłyszeć w kanadyjskim radiu?

Ian: Nie, absolutnie nigdzie.

HR: Być może w przyszłości?

Ian: Tak, myślę, że kilka z naszych utworów nadawałoby się do radia. Mamy popowe kawałki, ale aby dostać się do radia musisz przejść przez cały ten okropny proces. Management, wytwórnia… po prostu bycie swego rodzaju robotem. Nie mamy takiej mentalności, nie potrzebujemy tego.

Jason: Piszemy najlepsze kawałki, na jakie nas stać dla samych siebie. Są za dobre na radio, pieprzyć radio.

HR: Z kolei radio w Polsce nie mogłoby być już gorsze.
Ian: Jestem w stanie sobie to wyobrazić. Całe mnóstwo bezwartościowej muzyki.

HR: W rockowym radiu lecą wciąż te same utwory. Metallica, Iron Maiden, Metallica Iron Maiden… i tak w kółko.

Ian: Takich rzeczy nie usłyszysz w Kanadzie. U nas króluje Money Pink Floydów, Ramble On Led Zeppelin. Kiedy chcę posłuchać Ramble On, to włączam radio i nie muszę długo czekać. Wszystkie rockowe stacje w Ameryce Północnej takie są – to jakiś żart. Według nich w całej historii rocka napisano 10 utworów.

HR: Czy młodym metalowym zespołom łatwo jest wystartować w dzisiejszych czasach?

Jason: Nie wiem, nie jesteśmy nowi. Przede wszystkim, musisz być dobry. Musisz mieć coś oryginalnego do zaoferowania i wiedzieć jak to rozwinąć. Możesz być w świetnym zespole, ale jeśli brakuje osoby, która popchnie to do przodu, nic nie osiągniecie.

HR: Zaczęliście w 2006, teraz mamy 2018. Jak udaje wam się utrzymać zespół przez tak długi czas, podczas gdy wiele zespołów w dzisiejszych czasach ma trudności z przetrwaniem roku?

Jason: Mam takie poczucie, że nie zostawiliśmy jeszcze po sobie wystarczająco widocznego śladu, jest wciąż wiele do zrobienia, dlatego chcemy iść do przodu.

Ian: To trochę samolubne, ale chcemy nagrywać albumy, których będziemy mogli słuchać. Nagrywamy kawałki, które nam się podobają. Potrzebujemy w życiu mieć miejsce, gdzie będziemy się kreatywnie realizować.


Jason: Jesteśmy poza tym wielkimi fanami muzyki. Znam uczucie, które towarzyszy mi kiedy słucham swoich ulubionych wykonawców. Też chciałbym to tworzyć, być czymś takim dla kogoś innego, ale przede wszystkim dla siebie.

Ian: Kiedy słucham świetnego utworu, myślę sobie, że chciałbym, żebym to ja to napisał. To jest główny powód, dla którego istnieją zespoły. To samo mówi Steve Harris w jakimś starym DVD, w którym odpowiada na pytanie Dlaczego powstało Iron Maiden?.

HR: Zaraz po trasie Iron Maiden wyrusza w dużo mniejszą trasę z British Lion, skupioną wokół jego przyjaciół, z koncertami organizowanymi w małych klubach.

Ian: To świadczy o tym, że jest prawdziwym fanem muzyki. Nie przeszkadza mu granie dla niedużej publiczności.

Jason: Gdybyśmy byli gwiazdami, też byśmy to robili. Za bardzo tęsknilibyśmy za energią w małych klubach.

HR: Jesteście też zapalonymi kolekcjonerami. Dlaczego ludzie wracają do tradycyjnych nośników, takich jak winyle czy kasety?

Ian: Z posiadaniem fajnej kolekcji nagrań wiąże się pewne uczucie dumy. Gdy ludzie przychodzą do mnie na imprezę, zawsze zaczynają się rozmowy o płytach. Polecamy sobie nawzajem różne wydania. Gdy coś mi się naprawę spodoba, kupuję nośnik. Nie potrafiłbym słuchać tylko ze Spotify.

Jason: Większość rzeczy, których słucham zostało nagranych w latach 70-tych i 80-tych. Chcę mieć to w takiej wersji, w jakiej zostało wydane i słuchać w takiej jakości, w jakiej brzmiało w tamtym okresie, w najbardziej oryginalnej formie, w jakiej to nagranie istnieje. Swoje winyle staramy się wydawać w podobny sposób, jak robiono to kiedyś. Poza tym jest jeszcze fakt, że masz przed sobą pełnowymiarową okładkę albumu, który jesteś w stanie otworzyć, obejrzeć. To coś, czego nie da ci miniaturka na Spotify.

Ian: Samo kupowanie płyt jest ekscytujące. Otwieranie ich i czytanie opisów oraz tekstów daje dużo radości. To jedno z moich głównych zainteresowań, których swoją drogą nie mam zbyt wiele.

HR: Jak z perspektywy muzyka wyglądają serwisy streamingowe, takie jak Spotify, Tidal, iTunes?

Ian: Nie przeszkadzają mi. I tak nie dostajemy pieniędzy za swoje sprzedane albumy, chyba że sprzedajemy je na koncertach. Kupując od wytwórni możesz być pewien, że nie zobaczymy tych pieniędzy. Dla mnie liczy się tylko to, że ludzie nas słuchają. Nie obchodzi mnie skąd wezmą naszą muzykę – mogą ją ukraść, kupić, cokolwiek. Nie interesuje mnie, czy nasza wytwórnia ma z naszej muzyki jakiekolwiek zyski. Sam korzystam ze Spotify, ale gdy znajdę coś interesującego, staram się znaleźć fizyczne nagranie. Mimo wszystko wiem, że niewiele osób tak robi.

HR: Jesteśmy jednym z nielicznych magazynów, który duży nacisk kładzie na promocję młodych zespołów. Każdy może napisać do nas o swojej pierwszej EP-ce, którą nagrywa w garażu, z prośbą o jej rozpromowanie. Jako tego typu portal, chcielibyśmy spytać, czy macie jakieś rady dla młodych zespołów? Nie chodzi o to, jak odnieść sukces, tylko o to, jak nie poddać się i nie zaprzestać tworzenia muzyki?

Jason: Przede wszystkim musisz wiedzieć, że chcesz to robić, że to jest twoja pasja. Powinno się kierować swoim słuchem i własną wizją muzyki, a nie przyjętymi trendami.

Ian: Jeśli zaczynasz z myślą o odniesieniu sukcesu, możesz od razu się poddać. Muzykę powinno się tworzyć dla własnej satysfakcji, unikając podążania za tym , co popularne.

Jason: Nie odnieśliśmy jakiegoś spektakularnego sukcesu, ale możemy być przykładem. Gdy zaczynaliśmy, heavy metal nie był trendy, nikt go nie słuchał. Robiliśmy to tylko dlatego, że byliśmy fanami.

Ian: Znalezienie wytwórni, która wyda nasz pierwszy album, zajęło nam bardzo dużo czasu. Pierwszą wersję wydaliśmy sami. Myślę, że głównym powodem, dla którego Earache zainteresowało się nami było to, że na zdjęciu z jednego z niemieckich festiwali, na których graliśmy, Jason miał ich nalepkę przyklejoną na basie. Myślę, że dlatego Earache nas zauważyło. (śmiech) Nie chcieliśmy być sławni. Wszystko, co robiliśmy, robiliśmy dla siebie. Młode zespoły powinny starać się pisać porządne kawałki, raczej nie o Żółwiach Ninja , nuklearnych śmieciach czy innych tego typu rzeczach, a raczej o czymś, co kochają.

HR: Co jeśli czyjąś pasją będą Wojownicze Żółwie Ninja?
Jason: Wtedy to zadziała. Jeśli ktoś robi coś szczerze i z pasji, to zawsze to widać.

HR: Dziękujemy Wam za rozmowę. Mamy nadzieję, że zobaczymy się szybciej, niż wspomniane 7 lat. I mniej niż 6.

Ian: Dzięki, może za 5 i pół!

Rozmawiali: Nina Marszałek i Michał Jóźwik

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *