W XXI wieku mamy do czynienia z pozytywnym dla muzyki metalowej zjawiskiem odrodzenia muzyki thrash metalowej, po jej wcześniejszym kryzysie spowodowanym nawarstwianiem się bardziej komercyjnych podgatunków tego nurtu oraz grunge. Jednak mimo wielu plusów zaistnienia takiej sytuacji, cały czas musimy mieć na uwadze jeden wielki minus – powstawanie kapel słabych lub utożsamiających swoją muzykę z thrash metalem, ale nie grających go w poprawnym tego słowa znaczeniu. Drugi typ zespołów prezentuje niemiecki Bloodbeat.

Into Death Cover
Latem 2014 roku ukazała się demówka zatytułowana „Into Death”. Demówki rządzą się swoimi prawami, dlatego wiele takim wydawnictwom należałoby wybaczać. Tak też starałem się postąpić w tym przypadku. Ale nie da się wybaczyć już utożsamiania się Bloodbeat z thrashem, mając w pamięci (uszach?) fakt, że prezentowanymi utworami odbiegają oni daleko od standardów gatunku. Oczywiście, pierwsze skojarzenia towarzyszące odpaleniu otwierającego utworu zatytułowanego „Into Death” tożsamego z nazwą samego wydawnictwa, mogą iść w stronę Slayera z czasów „God Hates Us All”. Jest to jednak zgubne. Od razu w uszy rzucają się, nieświadome albo zamierzone, nawiązania do Dying Fetus na płaszczyźnie instrumentalnej, Misery Index jawi się z kolei jako wzór wokalu. Ale najbardziej w uszy razi werbel perkusji. Boli, zawsze kiedy wchodzi po prostu boli. Miejscami pobrzmiewają także nawiązania do Sepultury z czasów „Schizophrenii” oraz Terrorizer.
Na demówce nie ma ani jednego odkrywczego utworu, nie mówiąc już o tym, ze panowie Brian (gitara), Sascha (perkusja), Jason (gitara i wokal) oraz Tom (bas), są wręcz mistrzami autoplagiatu. Jasnym światełkiem w tym kiepsko wyrzeźbionym tunelu jest utwór „Deadly Road”, który byłby wcale dobry gdyby Jason raczył mniej wymiotować wokalem, riff wejściowy nie zostałby przekalkowany z „New Faith” Slayera a werbel nie bił po uszach. Reszta utworów z demówki to w zasadzie kalki z Dying Fetus i Misery Index czasem nieśmiało wzbogacane Sepulturą czy Terrorizer. Utwór „Infected” to szczyt plagiatowania. Przynajmniej szczyt na chwilę obecną. Są chęci, nie ma pomysłów, a Jason niech idzie się uczyć śpiewania, jak już musi growlować to niech to chociaż robi dobrze.

www.youtube.com/watch?v=YAz8HPMz97I
Nie wiem co mam zrobić z tą płytą. Słuchało się jej źle, klikało replay dla ponownego rozpoznania jeszcze gorzej, a analiza poszczególnych utworów była szczytem męki. Najsmutniejsze jest to, że panowie naprawdę mają wizję swojej muzyki ale za diabły nie potrafią jej zrealizować. Ale jak pisałem we wstępnie, jest to demówka. Podchodzę więc do tego wydawnictwa z maksymalnym dystansem, może nawet za jakiś czas gdy doczekamy się innej płyty z czystej ciekawości po nią sięgnę. Na razie daję im 4/10. Nie tędy droga panowie, nie tędy droga.

facebook.com/bloodbeatBB

Jeremi „Jerry” Kołecki.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *