„(…) nadal jest to blackened death metal, taki mamy ustanowiony kierunek od początku. Czasem są “odpływy” bardziej deathowe czy nawet thrashowe, ale zawsze staramy się, aby było czuć w tym materiale ducha black metalu”Sothoris pracuje nad nową płytą i choć do planowanej premiery jeszcze trochę zostało, udało nam się już pogadać z chłopakami o kierunku, w którym rozwija się nowy materiał oraz tym czy Miłosław ma kojarzyć się tylko z piwem.

 Sothoris pracuje obecnie nad następcą bardzo dobrego „Raju Potępionego”, jak Wam idzie?

Pierwsze szkice materiału już są gotowe, jesteśmy teraz na etapie nagrań demo potrzebnych do pre-produkcji. Zgrywamy także nowy materiał na próbach, aby grać je również idealnie na koncertach. Chcemy oswoić się z tym co już mamy, doszlifować co trzeba, zastanowić nad ostateczną formą. Z pewnością z powstałego już do tej pory zbioru wybierzemy kompozycje, które oszlifowane staną się w naszym mniemaniu diamentami.  Niestety obowiązki kłócą się z potrzebami, chcielibyśmy, aby szło to szybciej i łatwiej, ale życie niestety ma własne plany. Zadeklarowaliśmy jesień 2020 i będziemy robili wszystko, aby temu sprostać.

W jakim kierunku rozwija się Wasz zespół? Jak opiszecie nowy materiał?

Debiutancka płyta była w zasadzie od strony muzycznej dziełem Sharghalla i Lorda Ghasha, którzy “popłynęli” i w zasadzie jednym tchem stworzyli podwaliny tego, co dziś nazywa się “Raj Potępiony”. Oczywiście wraz z dołączeniem kolejnych członków składu i stworzeniem zespołu pojawiły się zmiany. W kwestii muzycznej były jednak jedynie symboliczne. Tym razem jest inaczej. Nową płytę tworzymy razem. Każdy z nas  ma szansę zamoczyć palce w tym, jaki wygląd przybiorą nowe kompozycje. Na ten moment nadal jest to blackened death metal, taki mamy ustanowiony kierunek od początku. Czasem są “odpływy” bardziej deathowe czy nawet thrashowe, ale zawsze staramy się, aby było czuć w tym materiale ducha black metalu.

Wiecie już na jakie studio się zdecydujecie?

Prawdopodobnie żadne. Poprzedni album był całkowicie samodzielną produkcją i być może w tym przypadku też tak będzie. W trakcie pierwszych nagrań tak naprawdę wiele rzeczy odkrywaliśmy i poznawaliśmy w tematach produkcyjnych. Szkoda więc zmarnować tę wiedzę, której zdobywanie nas pochłonęło i stajemy się w tym coraz lepsi. Może też być tak, że np. perkusję nagramy w studiu, a resztę sami. To się jeszcze nie wyjaśniło, wszystko zależy od finansów i możliwości czasowych. Warto eksperymentować, dlatego nadaje to naszej pracy chyba ciekawszego efektu, ponieważ nie zamykamy się tylko na sferę naszych instrumentów.

Czy macie już jakiś roboczy tytuł płyty, nad którą pracujecie?

To jeszcze dla nas zbyt wczesna pora na to, na razie jest zarys tematyczny. Główna treść i to, jaką nadamy temu tworowi nazwę, jeszcze pozostaje gdzieś z tyłu naszych głów.

W ogóle, to będzie klasyczne LP czy planujecie coś mniejszego? Ostatnio w trendzie jest wydawanie EP-ek, jak się do tego odnosicie?

Póki co, nie zastanawialiśmy się nawet nad czymś krótszym niż LP. Mamy dość totalitarny styl pracy, co spowodowane jest po prostu tym, że sami szukamy na to czasu. Pracujemy, uczymy się, wychowujemy dzieci – tak jak innych, przytłacza nas proza życia. Gdy „Raj Potępiony” był gotowy i główną kwestią pozostały teksty, aranżacja wokali oraz cała idea tego co powstało, żal było zmniejszać całe dzieło do EP-ki. Od początku w głowie nam było wypuścić to jako płytę i tak też uczyniliśmy. Teraz tworząc kolejny album wszyscy od razu przed oczami mieli kolejny krążek długogrający. Utwory powstają dość sprawnie i podążając za doświadczeniami związanymi z debiutem to musi być równoprawny album. W przyszłości? Być może… Póki co pracujemy nad LP.

Chyba ważną sferą Waszego funkcjonowania jest Wasz image – skąd pomysł na taki wygląd frontmana? I dlaczego za ciosem nie idzie reszta zespołu?

Image sceniczny był od początku planowany i chcieliśmy go wdrożyć. Temat jednak był trochę traktowany po macoszemu, a jako niedoświadczony jeszcze w stu procentach zespół, nie zgraliśmy tego wraz z wyjściem do ludzi z nową płytą, jedynie nasz frontman miał na siebie jakiś pomysł i już na pierwszej sztuce przedstawił siebie w corpse paint.
Na obecną chwilę wiele się zdążyło zmienić. Dotychczas rzeczywiście reszta składu nie przybierała barw bojowych, teraz jednak się to zmieniło, co można było zauważyć na ostatnich dwóch koncertach. Wizerunek stał się przez to dla nas bardzo ważną kwestią, nad którą dyskutujemy na równi z tematami muzycznymi. Wokalista niesiony wizją sam opracował swój image i obecnie cały zespół też tak działa. Corpse paint i charakterystyczny strój to z jednej strony odwołanie do tradycji gatunku, z drugiej zaś swego rodzaju marka, ma to dopełnić nasze występy na tyle, aby tworzyć z nich misterium. To, co pokazujemy na scenie, nie jest statyczne i ewoluuje. Mamy głowy otwarte na nowe pomysły i eksperymenty, także jeszcze nie jednym Was zaskoczymy.

Jakie polskie i niepolskie zespoły są dla Was największą inspiracją?

Czy mamy jakieś konkretne inspiracje? Na pewno tak. Każdy z nas jako artysta i fan szeroko pojętej muzyki metalowej ma jakieś swoje upodobania. Nie funkcjonujemy w próżni i chcąc nie chcąc to, czego słuchamy, w sposób podświadomy wpływa na nasze wizje. Z uwagi na to, że następna płyta jest pisana nie przez dwie, a cztery osoby tworzące riffy, a każda z nich ma swoje odrębne upodobania muzyczne, daje nam to niesamowite pole do popisu. Zatem, jeśli chodzi o wymienienie wszystkich inspiracji, to nie mamy chyba tyle miejsca w tym wywiadzie. Od czasu publikacji naszego debiutu spotkaliśmy się z wieloma ciekawymi porównaniami, które nas czasem mocno zaskakiwały. Mamy jednak do tego bardzo pozytywny stosunek i jest to jak najbardziej komplement, jeśli przyrównuje się naszą twórczość do kapel pokroju chociażby Mgły czy Arkony, pomimo iż sami nigdy nie wpadlibyśmy na takie skojarzenie.

Od teraz Miłosław Czytelnikom Heavyrock będzie się kojarzył już nie tylko z piwem. Jak wygląda Wasza lokalna scena? Jest więcej zespołów?

Black metalowcy z Miłosławia (hahaha). Jesteśmy małymi lokalnymi patriotami i chyba, oczywiście śmiejąc się, drugim towarem eksportowym zaraz po wspomnianym piwie. Na dobrą sprawę to ma swój urok, nie jesteśmy kolejnym zespołem np. z Poznania, który będzie chwilę istniał, aż nie zostanie pochłonięty przez wielkie mury miast. Atmosfera tej mieściny pomaga nam tworzyć. Otwierasz wieczorem okno w domu i słychać ciszę, a Twoje głośniki nie muszą być przez to wyplute, aby dobrze słyszeć, co się w nich dzieje. Tutaj całkiem inaczej płynie czas. Dlatego zobaczymy jak będzie dalej, czy będziemy dojrzewać jak nasz Porter Bałtycki, czy będziemy wprowadzać chaos w głowie jak Russian Imperial Stout. Co do lokalnej sceny, to oprócz nas w Miło nie ma nic. Jedynie zaprzyjaźniony band z Wrześni – Moloch Letalis, oprócz tego nic na tej scenie ciekawego się nie rodzi, z tego co nam wiadomo.

Gdzie w najbliższym czasie będzie można zobaczyć Was na żywo?

Nie mamy na razie nakreślonych konkretnych planów, o których moglibyśmy poinformować czytelników. Jedno jest pewne, jesteśmy otwarci na wszelkie okazje i propozycje, także nie sądzę, by od następnego koncertu dzieliło nas wiele czasu. Dlatego jeśli ktoś ma propozycje zagrania w jego mieście, niech się do nas po prostu odezwie, omówimy szczegóły i postaramy się przybyć i pokazać, na co nas stać.

Gdzie możemy na bieżąco śledzić Waszą aktywność? (prośba o linki)

Naszym głównym medium jest nasza strona na Facebooku. Oprócz niej, wrzucamy czasem zdjęcia i filmy na Instagramie, niestety na YouTube nie mamy już czasu, jednak jest na nim nasza cała płyta, do której przesłuchania oczywiście zachęcamy osoby, które jeszcze nie miały ku temu okazji. I zapraszamy na:
https://www.facebook.com/SothorisBand/
https://www.instagram.com/sothoris/?hl=pl
https://www.youtube.com/channel/UCI_bJb5jt5QTx54oZ4WeCzA

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *