Wydajecie właśnie jubileuszowy live zawierający 40 utworów. Czy tytułem „The Eagle Has Landed” puszczacie oko wydaniu o podobnym tytule wydanym nieco wcześniej? Dlaczego na 40-lecie zdecydowaliście się tylko na nagrania z 2007 roku i młodsze?

W sumie nie myśleliśmy o tym w ten sposób. Album stanowić będzie przekrój naszych najlepszych utworów z 40 lat, ale nagrania zaczynają się od 2007. Chcieliśmy uniknąć kopiowania nagrań, które zostały już wydane. Live z 1981 był wydany w przeszłości i niech tam zostanie.

Wróćmy na chwilę do Thunderbolt (2018). Nad Predatorem pracowałeś wspólnie z Johanem Heggiem. To samo zrobiła Doro w jednym z utworów na ostatnim albumie. Czemu klasycy heavy metalu zaczynają eksperymentować z growlem? Czy eksperymenty przewidujesz także na solowym albumie?

Nie chcemy absolutnie zmieniać brzmienia i myślę, że nie ma w tym jakiegoś konkretnego celu. Johan Hegg jest po prostu moim przyjacielem, a do Predatora potrzebowałem mocniejszego wokalu. Muzycy lubią współpracować i myślę,że w tym wypadku wyszedł fajny kontrast w stosunku do reszty. O solowym albumie nie chciałbym się póki co bardzo rozgadywać, ale będzie tam kilka ciekawych połączeń.

Jako Saxon wydajecie mnóstwo produktów kolekcjonerskich. Kręci Cię biznesowa strona muzyki?

Wytwórnia zazwyczaj decyduje co znajdzie się w merchu, ja nie wymyślam produktów, skupiam się tylko i wyłącznie na muzyce. W przypadku The Eagle Has Landed wybrałem te 40 utworów (śmiech). Live będzie ściśle limitowany do 747 kopii. Sam nie jestem kolekcjonerem, bo nie mam na to czasu, ale uważam że ważne jest, aby zespoły miały do zaoferowania wiele rzeczy dla kolekcjonerów. Ludzie to lubią. Zbieractwo leży w naszej naturze. Poza tym, płyty muszą na siebie zarabiać. Żyjemy w czasach, gdy jest z tym duży problem.

Lepiej jest zmieniać co jakiś czas producenta, czy trzymać się tego jedynego? Jak będą wyglądać prace nad nowy albumem i w którą stronę zmierzacie?

Myślę, że fajnie od czasu do czasu zmienić tor, ale z drugiej strony, kiedy masz już swój własny styl i brzmienie, to nie jest to konieczne. Lubimy pracować z Andym, więc nie wykluczam współpracy. Oczywiście, jeżeli tylko nie będzie zbyt zajęty. Jeżeli chodzi o brzmienie nowego albumu, to będzie to po prostu Saxon. Po latach grania wypracowaliśmy taki styl, że nie da się pomylić nas z żadnym innym zespołem. Na razie mamy kilka utworów, ale tak naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć o nowym albumie nic, póki nie będzie efektu końcowego. Tego nigdy tak naprawdę nie wiadomo, założenia są tylko założeniami.

Co sądzisz o loudness wars? W dzisiejszych czasach rock’n’roll został trochę zapomniany, a muzykę nagrywa się niesamowicie głośno. Jak do tego podchodzisz?

Myślę, że w dzisiejszych czasach trzeba robić muzykę na zasadzie kompromisu. Trochę nowoczesnego podejścia, którego nie było w latach ’80 jest dobre. Myślę, że w Saxon umiejętnie to łączymy. Jest trochę tego rockn’n’rolla i trochę XXI wieku, co najbardziej słychać w produkcji.

Co jest najważniejsze dla młodych zespołów, które rozpoczynają przygodę z niełatwą branżą muzyczną?

Oj tak, ta branża jest w obecnych czasach bardzo trudna. W zasadzie wszystko dzieje się online. Ważne jest, aby tam zaistnieć. To, co wstawiasz na social mediach może mieć kluczowe znaczenie, bo to właśnie dzięki nim zdobywasz nowych fanów. Dlatego tak istotny jest update. Wstawiaj live’y i interesujące treści. Zrób tak, żeby ludzie cię zauważyli, żeby twój content był czymś co przyciąga. No i poza tym nie wolno się poddawać, Never Surrender!

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *