W wywiadzie dla Cobras & Fire (pełne audio poniżej) perkusista Anthrax, Charlie Benante, został zapytany o swoje odczucia związane z ogłoszeniem pożegnalnej trasy Slayera, odparł:

Wydaje mi się, że od pewnego czasu wiedziałem, że niektórym w ich zespole trochę daje się to już we znaki i kompletnie to rozumiem, bo czuję podobnie. Kiedy zobaczyłem to ogłoszenie, to trochę mnie to uderzyło. Istotnie, mam poczucie, że na wszystkim odciskam stempel czasu.

Nigdy nie zwracam uwagi na swój wiek. Robię to jedynie, gdy ktoś mi zwraca na niego uwagę, albo gdy ktoś wpisuje moją datę urodzenia w papierach itd.; wtedy na to patrzę. Albo odchodzą ludzie, którzy byli dla mnie wzorem, co obecnie jest normalne. Więc gdy Slayer to ogłosił, uderzyło mnie to w stylu, „Kurwa! Ta podróż… Może wszyscy już niejako zbliżamy się do końca swojej drogi. Myślę, że zaskoczyło to wielu ludzi, zarówno muzyków jak i fanów.

Myślę, że życie zaczyna nas wszystkich doganiać. Fani po prostu… Myślę, że wszyscy martwią się teraz, co im zostanie. Te gówniane zespoły, które teraz powstają?

Myślę, że fani chcą wiecznie oglądać swoje ulubione kapele i ja oczywiście także. Ale składa się na to wiele czynników. Czy chcesz obejrzeć swój ulubiony zespół i wyjść z koncertu myśląc, „Boże! To było tragiczne. Ledwie grali.” Bo sam byłem tego świadkiem. Myślisz, „O, stary…” Czujesz się źle. Nie chcesz, żeby twój ulubiony artysta albo zespół kończył w ten sposób, ale jednocześnie coś w tobie mówi, „Nie, nie, nie. Nostalgia, stary. Wciąż potrzebuję tego w swoim życiu. Nie róbcie mi tego.”

Jedno musicie pamiętać: to może być jakiś utwór, albo film, albo cokolwiek, ale to coś zawsze zabierze cię do tego miejsca, w którym prawdopodobnie byłeś najszczęśliwszy. A to bardzo ważne, zwłaszcza dla nas, móc wracać do miejsca, które było bezpieczne, szczęśliwe. Żadnej odpowiedzialności. Czym się tu przejmować? Kogo obchodzi, która jest godzina? W dupie to mam. Pamiętacie te dni, kiedy zarywało się całą, kurwa, noc, byle przejść jakąś grę do końca i nikt nie przejmował się kolejnym dniem? O to mi chodzi. Być w trasie, nie spać całą noc, pić, słuchać muzyki, spędzać razem czas, a potem obudzić się kolejnego dnia i robić dokładnie to samo. Nie dźwigać na barkach ciężaru świata, nie stresować się, kto co dzisiaj napisze na twitterze. To wariactwo.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *