Jesień 2014 to szczęśliwy czas dla metalowców w Łodzi. Dwa tygodnie temu właśnie w tym mieście swoją trasę rozpoczął Vader, a w jego ślad – z drobną pomocą protestujących środowisk chrześcijańskich – poszedł Behemoth. Po koncercie ponownie dostaliśmy wiele wiadomości z pytaniem „Jak koncert?”. Jako mieszkańcy miasta „wybranego” zapraszamy do naszej relacji z wczorajszego wydarzenia.

Behemoth: Relacja z koncertu w Klubie Wytwórnia [03.10.2014]

Po 3 latach Behemoth powrócił do Łodzi. Przy okazji poprzedniego występu pokoncertowe komentarze odnosiły się do wielkiego powrotu Bestii. Podczas trasy „Phoenix Rising Tour 2011” Nergal i jego kompani pokazali się z jeszcze mocniejszej niż dotychczas strony. Podobnie sytuacja wyglądała podczas wczorajszego koncertu w Klubie Wytwórnia. 3 października 2014 roku Łodzianie zostali uraczeni spektaklem klasy światowej – sound, scenografia i efekty specjalne były przygotowane perfekcyjnie. A muzyka Behemotha? Ponownie wzniosła się na wyższy level, tym razem osiągając już właściwie perfekcję. Co ważne, wszystkie wymienione czynniki są ze sobą idealnie zgrane. Piątkowy wieczór traktować należy już nie tylko jako koncert, ale jako spektakl, w którym niemal każdy ruch i każde spojrzenie zostało skrupulatnie zaplanowane. Tym samym zabrakło interakcji z fanami między kolejnymi utworami, do czego Nergal zdążył przyzwyczaić swoich najstarszych fanów. Nie mogą oni jednak narzekać, wszak repertuar tego wieczoru sięgnął aż do utworu ‚Christians to the Lions’ z 2000 roku.
Słów kilka poświęcić należy oczywiście także supportom, wybieranym przez Nergala bardzo świadomie. Na żywo nie przypadła mi do gustu świetnie wypadająca na płycie Mord’A’Stigmata. Opowie Wam o niej zatem Bartek, który przyjął ich muzykę z większym entuzjazmem. Merkabah urzekł mnie natomiast wielką odwagą stylistyczną, jak i świetnym wykonaniem live. Z niecierpliwością czekam na trasę, w której nie będą ograniczeni czasowo. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie natomiast Tribulation. Szwedzi zupełnie nie przekonali mnie swoim ostatnim albumem. Na scenie pokazali zaś duże doświadczenie, swobodę i – co najważniejsze – naturalną pasję do grania. Ich hardrockowo-blackowy klimat zapamiętam na długo.
Podsumowując, Polish Satanist Tour to wydarzenie wyższej rangi niż „obowiązkowe”. Zrobiło na mnie większe wrażenie niż nie jeden koncert zachodnich gwiazd rocka i metalu. Szczerze zazdroszczę mieszkańcom Krakowa, którzy w swoim mieście mogą wybrać się na tę sztukę dwa razy. Mój redakcyjny kolega i towarzysz muzycznych wojaży również opuścił Klub Wytwórnia podekscytowany. Przekonajcie się o tym sami:

Sprostować muszę kilka słów, które przed chwilą padły pod adresem grających na żywo Mord’ A’Stigmata. Ich muzyka to połączenie klasycznego blacku z elementami sludge’u oraz długimi, transowymi partiami. I o ile szybsze, charakteryzujące się intensywną i gęstą grą na perkusji blackowe partie mogły zlewać się w jedną całość (co zresztą nie jest winą samych muzyków, taka jest stylistyka gatunku), tak spokojniejsze fragmenty zachwycały nawet tych, którzy z taką muzyką nie mają na co dzień do czynienia. Jedyne, do czego można byłoby się przyczepić to fakt, że panowie weszli na scenę, zagrali swoje i zeszli nie mówiąc do zgromadzonych ani jednego słowa. Jeśli jest to celowe zamierzenie – ok, ale można byłoby to ciche zejście jakoś… uteatralnić, poprawić?

Merkabah zmiótł z powierzchni Ziemi fanów awangardy, szeroko pojętego powykręcanego metalu i free-jazzu. Wyobraźcie sobie Ornette Colemana spotykającego The Dillinger Escape Plan… a następnie nasze miny kiedy usłyszeliśmy chore dźwięki lecące w naszą stronę ze sceny przy akompaniamencie niemniej wyszukanych wizualizacji.

Jak wspomniał Piotrek, Tribulation zaskoczyło nas bardzo pozytywnie. Nie wiązaliśmy z tym supportem zbyt dużych nadziei, jednak okazało się, że to właśnie oni, jako ci grający tuż przed Behemothem, najbardziej rozgrzali publiczność. Odwaga sceniczna, a przy tym ogromny luz i zaangażowanie muzyków. Przyjemnie patrzyło się również na to, jak Tribulation jest obyte ze sceną – muzycy doskonale wiedzą co zrobić, by jak najlepiej wyglądać na zdjęciach, które z uporem maniaka trzaskali im zgromadzeni pod sceną fotografowie.

O Behemocie w dużej mierze wspomniał już Piotrek i ciężko mi tutaj coś dodać żeby nie zepsuć Wam przyjemności z ewentualnych kolejnych występów Nergala i spółki. Rewelacyjne zgranie, świetne brzmienie, każdy detal dopracowany do perfekcji i coraz to nowe, teatralne prowokacje lidera Behemotha sprawiają, że jest to po prostu show, które ogląda się z nieskrywaną przyjemnością. Warto dodać, że ekipa z Gdańska nie odcina się od swoich starych krążków – co prawda przeważały kawałki z „The Satanist”, ale znalazło się też miejsce dla naprawdę wielu starych kompozycji. W mojej opinii jest to niewątpliwy plus i z pewnością zaliczam ten koncert do najlepszych, w jakich miałem okazję uczestniczyć w roku 2014.

Doskonałym uzupełnieniem naszej relacji są natomiast zdjęcia wykonane przez naszych fotografów. Przyjemnego oglądania!

Autorzy: Piotr Wasilewski oraz Bartosz Pietrzak

Karol Krak

Łukasz Orłowski

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *