Naturalnym stanem w muzyce jest pojawienie się kapeli, która po dłuższym czasie stagnacji w muzycznym świecie, by nie powiedzieć muzycznym dekadentyzmie, dokona rewolucji na scenie, wbijając się grubym klinem między inne zespoły. W pełni uzasadnioną obawą, przy tego rodzaju zjawisku, jest strach przed jego sezonowością i nieustatkowaniem się na scenie. Zrozumiałe są także emocje, jakie owa kapela może budzić, skrajne opinie, które są na jej temat wyrażane, i skrajna miłość z jednej, oraz skrajna nienawiść z drugiej strony. Kapelą, o której mowa jest polska Batushka – zespół, który dla jednych jest znakiem nadchodzącej rewolucji na scenie, dla innych kolejnym blackowym projektem, dla jeszcze innych przemijającym trendem, a dla kolejnych, i do tych mi najbliżej, innowacją na polskiej, jak nie światowej scenie metalowej. Przyjrzyjmy się zatem szumowi, który się w okół nich narobił.

www.youtube.com/watch?v=PUhBykAA0D8

W mroźnej aurze grudnia, z podmuchem zimy na plecach, i zmarzniętymi palcami oraz oszronionymi brodami, zimą 2015 roku fani na całym świecie mogli przywitać  debiutancką płytę zespołu, zatytułowaną „Litourgiya”. Faktem jest, że obiło mi się o uszy powstawanie takiego dzieła, jednak aż do momentu jego wydania, w zasadzie się tematem nie zainteresowałem. Do 4 grudnia. Kiedy szum zrobił się niesamowity. W kolejne tygodnie owocowały coraz to dłuższe, bardziej burzliwe i emocjonalne dyskusje, podsycane mniej lub bardziej, zdaniem jednych nachalną, zdaniem drugich za małą, reklamą ze strony wytwórni Witching Hour Productions.

Płyta ledwo się pojawiła, została chóralnie obwołana „najlepszą black metalową płytą 2015 roku”. Nie rozstrzygając, czy faktycznie tak było, musimy zgodzić się powszechnością takiej opinii. Ogromne wrażenie na ludziach zrobił ciężkich klimat muzyki Batushki, nasuwający skojarzenia z cerkwiami pełnymi dymu kadzideł, tysięcy ludzi klęczących w świetle tysięcy ikon, chóru śpiewającego pieśni ku chwale Pana w Niebiosach i karzący wzrok patriarchy Konstantynopola, chłoszczącego sumienia i wypominającego grzechy. Każdy z tych czynników Batushka nie tylko zawarła w swojej muzyce, i atmosferze jaką ona tworzy…..ale każdy też bardzo umiejętnie splugawiła. Napluła na ostatnie świętości wschodniego chrześcijaństwa. O tym jednak za chwilę.

Mijały kolejne tygodnie, prestiż kapeli zaczął tworzyć się już nie tylko w Polsce, ale także za granicą, szczególnie po wschodniej stronie, co jest w pełni zrozumiałe, ze względu na klimat w jaki zespół się wpisał. Niezwykle bawił mnie fakt, że polscy fani nie zdawali sobie sprawy przez pewien czas, że Batushka jest kapelą rodzimą, co skutkowało pisaniem na rozmaitych forach, oraz w dyskusjach na portalu YouTube komentarzy po angielsku, ze słynnym „Greetings from Poland!” na czele. Dobitnie widać tutaj fenomenalne wręcz wykorzystanie przez zespół anonimowości, wcześniej użytej na przykład przez zespół Evangelist, ale także brak wiary Polaków w siłę ich własnej sceny, co moim zdaniem jest kpiną, zważywszy na fakt, jak wiele cudownych kapel w naszym kraju powstaje. Czyżby Polacy mieli kompleks mniejszości albo nadal byli zachłyśnięci zachodem? Nie czas, ni miejsce by teraz to rozstrzygać.

www.youtube.com/watch?v=uZ3DHGutU3w

W toku prowadzonych dyskusji, krystalizowały się cztery stanowiska, związane z działalnością kapeli: a) Batushka jako fenomen na polskiej scenie metalowej, b) Batushka jako zespół innowacyjny, który może wyznaczyć nowy trend w muzyce metalowej w Polsce (niektórzy, jak pisałem we wstępie wspominali wręcz o rewolucji), c) Batushka jako zespół dla metalowego hipsterstwa i dzieciarni, sezonowa gwiazda, która zgaśnie, d) Kolejny projekt black metalowy silący się na innowacyjność, będący raczej ciekawostką, niż poważnym projektem. Były też osoby, które wyrażały obawę, czy Batushka mając tak mocny start, przy kolejnej płycie nie wyjdzie z formy, zawiedzie fanów, i sama podkopie swoje fenomenalne pojawienie się na scenie. Pojawili się oczywiście ludzie, którzy mówiąc mało kulturalnie, mieli wszystko w dupie i olali Batushkę ciepłym moczem, na szczęście nie musimy się nimi przejmować, co najmniej tak bardzo, jak oni nie przejmują się podejmowanym tutaj zagadnieniem.

Najczęstszym zarzutem kierowanym w stronę Batushki była jej przyswajalność, naiwna melodyjność, oraz wpisywanie się w panującą aktualnie modę na post/ melodic black metal. Faktem jest, że Batushka jest kapelą niesamowicie melodyjną, ciężką, nie tylko ze względu na klimat jaki tworzy, ale także nisko strojone gitary, co aż taką rzadkością już nie jest, oraz obficie wykorzystującą chóry, pełne majestatu, zadumy, i bojaźni bożej, co tylko pogłębia splugawienie, jakiego kapela dokonuje. Nie są to jednak zarzuty, które można brać na poważnie. Scena idzie do przodu. Każdy gatunek ewoluuje. W lepszym bądź, gorszym kierunku. Muzyka Batushki, jest naturalnym efektem owej ewolucji, wzbogaconej o elementy prawosławne, co daje temu zespołowi wyraz wręcz awangardowy. Batushka pokazała coś na scenie polskiej wcześniej nieznanego, i kupiła tym ludzi, tak wiernych fanów black metalu, jak i osoby, które wcześniej albo się od tej muzyki izolowały, albo nie pałały do niej sympatią, albo traktowały w ramach „guilty pleasure”. Dochodzi więc kolejny atut Batushki, jakim jest dotarcie do ludzi, odizolowanych od gatunku przez tą kapelę wykonywanego.

Batushka to jednak nie tylko muzyka. To także symbolika. Symbolika oddziaływająca na ludzi z całą mocą, na którą uwagę zwrócili nawet Ci, którzy mają o tej kapeli zdanie jak najgorsze, a o których wspominałem wyżej. Już spojrzenie na okładkę samej płyty daje do myślenia. Głowa Matki Boskiej, bez twarzy, obojętnie wykręcona w stronę Dzieciątka Jezus, równie pustego, wyciętego, obojętnego, jakby skąpanego w próżni. Słuchacz jeszcze ie puścił płyty, a już plugastwo się na niego wylewa. Dalej jest tylko lepiej (lub gorzej, zależy jak spojrzeć). Duchowny z odwróconym krzyżem i przyciemnioną twarzą, ubliżającą jego majestatowi, święty z psim pyskiem, co chyba dodatkowego wyjaśnienia nie wymaga, krwawiący Mesjasz wystawiony na pośmiewisko, i wyjątkowo wymowny spadający, może zdechły gołąb, lecący ku zatraceniu wzdłuż drogi, wyznaczonej przez odwrócony krzyż. Osoby wrażliwe, mogą dostać ciarek, osoby religijne, mogą mieć ochotę się wyspowiadać, za sam fakt ujrzenia tego. Niesamowicie mocna oprawa płyty, dokonująca podeptania tego, co śmiało nazwać możemy świętościami wschodniego chrześcijaństwa.

Heavyrock

Podsumowując. Batushka z naszego punktu widzenia, jest zespołem dla polskiej sceny z wszech miar cennym oraz innowacyjnym. Podążają własną ścieżką, pełną muzycznej spójności i plugawego przedstawienia. Zgadzam się jednak ze strachem przed ich sezonowością i przeminięciem. Czy kapela się przyjmie na stałe? Czy stanie się trwałym elementem polskiej sceny metalowej? Czy druga płyta, będzie równie doskonała co pierwsza? Czy rozpoczną nowy trend w muzyce? Czas pokaże. Wstrzymując się z tym artykułem przez styczeń i luty, miałem nadzieję, napisać go w momencie, gdy emocje trochę opadną. Nie opadły jednak w ogóle. Na dzień dzisiejszy należy powiedzieć jedno – oto na ziemi królów Piastów powstał zespół, który zatrząsł metalowym światem. I oby trząsł jeszcze długo, tak tymi, którym dupa będzie pękać z bólu, spowodowanego ich sukcesem, jak i tych, którzy będą kapeli wierni, krócej bądź dłużej, od początku do końca.

Jeremi „Jerry” Kołecki – Redakcja HeavyRock.eu

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *