Wrocławski Spaceslug powstał niecały rok temu, a już zdążył nagrać i wydać debiutancki album. Co ciekawe – bardziej popularny za granicą niż w Polsce. O przyczyny tego stanu rzeczy zapytaliśmy gitarzystę zespołu, Bartosza Janika. Rozmawiamy też o stonerze – czy będzie jeszcze ewoluował – polskim undergroundzie, Mastodon i kilku innych sprawach.

Fotka

Cicho o was.

W Polsce jeszcze tak.

Z czego to wynika?

Ja myślę, że w naszym kraju ludzie nadal nie szukają intensywnie takiej muzyki. Z tego co przez te 2 miesiące od wydania płyty zdążyłem zauważyć, większość zainteresowanych naszą twórczością mieszka poza granicami Polski. Dopiero niedawno coś się w tej materii zmieniło, ale przyczyny  upatruję też w tym, że w maju zagramy 2 koncerty z Dopelord oraz Weedpecker i nasza nazwa gdzieś obok nich zaczęła się pojawiać, więc ludzie zaczęli się ciekawić i odkryli muzykę. Także polskie portale zaczęły o nas pisać – ludzie powoli się przekonują.

Polacy nie wspierają undergroundowej muzyki?

Wiemy jakie są realia. Na koncerty jeszcze nie przychodzą tłumy, płyt nie kupują tabuny. Chociaż w naszym środowisku, w którym albumy wydawane są własnym sumptem, a większość rzeczy robimy metodą DIY, wygląda to nieco inaczej, bo nie liczysz na sprzedaż 10 tysięcy płyt miesięcznie. Niemniej jednak do Zachodu nam trochę brakuje, jeżeli chodzi o wspieranie krajowej sceny.

Z drugiej strony, ostatnia trasa Sunnaty, Dopelord i Stoned Jesus odniosła ogromny sukces – chyba wszystkie koncerty były wyprzedane.

To było zaskakujące. Byłem na jednym z tych koncertów – wszystko było ok, oprócz nagłośnienia. Pamiętaj jednak, że te zespoły mają już wyrobioną markę – ludzie szli, bo to „duże” nazwy i sprawdzona muzyka. Mniejsze zespoły – takie, o których nie jest jeszcze głośno u nas w kraju są w nieco trudniejszej sytuacji.

Dzisiaj jest też trudniej przebić się do szerszego grona odbiorców, bo zespołów powstaje mnóstwo.

Tak. Problem jest też taki, że media tej około stonerowej muzyki jakoś bardzo intensywnie nie wspierają. Masz dwa portale, które zagłębiają się w temat – Psychodelikatesy oraz DoomSmokera – i dotrzeć do większej widowni jest ciężko. Im więcej inicjatyw się pojawi, tym lepiej dla sceny.

Dzięki Internetowi mogą posłuchać i napisać recenzję twojej płyty ludzie z całego świata. Nie jesteś skazany na polskie portale.

Internet ma zarówno wady, jak i zalety. Zaletą jest na pewno to, że dostęp do muzyki jest niemal nieograniczony i łatwiej jest dotrzeć do fanów. Z drugiej jednak strony natłok tej muzyki powoduje, że wiele z nich pozostaje niedocenionych – nie jesteś w stanie przesłuchać tysiąca płyt dziennie, wiele krążków ci umyka. Sam trafiam często na różne perełki, odkrywam świetne albumy i okazuje się, że zespół, który tę płytę nagrał, już dawno nie istnieje – po prostu mieli pecha i nie udało im się trafić do ludzi. Niestety trzeba mieć też pierwiastek szczęścia, żeby się do ludzi przebić. Samo nagranie muzyki nie wystarczy. I owszem – skazany na polskie portale nie jestem, co zresztą widać po odbiorze naszej płyty i ilości recenzji na zagranicznych portalach w stosunku do polskiego środowiska.

Ta mała ilość portali zajmujących się stonerem i okolicami, o której wspomniałeś, jest zaskakująca, biorąc pod uwagę popularność tej muzyki u nas.

To jeszcze nadal raczkuje, aczkolwiek jest coraz lepiej. Nie wiem, czy 4 lata temu wspomniane koncerty byłyby wyprzedane. Myślę jednak, że musi minąć jeszcze trochę czasu, aż popularność takiej muzyki osiągnie zadowalający poziom – ludzie będą chodzili także na koncerty bardzo niszowych zespołów i naprawdę interesowali się tematem.

Super sprawą jest Red Smoke Festival.

Tak, to naprawdę świetna inicjatywa i bardzo się cieszę, że coś takiego powstało. Mam nadzieję, że ten festiwal jeszcze bardziej się rozrośnie – w tym roku przyjebali naprawdę potężnym line- upem. Ja tam zresztą miałem swój debiut z Legalize Crime  i bardzo dobrze go wspominam. Im więcej takich inicjatyw, tym lepiej. Na pewno warto wspomnieć tutaj też Soulstone Gathering, które odwala świetną robotę jeżeli chodzi o koncerty, rozwijający się Doom & Stoner Festiwal i kilka mniejszych inicjatyw idących w coraz lepszą stronę. Im więcej tym lepiej. Byle były dobrej jakości.

Ten festiwal to też znak, że my gonimy ten Zachód. W Niemczech takie festiwale są organizowane od dawna, weźmy chociaż Freak Valley czy Aqua Maria Festival.

Mam nadzieję, że ludzie zobaczą, że takie rzeczy cieszą się powodzeniem i powstaną kolejne tego typu festiwale w innych częściach Polski.

Myślisz, że polski stoner może stać się towarem eksportowym?

Jak najbardziej i chyba przede wszystkim. Zresztą większość zespołów ucieka za granicę, bo tam są zupełnie inne warunki, na przykład jeśli chodzi o organizację koncertów i ich odbiór – u nas co prawda robi się coraz lepiej, ale to nadal nie jest poziom zachodni.

Dopelord czy Weedpecker o jakimś tam sukcesie za granicą już mogą mówić.

Zdecydowanie. Wydaje mi się, że Dopelord miał o tyle ciężko, że powstał w czasach, kiedy ludzie tę muzykę u nas dopiero odkrywali – była jakaś wąska grupa zapaleńców, ale większość ludzi musiała się dopiero dokopać. To też o czymś świadczy – długo czekaliśmy, aż ten hype na stoner do nas dojdzie, a mam wrażenie, że to tak na prawdę dopiero przed nami. Plusem tego jest, że dzięki zaangażowaniu i wytrwałości dziś takie zespoły jak Dopelord, Weedpecker czy Belzebong mają ugruntowaną pozycję nie tylko u nas, ale i w międzynarodowym środowisku stonerowym.

We Wrocławiu powstaje zalążek jakiejś stonerowej sceny?

Jest kilka fajnych kapel – niektóre mają już spory staż i zdążyły wyrobić sobie renomę, jak Palm Desert czy O.D.R.A, a inne dopiero zaczynają, lub są na etapie intensywnego rozwoju. Mamy 71tonman, mamy Legalize Crime, mamy Gruesome Gertie, Black Smoke, kilka kapel siedzi jeszcze w garażach.  Trochę tego u nas jest.

Przejdźmy do Spaceslug. Skąd pomysł na wspólne granie? Bo to taki trochę side project.

Już nie taki side project (śmiech). W maju urodził mi się w głowie pomysł, aby zacząć eksplorować nieco inne klimaty, niż robiłem to w Legalize Crime. Bez zobowiązań. Wpadłem na Ziółka z Palm Desert, spotkaliśmy się, zagraliśmy kilka prób, dołączył do nas Janek, też z Palm Desert, i zaczęliśmy. Początkowo nie mieliśmy żadnych założeń. Wpadaliśmy na salkę i jammowaliśmy. Gdyby ktoś w czerwcu przyszedł do mnie i pokazał płytę mówiąc, że nagramy ją w październiku, to bym nie uwierzył. W ogóle mój zamysł był zupełnie inny – chciałem robić coś w stylu Conan, wiesz, ciężkie riffy, bardzo nisko nastrojona gitara i tak dalej. Cieszę się jednak bardzo, ze spotkałem Ziółka i Janka, bo to oni przekonali mnie, aby robić to delikatniej, z wyczuciem i feelingiem.

Raczej nie traktowaliście Spaceslug zbyt poważnie?

Na początku  z dystansem. Mieliśmy zamiar nagrać ze dwa, trzy numery, ewentualnie wydać to lokalnie, ale szło nam na tyle dobrze, że jeszcze przed końcem wakacji mieliśmy gotowy materiał. Uznaliśmy więc, że warto zaryzykować i wydać to na poważnie.

Zauważyłem, że popularne jest ostatnio nagrywanie na setkę. Jak to u was wyglądało?

Czy popularne? Nie zgodzę się, ludzie nagrywają w ten sposób już od dawna i moim zdaniem taką muzykę powinno się nagrywać na setkę. Wychodzi to najbardziej naturalnie, nawet jeśli wkradnie się jakiś błąd, zmiana tempa to słuchasz tego i wiesz, że ta muzyka jest żywa.

Skąd wziął się pomysł na trzech wokalistów?

Na samym początku chcieliśmy grać muzykę instrumentalną. Uznaliśmy jednak, że wyjdzie to kiepsko, ponieważ mamy tylko jedną gitarę i nie jesteśmy jeszcze zgrani. Pomysł na trzy wokale pojawił się dopiero w studio. Ziółek odwalił kawał dobrej roboty i napisał genialne linie wokalne, a potem każdy z nas gdzieś tam się w tych numerach odnalazł. Nie jest to może szczególnie oryginalne, bo takich zespołów, gdzie były 3 wokale było już sporo, ale myślę, że efekt jest ciekawy i zamierzamy to kontynuować.

Dobrze, że nie gracie muzyki instrumentalnej, bo melodie to wielki atut tego krążka – są dobre i niebanalne. Często zespoły stonerowe bardziej skupiają się na ciężarze, a wokal olewają.

Każdy może napisać prostą, krzyczaną linię melodyczną, a żeby napisać coś, co lepi się w całość musisz mieć do tego głowę. My uznaliśmy, że wokal musi być dobry – mieliśmy już przygotowany materiał instrumentalny, byliśmy z niego zadowoleni i nie chcieliśmy go zabić wokalem. Na pewno znasz kilka takich przypadków – słuchasz jakiegoś zespołu, wchodzi super riff, czujesz, że to może być dobre granie, a potem wokalista niweczy cały efekt. Chcieliśmy tego uniknąć.

Taki Mastodon melodii się nie boi i dobrze na tym wychodzi.

Wiele osób ich za to krytykuje – nie rozumiem tego. Jestem w stanie pojąć, że ktoś mógł się zdenerwować, kiedy w latach 90. Metallica zmieniła kierunek i image, i to dosyć mocno, ale w tym przypadku takiej różnicy nie ma. To nadal jest Mastodon. Ich najnowsza płyta wbiła mnie w fotel – szczególnie ze względu na wokale właśnie. Są genialne. Ich muzyka w ogóle jest bardzo różnorodna. Chcę posłuchać czegoś cieżkiego – biorę „Remission”, czegoś bardziej melodyjnego i z wyczuciem – odpalam „Crack The Sky” i tak dalej. Każdemu zespołowi życzę takiego rozwoju.

Masz jakiś zespół, którym szczególnie się inspirujesz?

Obecnie jest to YOB. Mega kapela. A oprócz tego to wiadoma klasyka – Black Sabbath, Sleep i cały ten panteon największych mistrzów tego gatunku. Uwielbiam Neurosis, projekty akustyczne Scotta Kelly, Von Till’a. A z mniejszych, ale równie  dobrych ostatnio na słuchawkach mam My Sleeping Karma. Długo by wymieniać.

A jakieś poza stonerowe fascynacje?

Byłem kiedyś wielkim fanem Metalliki, ale chyba każdy z nas w pewnym momencie swojego życia nim był. Oprócz tego wielki wpływ miała na mnie Pantera oraz wszelkie projekty Philla Anselmo – dzięki Down odkryłem większośc rzeczy, takich jak Eyehategod, Crowbar etc.. Bardzo lubię też Hanka Williamsa III, DAC, Shawn James & Shapeshifters, Wayne’a „The Train” Hancock’a – generalnie takie południowe klimaty.  No i szanuję polską klasykę, jak np. Budka Suflera, to także naprawdę dobre rzeczy. Kiedyś dużo słuchałem muzyki filmowej.

Myślisz, że stoner będzie jeszcze ewoluował, czy raczej stanie w miejscu?

To jest muzyka, która została przemielona chyba na każdy możliwy sposób. Nie uważam, że w stonerze trzeba na siłę wymyślać coś nowego, ale są zespoły, które kombinują i starają się do tej muzyki podchodzić nieco inaczej. Myślę więc, że stoner jeszcze się rozwinie, aczkolwiek nie będzie to jakaś drastyczna ewolucja.

Potrafisz wskazać jakieś zespoły, które eksperymentują z tym gatunkiem?

Dobrym przykładem jest Elder, którego pierwsza płyta jest oczywistym nawiązaniem do klasyki gatunku, a dwie następne to zwrot w kompletnie inną stronę – ten trzeci krążek to w ogóle majstersztyk, jeśli chodzi o technikę grania.

Wydaje mi się, że YOB też jest takim zespołem. Na ich pierwszej płycie słychać wiele z największych stoner/doom’owych szlagierów, ale z każdym następnym krążkiem otwierali się na coś nowego. Ewoluowali, odkrywając swój własny styl.

Ostatni album Elder, o którym wspomniałeś, jest naprawdę genialny, a przy tym trochę niedoceniany, mam wrażenie.

Wiesz co, ja jestem dosyć zatwardziałym gościem, jeśli chodzi o muzykę oraz brzmienie i „Lore” nie do końca do mnie trafia. Ta płyta jest świetna, jeśli chodzi o technikę grania, ale jestem raczej fanem dwóch pierwszych albumów. Chociaż ostatni krążek na pewno pozwoli im trafić do szerszej grupy fanów.

Innym zespołem, który może i nie pchnął muzyki jakoś drastycznie do przodu, ale ma ciekawe podejście jest Pelican – grają bardzo po swojemu, ich twórczość ma charakterystyczny klimat i dużo w tym słychać influencji około – metalowych, nie tylko stonerowych, co też jest dla mnie bardzo ciekawe i inspirujące. Niestety nie lubię takich kapel szufladkować, bo dla jednego to będzie post-metal, dla innego instrumentalny rock z domieszką stonera etc. Łatwo można się narazić. (śmiech)

A jeśli chodzi o polskie zespoły?

Weedpecker. Bardzo długo się do nich zabierałem i na początku kompletnie ta muza do mnie nie trafiała – wydawała mi się zbyt ładna – ale po jakimś czasie się przekonałem i dziś uważam, że to absolutny top w swoim gatunku.

Jakie plany na przyszłość?

Granie dobrych koncertów. Powoli zabieramy się za pisanie materiału na kolejny krążek. Odbiór jest dobry i nie zamierzamy poprzestać na jednej płycie. A prócz tego to mieć kupę frajdy z grania muzy.

Rozmawiał Paweł Drabarek

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *