Wydawać by się mogło, że duety są już oklepane, przerobione w setkach konfiguracji i nudne. Maski? Też nic nowego. Muzyka, którą gra wrocławski Ave Caesar to również żadne zaskoczenie. A jednak pykło. „Training For Utopia”, ich debiutancka płyta, to kawał porządnego, hałaśliwego grania zakorzenionego w latach 90.  Bez kompromisów, bez nudy i… bez basu. Przeczytajcie co mają do powiedzenia Mr. Sowa oraz Mr. Niedźwiedź.

Ave Caesar Andrzej Owczarek

fot. Andrzej Owczarek

 

Myślałem, że pokażecie mi się w maskach.

Mr. Sowa: Nie wiedzieliśmy, że to będzie połączenie video! (śmiech)

Ale wiecie, że występując w takim Must Be The Music na pewno zaszlibyście daleko?

Mr. Sowa: Może i tak, ale nie chcemy się w coś takiego bawić. To taka chwilowa, ulotna popularność, a to, że dany zespół pojedzie potem w jakąś trasę czy wyda płytę – to raczej nikogo nie obchodzi.

Oberschleisen jakąś tam popularność nadal ma, już abstrahując od jakości tej muzyki.

Mr. Sowa: No jasne, im się akurat udało. Ale prawda jest taka, że twórcom tego programu na tym nie zależy – oni chcą zarobić na tym kasę, a to co się stanie później z tym zespołem już ich nie obchodzi.

Wy musicie dobrze czuć się w swoim towarzystwie, bo jednak grając w duecie relacje są zupełnie inne niż w 5-cio osobowym składzie.

Mr. Niedźwiedź: Zupełnie inne. My tak w ogóle poznaliśmy się dopiero na pierwszej próbie – zgadaliśmy się poprzez ogłoszenie. Mieliśmy naprawdę ogromne szczęście, że to się udało – pasujemy do siebie charakterologicznie, mamy podobny gust muzyczny, podobną wizję tego, co chcemy robić…

Mr. Sowa: Oprócz tego, że gramy razem, spotykamy się prywatnie. To musi iść w parze i tak jest w każdym zespole, ale w naszym przypadku, w przypadku duetu, jest to znacznie bardziej namacalne.

To, że jesteście duetem to przypadek?

Mr. Sowa: Nie, nie. Obaj w podobnym czasie wrzuciliśmy do Internetu podobne ogłoszenia i tak jakoś się złożyło, że to Radek odpowiedział na moje. Od początku chcieliśmy stworzyć duet.

Mr. Niedzwiedź: Ogłoszenia nie były podobne, a właściwie identyczne.

Mr. Sowa: I nie chodziło w nich o muzykę. Chodziło o seks.

No więc kto dominuje?

Mr. Sowa: Ale mówisz o seksie czy muzyce?

I o tym, i o tym.

Mr. Niedzwiedź: Na zmianę. Zależy kto się pierwszy położy. (śmiech)

W wywiadzie dla Violence Online powiedzieliście, że polska publiczność jest bardzo wymagająca. Skąd to spostrzeżenie?

Mr. Niedzwiedź: W takim na przykład Wrocławiu praktycznie co tydzień dochodzi do sytuacji, w której w jeden dzień odbywa się równocześnie kilka imprez i rzadko kiedy są one oblegane – każdy ma ogromny wybór i widownia rozprasza się po całym mieście. Ludzie są bardzo wybredni. Jak tak sobie rozmawiam ze znajomymi, to rzadko który z nich ma taki impuls aby iść na jakiś gig.

Mr. Sowa: Ale myślisz, że zagranicą tych koncertów jest mniej?

Mr. Niedzwiedź: Myślę, że tam scena jest bardziej uformowana i jak już się organizuje jakieś koncerty, to mają one określony target. Grają na nich kapele, które idealnie trafiają w gusta określonych odbiorców i ludzie wtedy znacznie chętniej na te gigi chodzą.

A może po prostu polska publiczność jest leniwa? No i nie ma u nas takiej tradycji wspierania młodych zespołów. No i nadal jesteśmy biedniejszym krajem niż Niemcy czy Szwecja.

Mr. Sowa: Ale masz mnóstwo koncertów, na których wejście kosztuje 5, czy 8 złotych, a ludzie na nie i tak nie przychodzą.

Dlaczego akurat maski zwierząt, a nie np. smoków? Kryje się za tym jakieś przesłanie?

Mr. Sowa: Nie, żadnego konkretnego przesłania nie ma, chociaż tych akurat zwierząt tak całkiem przypadkowo nie wybraliśmy – wiesz, sowa to symbol mądrości, a my staramy się od głupoty uciekać – także swojej.

Mr. Niedzwiedź: A niedźwiedź jest duży – jak ja – i niszczy.

Maski ułatwiają wam wyjście na scenę?

Mr. Sowa: Nie, wprost przeciwnie. Dla mnie zawsze to jest trochę krępujące – zakładam tę maskę na backstage’u, ktoś mnie tam widzi i zastanawia się co my wydziwiamy. A poza tym w masce nie wszystko widać, więc trudniej się gra.

Coraz więcej kapel kombinuje z wizerunkiem. Z czego to wynika?

Mr. Niedzwiedź: Myślę, że chodzi o ekspresyjność. Żeby jeszcze więcej pokazać na scenie, lepiej się bawić, lepiej zaprezentować – przecież podczas koncertu możesz pokazać, na dobrą sprawę, wszystko.

Mr. Sowa: Masz sporo przestrzeni, czemu by z niej nie skorzystać? Show może stać się bardziej kompletne.

Uważacie lata 90. za najciekawszy okres w muzyce?

Mr. Sowa: Trudno powiedzieć. Ja na tej muzyce dorastałem, więc stanowi dla mnie fundament i na pewno w naszej muzyce słychać te wpływy. No i te kapele, które poznaję obecnie, nie mają na mnie aż takiego wpływu – to nie są kolejne ciegiełki dołożone do fundamentu, ale raczej tynk.

Myślicie, że ludzie będą darzyli tę II dekadę XXI wieku podobnym sentymentem, co lata 90.?

Mr. Niedzwiedź: Moim zdaniem nie.

Mr. Sowa: To też zależy od rodzaju muzyki. Cięższe odmiany rocka czy metal nie rozwijały się w ostatnich latach jakoś mega prężnie, ale hip hop czy elektronika jak najbardziej. Generalnie to są teraz rzeczy na topie, ale być może muzyka wróci jeszcze na te bardziej gitarowe tory.

Mr. Niedzwiedź: No właśnie, a w latach 90. to właśnie gitarowa muzyka wiodła prym. No i miała coś w sobie – tych uczuć już się nie powtórzy.

A może to kwestia sentymentu po prostu?

Mr. Sowa: Pewnie też. Pamiętam, że czytałem kiedyś wywiad z Dawidem Podsiadło i gość jarał się tam rzeczami typu Arctic Monkeys czy The Strokes i to są dla niego nasze lata 90. – na takiej muzyce dorastał i do niej ma sentyment.

Mr. Niedzwiedź: Nawet jak czytamy recenzje naszych płyt to widzimy tam sentyment recenzentów do tych lat 90.

Rozmawiałem jakiś czas temu z pewnym muzykiem, który wyznał mi, że przynajmniej kilka razy w tygodniu słucha swoich płyt. Wydało mi się to co najmniej dziwne. Wiem, ze Radek jest także realizatorem i pracuje przy nagrywaniu – jak to więc wygląda w twoim przypadku? Starasz się te nagrania potem analizować?

Mr. Niedzwiedź: Jasne, że tak. Często wracam do naszej płyty, regularnie przesłuchuję też to, co cały czas gdzieś tam tworzymy. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym grać muzykę, której nie lubię słuchać, która przechodzi koło mnie. Co do nagrywania – mam to szczęście, że nagrywam zazwyczaj takie płyty, które mi się zwyczajnie podobają. Oczywiście, że potem ich słucham i staram się wyciągać wnioski na przyszłość. Każda taka sesja nagraniowa to dla mnie olbrzymia lekcja – to też na pewno przekłada się na Ave Caesar.

Mr. Sowa: Ja słucham naszej muzyki głównie w aucie – po to aby przypomnieć sobie teksty (śmiech) Mam do nich słabą pamięć. Ale żeby puścić sobie swoją płytę i jakoś ją specjalnie kontemplować? Chyba nigdy mi się nie zdarzyło.

Sporo powstaje zespołów we Wrocławiu. To chyba jedna z ciekawszych scen w Polsce.

Mr. Sowa: No tak, dużo się dzieje. Są osoby, które zajmują się organizowaniem koncertów, jest wiele świetnych miejsc, w których można je grać no i jest mnóstwo zespołów – czasem wydaje się, że jest ich aż zbyt dużo. Sporo gigów trzeba odpuścić, bo zwyczajnie się na siebie nakładają.

Mr. Niedzwiedź: Jak dla mnie mekka gitarowego grania w Polsce. Obok Gdańska i Warszawy.

Z tymi scenami to jest też trochę tak, że dziś o nie trudniej niż kiedyś, bo teraz, dzięki Internetowi, ludzie słuchają wszystkiego.

Mr. Niedzwiedź: To fantastyczne zjawisko. Jestem wielkim fanem Internetu – to bezkresna kopalnia. Zniknął zupełnie problem ze znajdowaniem nowej, ciekawej muzyki. Dla artystów to błogosławieństwo.

Mr. Sowa: Dokładnie. Straciły na tym co najwyżej wielkie tuzy i firmy fonograficzne – ale to biznes, który z muzyką niewiele ma wspólnego. Internet daje przestrzeń, możliwość dotarcia do odbiorcy bez pośredników, którzy chcą położyć łapę na twojej twórczości. Każdy może robić to, co chce. I to mi się podoba.

No dobra, to na koniec – jakie plany na przyszłość?

Najbliższe dwa weekendy to koncerty w dobrym towarzystwie – jaramy się !:
Sierpień zamykamy się i poświęcamy na nagrywanie drugiego albumu pt.”Growing” a od końca września zaczynamy promować materiał… mamy juz kilka potwierdzonych dat i działamy aby koncerty promujące były bogatsze (nie tylko) muzycznie.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *