Najnowszy numer brytyjskiego czasopisma dla perkusistów „Rhythm” zawiera bardzo obszerny artykuł, w którym Joel McIver oraz Charlie Benante (Anthrax), Dave Lombardo (Slayer), Shawn Drover (Megadeth) oraz Lars Ulrich rozmawiają o thrash metalu. Historia powstania gatunku i jego odrodzenie w ostatnich latach, inspiracje muzyków, podejście do gry, wzajemna rywalizacja, bicie rekordów prędkości, Cliff Burton, stres u Larsa (?), związek thrashu z hardcore punkiem, okoliczności wymyślenia blastów – to tylko część tematów poruszonych w przetłumaczonym dla Was artykule…

Osoby zainteresowane angielską wersją pierwszej części artykułu mogą pobrać skany magazynu z poniższych linków:

‚Thrash!’ p.1Thrash!’ p.2 ‚Thrash!’ p.3 ‚Thrash!’ p.4

Część artykułu stanowią również wypowiedzi znanych perkusistów nt. Ulricha, Lombardo, Drovera i Benante.

===========================================================

Słuchajcie, headbangerzy: jaki by nie był wasz gust muzyczny (rzecz jasna, mówimy o ciężkiej muzyce), jest spora szansa, że wasze ulubione kapele dużo zawdzięczają thrash metalowi lat 80. Nie zaprzeczajcie od razu, przemyślcie sobie. Największe zespoły metalowe, które wypłynęły w ciągu ostatniej dekady, to Slipknot, Lamb of God i Trivium – wszystkie trzy inspirowane klasycznym thrashem. Shadows Fall, Gojira, Bullet For My Valentine? Każdy jeden z nich to thrasher. Nawet dawno założone grupy jak Machine Head i (niestety nieistniejąca już) Pantera – kapele, o których usłyszeliśmy we wczesnych latach 90. – z entuzjazmem przyznają, że mają dług wdzięczności wobec ery obcisłych jeansów, mulletów i snikersów.

Jeśli mamy być dokładni – wszyscy ci muzycy wskażą na ‚Wielką Czwórkę Thrashu’ jako na wielką inspirację. Jeszcze bardziej dokładnie – każdy cokolwiek wart metalowy perkusista zaznaczy Larsa Ulricha, Dave`a Lombardo i Charliego Benante jako wczesnych idoli. Ostatni członek legendarnego kwartetu – Megadeth – oznacza nie jednego, a aż dwóch bardzo istotnych bębniarzy – Ś.P. Gara Samuelsona i Nicka Menzę – na dodatek dziś spotkamy tam Shawna Drovera, który sam potrafi wywołać niemałą porcję zachwytu.

Nowiny są takie, że wszystkie te zespoły będą dzieliły scenę na koncertach trasy Sonisphere – informacja, przez którą headbangerzy na całym świecie padli na kolana i zaczęli wielbić Pana Ciemności za stworzenie tej niepokonanej, heavy metalowej mieszanki. Czy może być lepszy argument za rzuceniem światła na złotą epokę ekstremalnych metalowych perkusji, przy okazji idąc z pytaniami do samych zainteresowanych?

Bardzo metalowo

Nie dajcie się zwieść – jazda na perkusji była ekstremalna.

Ludzie słyszeli thrash metal i pytali „Co to k***a jest?'”

opowiada z rozbawieniem Charlie Benante:

W tamtym roku składaliśmy zremasterowaną wersję naszej płyty ‚Among the Living’ i nie mogłem uwierzyć że w niektórych utworach na tamtym krążku grałem tak szybko. Szybkość i agresja były dla nas bardzo ważne. Ciągle towarzyszyła mi potrzeba osiągania coraz większych ekstremów.

Dave Lombardo przypomina, że Slayer musiał opuścić rodzinne miasto, by odnaleźć publikę wystarczająco odważną do przyjęcia ich wariacko szybkiej i pełnej agresji muzyki.

Za pierwszym razem, gdy wyjechaliśmy z LA do San Francisco, pomyśleliśmy, że coś się szykuje, sądząc po samej reakcji publiczności. Wiedzieli, skąd pochodzimy: czuli, że mają z nami coś wspólnego, więc nasza muzyka była ciepło przyjęta. Zobaczyliśmy, że była akceptowana nie tylko w LA, uznaliśmy więc, że pewnie jest dobra.

W perkusji thrashowej liczyła się tylko prędkość, całe podejście było bardzo proste: werbel na podwójnej szybkości, pojedyncze uderzenia w centralę na przemian z podwójnymi, w zależności od tego, czy riff wymagał oszczędności czy ciężaru. Wszyscy przyznają, że we wczesnych latach ich technika była prymitywna.

Lars Ulrich:

Spędziłem masę czasu starając się to zrekompensować na pierwszych albumach. Ale pewnego dnia budzisz się i myślisz: „Wisi mi to”, już od jakichś 15 lat nie przejmuję się tym. Nie jestem Joey Jordison, nie jestem Mike Portnoy, mimo, iż darzę ich ogromnym szacunkiem.

Lombardo zgadza się z tym:

Thrash nawet nie był wtedy taki szybki. Gdy masz tak niewinne podejście, jak my w tamtych czasach, nie zdajesz sobie sprawy, że tworzysz coś nowego. My wtedy po prostu podążaliśmy za instynktami, choć dziwnie to wygląda dzisiaj, z perspektywy czasu.

Więc skąd do diabła pochodzi thrash? Benante udziela jasnej odpowiedzi:

Podam ci nazwy sześciu zespołów odpowiedzialnych za całe to thrasherstwo: Venom, Iron Maiden, Motörhead, Scorpions, Judas Priest i Rush. Kochaliśmy kunszt, jaki pokazywało Rush, a grając thrash nie można było być byle jakim zawodnikiem. Motörhead dało nam wygląd, punk-metalowy wizerunek, a prędkość muzyki wywodziła się ze sceny punkowej, bez dwóch zdań. My zwyczajnie wynieśliśmy ją na wyższy poziom: dodaliśmy podwójną stopę basową i wszystko podkręciliśmy. Lubiliśmy Discharge, dla nas wszystkich byli świetni, do tego Agnostic Front, jak również pierwszy album Suicidal Tendencies, które tak samo wywarło na nas duży wpływ.

Polka w wersji ‚hardcore’

Shawn Drover, młodszy o parę lat od pozostałych perkusistów ‚Big 4’, pamięta narodziny thrash metalu, ponieważ był wówczas fanem. Podobnie jak Benante, on też zauważa, że pierwsze zespoły thrash były pod olbrzymim wpływem sceny hardcore punk – szczególnie dotyczyło to właśnie bębniarzy.

Nie wiem, co było pierwsze – rytmy hardcore punku czy thrash metalu”, zauważa. „ale gdy pojawiły się w tym samym czasie i otarły się o siebie, dostaliśmy w jednym momencie nowe DRI i Slayera. Gdyby się nad tym zastanowić, to podstawowy rytm w thrashu bardzo przypomina polkę, no nie? Tak właśnie jest, jeśli podejść do tego od strony technicznej.

Benante przypomina, że powstanie thrashu i punku to splecione ze sobą wydarzenia:

Miałem cztery starsze siostry, więc chłonąłem muzykę jak gąbka. Pierwszymi perkusistami, którzy mnie jakoś trafili, byli Ringo Starr i Dave Clark, a gdy upłynęło parę lat – John Bonham i Keith Moon. Lubiłem też wiele z dorobku Motown, dużo czasu spędziłem zastanawiając się, jak osiągnęli takie brzmienie werbla! Potem zacząłem jarać się Neilem Peartem. Mimo to, po raz pierwszy usłyszałem prawdziwą stopę basową na ‚Sin After Sin’ Judas Priest. Nie wiedziałem, co to w ogóle ma być. Potem nadeszła fascynacja Motörhead i szybszymi zespołami metalowymi.

Judas Priest – ‚Dissident Aggressor’ z płyty ‚Sin After Sin

httph://www.youtube.com/watch?v=tcHm9jWxJ9I

Lombardo widzi jeszcze większy wpływ punku na świeżo powstałą scenę thrash metalu:

Sposób, w jaki gram ze Slayerem, to styl punkowy – na pojedynczej stopie basowej, z pewną porcją groove i odpowiednim impetem. To dzięki punkowi daję w obrębie jednego taktu tyle uderzeń w werbel, co w Motörhead.

Lars Ulrich, którego zespół dominował na scenie thrash od jej powstania w 1982 roku do obrania bardziej mainstreamowej ścieżki pod koniec dekady, oparł swoje podejście na zmianach tempa:

Szybkie piosenki jedna po drugiej z czasem zaczynają brzmieć tak samo… Gdy gramy szybką muzykę, staramy się robić przerwy – dzięki temu wszystko wydaje się jeszcze szybsze.

Jak się jednak okazuje, Lars i koledzy z zespołu zrobili bardzo dużo w sprawie super-szybkiego thrashu. Jak kiedyś wyznał James Hetfield:

Lars zawsze denerwował się na scenie, przez co grał coraz szybciej. Nikt z nas nie chciał okazać się mięczakiem i mówić mu, że gra za szybko. Doszliśmy do wniosku, że chrzanić to, też będziemy grać szybciej.

‚Wielka Czwórka’ oraz solidni naśladowcy w postaci legendarnych zespołów takich, jak Exodus, Testament, Forbidden i Death Angel – wywodzący się z ojczyzny thrash metalu, San Francisco Bay Area – na początku nie mieli łatwo. Pomimo solidnej społeczności fanów, uformowanej już w 1983 roku, oraz faktu wydania przez każdy z tych zespołów przynajmniej jednego albumu w pierwszej połowie dekady, międzynarodowe uznanie dla tego gatunku muzyki było minimalne. Amerykańska prasa zwyczajnie przeoczyła urok thrashu, chociaż, jak tłumaczy Benante, to właśnie zza morza rzucona została lina ratunkowa.

Powiem ci, kogo od razu zainteresowaliśmy. Was! Brytole momentalnie załapali, bo mieliście już Iron Maiden i Motörhead. Po was nadeszło zainteresowanie innych. Ameryka potrzebowała nieco czasu, by wczuć się w thrash, ale co zrobisz? Dobre rzeczy wymagają czasu.

Drover był jednym z wielu undegroundowych metali, którzy załapali:

Gdy thrash metal uderzył, wiedziałem, że od teraz będzie częścią mnie. Agresja i nienawiść zawarta w tej muzyce przemawiały do mnie jako nastolatka, haha! Naprawdę trafiały w mój ówczesny charakter: Dave i Charlie wywarli na mnie olbrzymi wpływ, podobnie jak Gar Samuelson z Megadeth. Jego gra bujała moim światem.

Narodziny ‚Wielkiej Czwórki’

Moment przełomowy dla wszystkich zespołów nadszedł w latach 1986-7, gdy każdy z nich wydał albumy uznawane przez wielu fanów za ich największe osiągnięcia. Dla Metalliki był to ‚Master of Puppets’; Megadeth wypuściło ‚Peace Sells… But Who`s Buying?’; Anthrax wydało ‚Among the Living’; od Slayera otrzymaliśmy ‚Reign in Blood’. Spośród tych czterech, albumy ‚Talliki i ‚Deth były najbardziej melodyjne i techniczne, natomiast krążki Anthraxu i Slayera opierały się na zrównującej publikę z ziemią szybkości i agresji. Nie było niespodzianką, że Benante i Lombardo zostali kumplami, obserwując nawzajem swoje zadziwiające postępy i darząc się wielkim szacunkiem.

Benante pamięta to tak:

Gdy usłyszałem solo Dave`a na podwójnej stopie w ‚Angel of Death’ – wspaniała zagrywka – od razu pomyślałem, że mam do czynienia z fragmentem, po którym będą go rozpoznawać. To naprawdę dobry bębniarz. Całkowicie łączy się z muzyką Slayera, ale lubię również jego poczynania z Fantomasem, pokazujące jego wszechstronny styl.

Lombardo:

Wszyscy są świetni. Gdyby nie byli, nie byłoby ich na tej trasie! Każdy ma własne brzmienie, dzięki czemu lubimy słuchać siebie nawzajem.

Zapraszamy do zapoznania się z kontynuacją artykułu…

===========================================================

Podziękowania dla naszej czytelniczki Teresy, która specjalnie dla nas kupiła pisemko i zeskanowała najbardziej interesujące nas strony!

===========================================================

Joel McIver, znany dziennikarz, redaktor naczelny „Metal Hammera”, autor uznanej, nieoficjalnej biografii Metalliki – „Sprawiedliwość dla wszystkich” oraz wydanej niedawno, pierwszej biografii Cliffa Burtona – „To Live is to Die” (przetłumaczone, obszerne fragmenty u nas). Zachęcamy też do przeczytania sporych wywiadów z McIverem poświęconych Metallice, Wielkiej Czwórce, albumowi ‚Death Magnetic’, a także do zapoznania się z tłumaczeniem długiej rozmowy dziennikarza z Jamesem Hetfieldem i Kirkiem Hammettem.

Jako ciekawostkę przypominamy dość kontrowersyjny fragment rozmowy McIvera z Davem Lombardo, dotyczący umiejętności Larsa.

Napisz, co myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *