Pod koniec lat 80, w szaroburej Czechosłowacji, czterech młodych chłopaków postanowiło założyć zespół. Pograli trochę, publika nieźle bawiła się na ich koncertach. Niestety, po kilku latach zwinęli żagle, nie pozostawiając po sobie żadnego nagrania. Prawie trzy dekady później panowie w średnim wieku postanowili przypomnieć sobie lata młodości, zebrali się jeszcze raz i w roku 2018 stworzyli płytę.

Okładka albumu ”Dej, co máš” wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Po pierwsze: profesjonalnie zrobiona. Po drugie: sam obrazek, przedstawiający uroczą panią-gitarę podłączoną do Marshalla jest bardzo sympatyczny. Typowo czeskie podejście z humorem. Ale pora przejść do zawartości muzycznej tejże płyty.

Jak można było się spodziewać, początek jest mocny i „z wykopem”. Wstęp perkusyjny przywodzi na myśl ”Be Quick Or Be Dead”, do tego gęste partie basu, następnie dwukrotnie powtórzony prosty motyw gitarowy, który będzie się przewijał przez cały utwór. Wokalista zaprasza nas na heavy-metalową imprezę. W refrenie pojawia się miły dla ucha patos. Szkoda, że nie postarano się o jakieś ciekawe solo, bo dostajemy w zasadzie tylko mało wymyślne rozwinięcie motywu, o którym wspomniałem wcześniej. Niestety, na całej płycie nie znajdziemy zbyt dużo kompozytorskiego kunsztu. Postawiono na prostotę melodii i pasaży. Podobnie jest z sekcja rytmiczną. Perkusista raczej stroni od dłuższych przejść, nierzadko ograniczając się jedynie do wybijania rytmu. Jego jedyny krótki popis usłyszymy w utworze tytułowym jako swoiste intro do solówki. Bardzo ucieszył mnie natomiast śpiew wokalisty w rodzimym języku. Ma on bardzo przyjemną barwę głosu, do której czeski bardzo mi pasuje. Jego wokalizy oscylują głównie w średnich rejestrach. Dobrze, że zespół nie skorzystał z „dobrodziejstwa” auto-tune’u, gdyż efekt byłby, zapewne, komiczny. Być może więc prostota kompozycji wynika z dostosowania się do wokalu o dość ograniczonej skali?

argos 2018

Utwory na albumie są krótkie i utrzymane raczej w szybkich tempach. Przy kompozycji tytułowej otwieramy butelkę Božkova, gdyż kostkowanie ewidentnie przywodzi na myśl Running Wild. W refrenie wokalista śpiewa z chrypą a’la Rock’N’Rolf. Także kończące numer, chóralne OOOOOO! nasuwa skojarzenia z niemieckim bandem. „Pirackie” inspiracje znajdziemy również w kończącym płytę utworze. ”Otrok” wprowadza z kolei bardziej rockerski klimat. Wolniejsze tępo, długi riff, do tego bardzo rebeliancki tekst. Moim faworytem na płycie jest ”Cháron” – można powiedzieć, iż jest to nieco bardziej ambitny utwór, bliższy klimatom Ironów z okresu ”Brave New Word”. Bardzo podoba mi się intrygujący, lekko orientalny klimat, równie intrygujący tekst, do tego zmiany tępa, ciekawa, melodyjna solówka. Na końcu słyszymy, jak łódka nieśpiesznie przecina taflę wody. Ogólnie rzecz biorąc solówki na albumie należy ocenić pozytywnie. Są proste, melodyjne i fajne. Pojawia się w nich też sporo tappingu. Dla mnie to wielki plus, że gitarzyści nie korzystają z efektu wah-wah.

Pewnym urozmaiceniem ”Dej, co máš” może być również ”Rytiři”. Tutaj z kolei wita nas taneczny motyw oogie-boogie, na którym także została oparta solówka. Jeśli dodamy do tego czeski język to robi się naprawdę wesoło!

Na deser dostajemy jeszcze dwa utwory, które zostały zarejestrowane podczas starych koncertów ekipy. Jakość nagrań jest oczywiście słaba, trzeba jednak przyznać, iż zespół wypadł w nich przekonująco. Zwraca uwagę energia, młodzieńczy żywioł. Co ciekawe, te kompozycje nie znalazły się w podstawowym zestawie płyty. Ciekawe ile jeszcze takich numerów zespół ma w zanadrzu?

Reasumując, ”Dej, co mas” na pewno nie jest albumem wybitnym. Myślę zresztą, iż panowie nie oczekują od słuchacza, by delektował się każdym dźwiękiem, tylko po prostu dobrze się przy tej płycie bawił. Muzykom życzę więc, by kontynuowali swoją działalność i rośli w siłę!

7,5/10

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *