Warszawska Antigama to jak nic jeden z najpoważniejszych graczy na krajowym grindcore’owym poletku. Spędzone tu lata nie tylko nie osłabiły zespołu ani nie doprowadziły do wyczerpania stosowanej formuły – ta kapela w roku 2017 jest nie tylko zespołem z własnym, charakterystycznym stylem, ale i w dalszym ciągu bandem pogrywającym z granicami muzycznej ekstremy. Wypuszczony dwa lata po „The Insolent” krążek to trwająca niespełna dwadzieścia minut Epka, ale ilość znajdujących się tu pomysłów przytłoczy i zapędzi w kąt niejeden materiał od hordes, które bardzo chętnie określają się mianem „progresywnego grania”. Nie może zabraknąć – i nie zabraknie – w tej recenzji słowa „szaleństwo”, elementu w muzyce Antigamy obecnego od zawsze, a jednak funkcjonującego na usługach zespołu niczym dobrze naoliwiony tryb w tej kuszącej się na opanowanie chaosu maszynie.

702406

Od otwierającego „Empty Paths” Panowie wyprowadzają jeden po drugim ciosy w postaci pokręconego, sonicznego terroru, nie oglądając się nic a nic na gusta wrażliwych (albo normalnych) słuchaczy. Choć na niniejszym minialbumie króluje napierdol, podczas tytułowego i zarazem nieprzypadkowo najdłuższego na płycie kawałka zwalniamy i przenosimy się w niemal Godfleshowe klimaty z odpowiednio industrialnym posmakiem. Z tego przybrudzonego światka wyprowadza nas, zwiększając tempo, perkusyjny motyw zamykającego wydawnictwo „Shut Up” , gdzie z kolei wokale miejscami zajeżdżają nieco… The Dillinger Escape Plan. Jednocześnie przez cały czas obecny jest w tej muzyce rdzeń wywodzący się z klasycznego, grincore’owego grania – szczególnie wyraźnie słychać tu miłość dla twórczości Angoli z ponadczasowego Napalm Death. Warszawiacy nie tylko z raz obranej drogi nie zawracają w tył, ale prą dalej, wciąż eksperymentując, wciąż walcząc, choć wydawałoby się, że dawno powinni przypierdolić w ścianę stanowiącą granicę słuchalności. Nic z tego – w okolicach owej ściany udało im się znaleźć, rozepchać i zagospodarować niszę, w której niepodzielnie dzielą i rządzą, bo tak jak oni nie gra chyba nikt.

Jeśli od lat należysz do kibiców Antigamy, nic a nic nie powinieneś być zawiedziony niniejszym wydawnictwem. Jeśli jakimś cudem się uchowałeś, a cenisz sobie pokręcone, agresywne granie – również; zaś jeśli grindu czy też jego eksperymentalnej twarzy po prostu nie trawisz, raczej nie trzeba Cię zniechęcać. Ja jestem na tak i z niecierpliwością wyczekuję okazji na obczajenie tego hordu po raz kolejny na żywo, bo i na scenie pokazują klasę, jeszcze jak!

antigama depressant

Ocena: 8/10

Wydawca: Selfmadegod Records

Tracklist:

1. Empty Paths
2. Anchors
3. Division of Lonely Crows
4. Now
5. Room 7
6. Depressant
7. Shut Up

 

 

X.

Napisz, co o tym myślisz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *